sobota, 23 maja 2015

cytaty dnia

"Ja też czasem robię copy-paste twoich zachowań odnośnie wychowania dzieci..."
"Byłem wkurwiony, że spóźniłaś się pół godziny". [ale nie uciekł]
"Wygodnie Ci tam, Babciu?" - wnuczka nad grobem.
"Mam wszystko w plecaku poukładane, wiem, gdzie trzymam scyzoryk".
"Akustyka samochodu jest podobna do akustyki studia".
"Powiedz Julii, żeby poszła do sąsiadów po piłkę"!
"On specjalnie kopie tak mocno"!
"Morze, fale, wiatr..." [słychać łzy]...
"Muszę wykarmić dzieci szpaka, skoro Roman zabił im tatę".
"Co robi facet na parkingu supermarketu o 23.00? Gra na trąbce". :)
"Dobrze, że jesteś...".
"Musisz być taka nieoryginalna?".
"Budynek Filharmonii Szczecińskiej nie pasuje do otoczenia".
"Jak mam nauczyć dziecko nieprzeklinania, skoro sam, kurwa, przeklinam?".
"Też żałuję, że dzieci inżyniera nie mają piątek z matematyki".
"Mój brat zostawił tort urodzinowy pod drzwiami. - Jesteś z tego dumny? - Tak.".
"Na wszystko najlepszy jest seks z mężem" [!]

piątek, 22 maja 2015

pani ze sklepu

Wszystkie okoliczne SKLEPY Blanka ma poobrażane. To znaczy ona się na nie obraziła. Do pierwszego przestała jeździć po akcji "pomarańczowy kefir" [nie przyjęli zwrotu]. Drugi, ulubiony, zamknęli. W trzecim siedzi Gruby na trzy śruby, a sklep pustką zionie. Czwarty - drogi jak czort. Do piątego daleko, chociaż chleb mają w nim bez drożdży. Itd.
Czasem Blanka przeprasza się z najbliższym [tym pierwszym] i leci doń na sygnale po zapomniane mleko, bułeczkę czy masło.
Tym razem skoczyła po picie. Skończyło się. A urodziny dziecka są. I koledzy przyszli. W sklepie obsługuje dziewczyna ze sklepu nr 2 [tego zamkniętego], a kupuje akuracik jej zmienniczka [też z tego zamkniętego]. Pani w wieku emerytalnym. Wesoła, sympatyczna. Dowcipkować lubi. Wciąż. Mimo przeżyć tragicznych. Ucieszyła się na widok Blanki [dawnej klietnki sklepu nr 2, tego zamkniętego] i dalej opowiadać historię życia swego syna z rozwarstwioną aortą. A na koniec mówi:
- Z wami to można pogadać, bo inne to tylko na choroby narzekają.
I jeszcze na odchodne dodaje:
- A na wszystko najlepszy jest seks z mężem. Na uderzenia gorąca też.

czwartek, 14 maja 2015

Czy Blanka musi o wszystkim pamiętać?

Blanka postanowiła wybrać się do teatru. Pan M. nawet się chętnie zgodził, więc dzień przed spektaklem poszła po bilety. O dziwo, się skończyły... CBDP*. Blanka roztoczyła swój urok [tym razem werbalny, gdyż kasa była zamknięta, a pani kasjerka siedziała w innym pokoju] i dostała dwa ostatnie bilety. Ufff...
Malując się przed wyjściem, dowiedziała się, że SS** ma akurat tego dnia trening i wypadałoby zawieźć. Nic wielkiego, zajęcia zaczynają się w pół do siódmej, spektakl zaś ma miejsce w Ratuszu, odległym ledwie o trzy minuty od sali gimnastycznej. Trzeba tylko nieco przyspieszyć.
Wszystko udało się kwitnąco, mimo jak zwykle zamkniętego przejazdu kolejowego. SS z kolegą zdążyli śpiewająco, Blanka stanęła w wejściu i czeka na męża. Wzuła wcześniej szczudlane pantofelki [z wyprzedaży], za to na półmetrowym obcasie. Nic to, że nieco się zsuwały z piętek. Dumnie prezentowała swoje wdzięki przed wejściem przez parę minut, gdy wreszcie wpadła na to, że M. może być niedaleko - zastrzegał się wprawdzie, że nie zdąży, bo musi odebrać auto z warsztatu, a to jest dla niego o wiele ważniejsze niż jakieś przedstawienie. Zadzwoniła więc. Odebrał. Siedział trzy metry od niej, w kawiarni.
Całuski, uściski, opowieści z dnia... Nagle do Blanki dociera, że owszem, zawiozła dziecko, swoje i cudze, na trening, ale nie ma szans ich odebrać... Pyta więc biletera, o której kończy się seans z Wiekowymi Kobietami*** i już wie, że wpadła na całej linii. Godzina różnicy. Na niekorzyść. Nawet nie ma jak powiadomić młodzież, żeby wrócili sami, gdyż SS był zepsuł komóreczkę.
I tu doznaje olśnienia! Siedlecka! [Zawsze nazywa ją po nazwisku, może dla odróżnienia od pięciu tysięcy Agnieszek, które otaczają Blankę od paru lat.] Siedlecka ma trójkę dzieci w niemal tym samym wieku, dwoje z nich chodzą/chodzili do tych samych klas i na te same zajęcia dodatkowe, razem jeżdżą na zawody.

