czwartek, 25 maja 2017

tym razem się dzieje

gdy musisz wstać...

widziałam ostatnio zarówno zachody jak i wschody słońca. bywają niesamowite. taki drobiazg w życiu, a jest się czym cieszyć.

zacznij od Bacha...

zaczęłam od Abby. robimy musical [musiałam sprawdzić pisownię]. B. napisała teksty piosenek - są niezwykłe. zabawa byłaby przednia, gdybym jak zwykle nie wyskoczyła hej do przodu i nie zrobiła dziewczynom fotosów. na wszystkie się poobrażały.

 
Afryka dzika, dawno odkryta...

dałam znajomemu rozmówki suahili. na czterdziestkę. chyba nie docenił, bo się nie odezwał. impreza była na 200 osób w Niebieskim Kaktusie. znajomi sprzed dwudziestu paru lat.
- daj nr telefonu.
- ale to ten sam, co mam od początku.
- ale myśmy się znały, jak drewno na latryny u leśniczego zamawiało się osobiście, nie telefonem.

lubię wracać, tam gdzie byłam już...

na morze. za dwa dni. tygodniowy rejs w niemal tym samym składzie, co 21 lat temu. ten sam jacht. podobno tym razem działa pompa zenzowa.

z tobą chcę oglądać świat...

tylko z tobą, kochany M., choć czasem miałabym ochotę z kimś innym. lecz zawsze wrócę.


* za wcześnie, panie Zbyszku...


----------------------------------
[wtorek - 39 telefonów, dziś - 16. setki rozmów na fb.]

poniedziałek, 15 maja 2017

dialogi na cztery nogi

M: - Zmieniłaś się. Jesteś fajniejsza. [pauza] Zdradziłaś mnie?
Ja: - Jeszcze nie...

piątek, 12 maja 2017

małe świata rozmiary

siedzę w knajpie z dwojgiem całkiem nowych znajomych. on i ona, nie para. od kilku miesięcy widujemy się co tydzień na zajęciach. oczywiście jesteśmy znajomymi na fb.

Ja do niego: a w ogóle to skąd ty znasz moją sąsiadkę z klatki z drugiego piętra [z bloku, w którym mieszkałam niemal trzydzieści lat]? tak przynajmniej powiedział mi fb. okazuje się, że razem grali kiedyś w amatorskim teatrze.

od słowa do słowa - teraz ona pyta, w którym bloku. tłumaczę [bo to jeden z najbardziej charakterystycznych budynków w mieście, a ponoć i w Europie]. wtedy ona się cieszy, bo chodziła niedaleko do liceum i ma z tego bloku wielu znajomych, na przykład Ziutka.
Ziutek mieszkał na pierwszym piętrze naszej klatki.

Ja na parterze.

Howgh.

niedziela, 7 maja 2017

nie dzieje się

prywatnie zastój. na wszystkich frontach. może poza tym, że uczę się śpiewać.
premiera w roli suflera [ach, nie, już raz poległam w tej roli] za tydzień.

nieprywatnie to:
wygrał Macron i wszyscy mają w związku z tym oczekiwania. ja wiem o nim tylko tyle, że ma żonę. swoją nauczycielkę. i pamiętam aferę w moim liceum, gdy nasza pani od polskiego zakochała się w uczniu klasy maturalnej. skandal to był. musiała odejść z pracy. po latach okazało się, że małżeństwo próby czasu nie wytrzymało... a tu, proszę. może wytrzyma jeszcze próbę mediów.

dziewczę wyjechało samo do Egiptu. źle to się skończyło, bardzo źle. ale skąd ta fala hejtu wobec martwej już teraz kobiety?

konstytucję będziem zmieniać. za rok. tak mówi adrian. a jak mówi, to wie, co mówi.

telewizja wiadomoktóra pokazuje puste place z wczorajszego marszu. mówię kuzynce, że to manipulacja, a ona nic nie rozumie i ufa pisowemu małżonkowi.

Pani Masłowska o niebo lepiej wypada w wywiadach niż w swojej twórczości. powiedziała wreszcie coś, pod czym się mogę sama podpisać. i o telewizorze, i o jadzie, i o upadku kultury... nigdy nie przyszło mi do głowy, że ja nie umiem oglądać telewizji. dziwili mnie ludzie, którym to nieustannie mryga w tle, ale to ja jestem niedouczona. nie chodzę do ludzi, którzy nie wyłączają tego pudła. właściwie to prawie nigdzie już nie chodzę.

