sobota, 28 lutego 2015

Poranek Blanki

Wszystko przez randkę.

Blanka umówiła się na małe tete-a-tete. Cała była czekaniem i nie chciała, żeby coś stanęło jej na przeszkodzie, gdyż do kolejnego mogło dojść za rok lub później.

Jednak zaspała. Zaspała na lekcję, która miała się odbyć się przed podróżą do Miasta. Lekcję specjalnie ustaloną na wcześniejszą porę. Z uwagi na porę właśnie Blanka, pewna że o tej porze nikogo już w domu nie ma zabrała się za poranne ablucje, pośniadała i właśnie dokonywała korekt fizjonomii, gdy posłyszała kroki na schodach.
- Ale ten kot tupie... - zdążyła pomyśleć, gdy kot okazał się być zaspanym królikiem w postaci jej córki.
- Co ty tu robisz! - wykrzyknęła Blanka, przerażona odkryciem.
- Zaspałam - z przerażeniem wysapał Królik w postaci Córci.
- Ja też - nieco uspokojona Blanka próbowała uspokoić przerażone, nadambitne dziecko.

Wieczorem tego dnia Królik opowiada Tacie Zastępczemu:

"Obudziłam się i zaczęłam się zastanawiać, która godzina. Nagle zobaczyłam długie włosy, które z kubkiem w ręku zmierzały na górę. Pomyślałam, że to Wujek*, bo przecież tak rano Ciocia by nie wstała".
Tu nastąpił rechotliwy śmiech Blankowego małżonka.
"Więc poszłam sprawdzić godzinę, ale na zegarze było wpół do dziesiątej**, dlatego poszłam do kuchni ustalić czas na wyświetlaczu piekarnika. Tam też było wpół do dziesiątej".


*Wujek wyhodował piękne, długie włosy.
**Dwunastoletnie dziecko słabo ogarnia zegar wskazówkowy.

Wcześniej, czyli o siódmej rano najmłodszy synek stanął na łóżkiem Blanki i radośnie oznajmił, że jeśli będzie bolał go brzuch w szkole, to Wujek powiedział, żeby poszedł do pielęgniarki, a ona zadzwoni po Ciocię.

- No way! - wykrzyknęła Blanka, bo dziś będę w Warszawie i po ciebie nie przyjadę.

Pielęgniarka zadzwoniła więc już o 10-tej...

Później tego dnia przyjaciółka Blanki, która jest jednocześnie panią od dodatkowego angielskiego, na który chodzi Kacper, radośnie przekazała jej wiadomości od jego kolegów. Otóż, dziś na polski należało nauczyć się wiersza...


niedziela, 22 lutego 2015

zwykły wieczór

1. Jestem po premierze... na roli suflera - okrutna to praca jak jasna cholera.
2. M. jest na brydżu, i pewnie umiera, okropnie żałuje, że zabrał chryslera.
3. U SS-a Łukasz - grają na tabletach. Każdy gra na swoim, taka to zaleta.
4. Córcia zaryczana, że przez Białą Szkołę i jazdę na nartach nadrabia gryzmoły.
5. MS-owi smutno, że nie dostał Lego, to nie jego wina, że ja nie ten tego...

sobota, 21 lutego 2015

Casino nie Royal

Kasyno...
Wyciągnęłam M. do kasyna. On już był, więc wziął na siebie rolę Cicerone. Właściwie interesowała mnie jedynie ruletka. O kartach nie mam pojęcia, a chyba nie ma nic głupszego niż jednoręki bandyta. Obserwowałam wszystkie stoły. Długo. Czekałam na 21. Nigdzie nie padło przez cały czas. W końcu dotarłam do M., zabrałam mu szczątkowe ilości żetonów i postawiłam. Trochę wygrałam. Postawiłam znowu. I znowu trochę. Rozszalałam się. Przegrałam. Wkurzyłam i postawiłam wszystko na czerwone oprócz dwóch żetonów. Wygrana została na czerwonym. W tym momencie zmienił się krupier na kobietę, która chyba się dopiero uczyła. Wszystko krzyczało - zmień na czarne! Gdy wreszcie poddałam się tej proroczej myśli, pani krzyknęła: koniec obstawiania. Wyszło czarne. Zostały dwa ostatnie żetony. Oddałam M. mówiąc: "Postaw na swoją ulubioną liczbę". Skoro oboje urodziliśmy się 21-ego, wybór był dla mnie oczywisty. Mąż dumał i dumał i postawił na... 0. A co wyszło? 21.
Taka to ironia losu...



czwartek, 19 lutego 2015

Środa Popielcowa

Środa Popielcowa.
Ni mnie zieje, ni grzębi, poza tym, że raz do roku nie da się przejechać pod kościołem między 6 a 7. No, może nie da się przejechać między kościołem a szkołą kilka razy do roku z powodów religijnych, a raz w miesiącu z powodu zebrań z rodzicami. Szkołę wybudowano naprzeciwko kościoła. A może odwrotnie?
Z "Wieści Nieporęckich": budżet na rok 2015 wynosi 72 mln, z czego 52 wydamy na kanalizację okolicznych wsi, właściwie całej gminy, a pół miliona na rozbudowę szkoły. Kurnik postawią czy salkę tortur dla tych, co zostają w kozie? Kupa ważniejsza od wykształcenia. Tymczasem w budynku o dziesięciu salach lekcyjnych mieści się ponad dwadzieścia oddziałów. Stąd klasa sportowa o profilu pływackim - 3 razy w tygodniu nie ma ich w szkole...