I tak, po raz kolejny, Siedlecka uratowała zastępczą matkę przed wpadką.

*Co Było Do Przewidzenia
**Starszy Syn
***Old Spice Girls

niedziela, 10 maja 2015

Garaż

Owszem, to nazwa kawiarni, którą otwieram i otwieram, ale to nie o tym.


Zagramy dziś w grę pt: "Alfabet w garażu". Trzeba wymienić co najmniej trzy przedmioty znajdujące się w naszym garażu na daną literę alfabetu.
Zaczynamy!
A -
B - BIURKO, BUTY, BLAT, BENZYNA, BECZKI
C - CEMENT, CZAPKA, CYNKOWE DRUTY
D - DACHÓWKA, DMUCHAWA, DEKODER, DRUTY, DESKA, DESKA, DESKA...
E - ELEKTRYCZNE KABLE, WŁĄCZNIKI, PRZEŁĄCZNIKI
F - FLASZKI, FARBY, FILTRY
G - GŁOŚNIKI, GRZEJNIK, GONT, GUMOWCE, GWOŹDZIE
H - HAKI, HUŚTAWKA, HYDROFOR
I
J - JABŁKA
K - KLEJ DO GLAZURY, KOLANKA, KSZTAŁTKI, KOŁKI, KLUCZE, KASK, KAPELUSZE,
L - LATAWIEC, LAMPY, LUSTRO
Ł - ŁAWKA, ŁAŃCUCH, ŁYŻKA
M - MIESZADŁO DO FARB, MŁOT, MIARKA, MYJKA CIŚNIENIOWA
N - NOŻYCE DO RUR, NAKRĘTKI, NYPLE
O - OPAKOWANIA, OLEJ, OKULARY, OPRAWKI, OPALARKA
P - PŁYTA MEBLOWA, PRALKA, PUSTE PUDŁA, PARASOL, PŁOT, PIŁA, POMPY, PROSTOWNIK
R - REGAŁ, ROZPUSZCZALNIK, RURY
S - SCHODY TYMCZASOWE, SEJF, STYROPIAN, SZAFY
Ś - ŚCIERKI, ŚRUBY, ŚRUBUNKI
T - TERAKOTA, TYNK
U -
W - WIESZAK, WIADRA, WKRĘTY
Z - ZGRZEWARKA, ZMYWARKA,
Ż - ŻYRANDOL * 3, ŻARÓWKI

Wygrał M. zdecydowanie. Jego odpowiedzi zaznaczono kolorem. Gratuluję! :)

sobota, 9 maja 2015

Chaos



Od pewnego czasu próbuję uporządkować swoje życie. A roboty mam po uszy:

- garaż, dwustanowiskowy, 50 m2, do którego nie udało mi się wjechać od siedmiu lat [czyli od początku]. Gdybym chciała wymienić, co w nim jest, nie starczyłoby miejsca w Internecie.
- drewniany domek, w którym są wszystkie rzeczy, które nie zmieściły się w garażu,
- rzeczy, które leżą obok domku,
- niektóre grządki w ogródku,
- papiery... czuję, jak mnie przygniatają [kserówki lekcji nazbierane przez 20 lat, listy od różnych urzędów, wyniki badań, magiczne kartki z Bardzo Ważnymi Zapiskami, wizytówki, telefony, ulotki, pamiątki typu: stare bilety z wycieczek, paragony ze sklepów, zgody na wycieczki, z sądu, notatki, instrukcje, reklamówki i na koniec stare gazety - wreszcie wyrzucam te, które mają ponad 10 lat].
- pierdoły [durnostojki, prezenty, biżuterie, bezsensowne-rzeczy-które-się-z-czymś-kojarzą],
- jadłospis - będę gotować zupy, codziennie inną,
- rzeczy do załatwienia będę zapisywać w widocznym miejscu - nawet od niedawna już je mam: piękny obraz, do pisania na jego szybie,
- będę robić listy zakupów - szkoda, że nigdy nie mam ich przy sobie,
- sztućce, szklanki, talerze i inne utensylia, z których każde jest z innej parafii,
- obrusy, serwety, zasłony, z których żaden nie pasuje,
- pościel [mam trzy lub cztery szafki, w których trzymam poszwy...],
- będę odkurzać w wyznaczone dni,
- farby, lakiery, pędzle, śrubokręty i inne narzędzia, lakiery, bejce, fugi, rękawice ogrodowe, pazurki i łopatki do gleby.
Obiecuję, że wreszcie wyrzucę:
- nienoszone ubrania [18 worków, a ich liczba ciągle rośnie],
- ww. obrusy po babci,
- zeszyty z pierwszej klasy podstawówki,
- plakietki sprawności harcerskich i chusty obozowe [mojej mamy].


Po tylu latach nieudanych prób i starań dowiaduję z FB, że niepotrzebnie [patrz: foto]. Jak się okazuje, moje życie było lepiej uporządkowane niż mogłoby być po tych wszystkich zmianach. Dopóki nie sprzątnę, zawsze [no prawie...] wiem, gdzie co mam. Po porządkach szukam rzeczy godzinami, złorzecząc i klnąc na czym świat stoi.
I jeszcze prawo Murphy'ego: potrzeba skorzystania z danego przedmiotu rośnie hiperbolicznie wraz z czasem, który mija od następnego dnia po jego wyrzuceniu.