Szyszko wykańcza puszcze, bredzi, że przyrodę trzeba sobie podporządkować. nierozumi, biedak, nic. ciekawe, czy te negatywne cząstki wszechświata pozostają na zawsze z negatywną energią, czy jakoś to się w świecie wyrównuje.

odkryłam biocentryzm. jak każda religia - z początku ma sens, potem czuję się manipulowana. podobno najbliżej do new age - tak twierdzi fb. a on wie najlepiej.

no i przez szukanie znaczenia "dystopii" spędziłam godzinę z Robertem Górskim w sieci. ech...


niedziela, 30 kwietnia 2017

pięciolatka

przyjechali kuzyni z gór. z trójstyku. tego lepszego, bo zachodniego. no i oni mają pięciolatkę. rezolutną, kapryśną, nie bardzo, ale jednak rozwydrzoną. cały dzień jazdy. pół dnia zabawy i jeszcze nie śpi [północ].

wytrzymuję ją przez jakieś pięć-dziesięć minut.

urodziłabym ją koło czterdziestki. czyli całkiem byłoby to prawdopodobne, gdyby stał się jakiś cud. i tu pojawia się pytanie, czy ja bym nie oszalała? nie zwariowała? szczerze to ten mój siedemnastolatek, czyli najstarszy, wydaje mi się nieco za młody. w moim wieku wolałabym syna starszego. piętnastolatka ok. z dwunastolatkiem mam kłopoty, bo jeszcze nie przeskoczył do nastoletniości, ale ujdzie. da się już z nim dogadać. ale co robić z pięciolatką, która rządzi światem i strzela fochy?

rozglądam się wśród znajomych. WSZYSCY mieli dziecko grubo po trzydziestce, więc wyszło tak, że moje są najstarsze. reszta starych znajomych ma dzieci młodsze. te starsze nieco powyżej dziesięciu, te młodsze to właśnie takie pięciolatki. jak oni to znoszą? kiedy chcą być ich partnerami? będą rozmawiać o okresie i pierwszych pocałunkach jako pięćdziesięciolatki? o maturze jako sześćdziesięciolatki. czy ta wolność cywilizacyjna nie gubi gdzieś naszych ograniczeń cielesnych? [gdzie ja to ostatnio czytałam, że każda wolność przynosi nowe zniewolenia?].

dziwią mnie coraz starsze matki, babcie właściwie. teraz, gdy mają czas na swoje JA, to właśnie go nie mają, a młodość jurną straciły na, właśnie na co? na czekanie, na balowanie, na sytuowanie się czyli mieszkanie i pracę, na strach przed zmianą. wszystkie inteligentne, po studiach. może to przez te studia właśnie? 


niedziela, 23 kwietnia 2017

gokarty

więc dziś dziecię zażyczyło sobie na urodziny rodzinnej wycieczki na gokarty. do tej pory bolą mnie ramiona. żeby dawać auta bez wspomagania - też coś!
okazało się, że gdzieś były wyświetlane czasy, ale nie zauważyłam i nie zostałam mistrzem świata...

potem było tylko gorzej, bo najpierw się jedno dziecię obraziło, a potem drugie, ale już na serio. dzień za dniem.

z teatru mego wypadła aktorka [kochanka], chyba wypadła, bo od dwóch tygodni nie odbiera telefonu. tak czy siak zawisłam. u Ryśka niby coś rusza, ale bez entuzjazmu. józefinki szaleją, ale co z tego jak w dniu premiery jestem na morzu?


M. właśnie spytał, po co żyjemy. powiedziałam, że po to, żeby nacieszyć się pięknem. jakaż ja jestem mądra, nie?

czwartek, 20 kwietnia 2017

dzieje się

ze świąt to tylko tyle, że po raz drugi jechałam koleją i znów mi się podobało. psowi mniej. za to krótko było.
wtorek - nagranie
środa - próba musicalu
czwartek - próba w teatrze
piątek - próba musicalu
sobota - urodziny dziecięcia
niedziela - spływ łódkami na Zegrze

aha, i egzaminy gimnazjalne... dziś poszedł w śmierdzącej koszuli, bo się zorientował rano, że nie lego, więc na jutro uprałam na szybko. szkoda, że razem z długopisem. ale plama pod pachą, więc pod marynarką nie widać.

tera to lajcik. maj zaś kończy się tak:
27 - ruszam w rejs
27 - Zemsta, w której wreszcie mogłabym zagrać
28 - występ musicalu, do którego właśnie próbujemy

wszystko jest bez sensu.

jak tylko teraz odbierać Lokomotywę, gdy koła nie robią już to tak, to to tak, to to tak, to to tak...