Ale ja nie o tym. Natchnął mnie nagłówek: świat wokół - Post. Dlatego o tej środzie zaczęłam. Kiedyś post niósł ze sobą próby cielesne i swego rodzaju umartwianie, teraz wyczekujemy kolejnego posta jak radosnej nowiny. Może czas zmienić znaczenie słowa? A może post od zawsze oznaczał wyczekiwanie radosnej nowiny [zmartwychwstania] lub informacji o tym, co zrobił czyjś kot, Durczok lub australijska owieczka... News jest news. 

19.02.2015 00:01



środa, 18 lutego 2015

Nowy etap? Back to life

Pierwsza lekcja z panią Ewą G., z którą spiknęłam się przez stronę legionowskiej rupieciarni. :)
Pierwsza lekcja z Tatarami Elmirami. :)
Pierwszy klient L&A.

sobota, 14 lutego 2015

Lutowe niemrozy

Prawdziwe Walentynki.
Nie dość, że dostałam frezje, to jeszcze dane mi było posiedzieć na przyzbie jak to drzewiej siadywał dziad z babą. Słońce szalało - było chyba z 15 stopni w naszym zakątku. Piesek grał w piłkę. Starzy pili herbatkę.
Cud. 

...

Następnego dnia baba umarła. I przeczytała cały kryminał w wannie. Zapalenie pęcherza.

piątek, 13 lutego 2015

Konkurs [z życia Blanki]



Konkurs na pościel czyli jak załatwić MZ


Blanka kupiła w Stonce pościel ze słodkim pieskiem z myślą o Julce. Pyrgnęła ją gdzieś i szybko o niej zapomniała. Sępy wypatrzyły.
– Dla mnie? Dla mnie? – krzyczały chłopy stary i mały.
– Chcecie pościel z różowym pieskiem?
– TAAAAK!!!

Tego nie przewidziała. Cały wieczór zasypywały ją pytania, które z trojga rodzeństwa dostanie poszewkę. Wreszcie, znużona nagabywaniami sprytna Blanka, wymyśliła konkurs. Konkurs na najładniej sprzątnięty pokój.

A w międzyczasie pojechała do Stonki cichaczem dokupić dwa kolejne komplety, żeby wszyscy byli zadowoleni. Pomyliła się, wylądowała 5 km dalej w innym Mydlu, cofnęła do właściwego marketu, w którym pościel w pieski okazała się być tylko jedna. Pojechała więc do outletu nr 2, na drugim końcu miasta. Uff, ostatni piesek. Hura.

Następnego dnia obaj panowie zgodnie stwierdzili, że w konkursie udziału nie biorą.

Józefów, 13.02.15

Do soboty im przeszło. Ciężko pracowali cały dzień [spotkania z kolegami, telewizja, cukierki, trochę zamieść]. Ale posprzątali. Komisja obeszła wszystkie pokoje, zgodnie z oczekiwaniami przyznała pierwsze miejsce Julce, wręczyła nagrodę główną, a potem dwie nagrody pocieszenia. Też pościel.
Julka się popłakała i stwierdziła, że niepotrzebnie się starała, a mały zadał cios poniżej pasa:
- Zrobiłaś to po to, żebyśmy się kłócili?

Józefów, 19.02.15

środa, 11 lutego 2015

Krowa

Julka do koleżanki w czasie obiadu:
- Pokazać ci, jak żre krowa?

poniedziałek, 9 lutego 2015

Zamiana

Czy zawsze rodzice muszą grać dobrego policjanta i złego?
Gdy mnie się udaje być tym dobrym, Adaś wciela się w tego naprawdę złego... Muszę przyznać, że ma talent. Albo dobrą nauczycielkę... Stara się mnie ściągnąć w dół, i niestety mu się to na chwilę udaje.
Ale my z czwartego levela nie damy się tak łatwo!
Rada jednej ze stron: unikać tych z niższych poziomów! Ciekawe jak? Wyprowadzić się czy jego? A dzieci mogą być na niższych poziomach czy też je należy sprzedać?
Czas na medytacje wiejskiej bloggerki ;).

niedziela, 8 lutego 2015

piano play

The oldest son's friends came to stay for the night. One of them heard me playing the piano.
- Oh, you play beautifully!
- Thanks.

None of MY children ever said anything about my playing...

Perhaps, it is the way it is and I always look for flaws...

czwartek, 5 lutego 2015

January summary

Co słychać u Blanki?

Blanka wypływa na szersze wody.
Na brzegu zostaje
Płacząca Julka, co ambicji nie może przeskoczyć, więc ryczy.
Kacper, co go boli to brzuszek, to noga i pływać nie może, choć lubi
Kamil, wychodzący z domu w pośpiechu trzydziestominutowym, kręci się w kółko.
Łańuch, co spadł z roweru
Lampa, co nad drzwiami nie świeci, choć wisi.
Zły numer na ulotce drukowanej w pośpiechu.
Przywłaszczona książka, chociaż w dobrej wierze.
[Ten Niemiec tak plącze i miesza i pieprzy...]
Druga operacja kancera Adasia
Na szczęście in-situ, kto zaś?, a
jego ciągłe bóle jednak jadą dalej
nie chcą wysiąść z łódki, siedzą przy niej stale.
I na koniec odległy, ale nie najdalszy
Ostatnie to tango...
tańczone fandango.

Przyszedł luty podkuj buty.



wtorek, 3 lutego 2015

Słucham...

Rozmowa podejrzliwej MZ ze starszym synem, słuchającym "Krzyżaków" z tableta w słuchawkach.
- Co robisz?
- Słucham?
- Co robisz?
- Słucham.