wtorek, 30 czerwca 2015

debiut

Chyba po kilkudziesięciu latach przerwy od sceny można powiedzieć, że to debiut.
Ponoć udany.
Były kwiaty, wywiady, autografy. Teraz są wizyty w zakładach pracy.
Naprawdę skończyło się na kwiatach.
I miłych słowach po.
I wspominkach dzień po.
I dwóch dniach porannego kaca.


Zgasły światła ramp. Teraz dwumiesięczna ciemność.

sobota, 27 czerwca 2015

czy to źle,

że lubię ten pusty dom? Że mam męża tylko dla siebie? Że nikt mi nie wyżera ufów [takich płaskich brzoskwinek]? Że nie mam nowych śladów paluchów na lodówce? Że nikt mi nie bzyczy radiem? Że to wreszcie ja pytam, co będzie na obiad? Że nie muszę nadstawiać ucha, czy ryczy, czy utopiło się w basenie, czy przyszedł kolega, czy leży w burdelu pępem do góry i gra w gówniane gry? Że mogę chodzić nago? Że mogę 'kurwić' do woli? Że mogę upić się i upalić bez ciekawskich spojrzeń?
Czy to wstyd?

wtorek, 23 czerwca 2015

coffee

no matter how much milk i put in it's still devilly black...
two cups is enough to have a heart attack...
every day i get closer to meet the dark side...

This post has ruined the magic number of 44 posts on this blog...

poniedziałek, 22 czerwca 2015

urodziny a samotność

Moja babcia zawsze mi powtarzała, że odkąd pamięta, jest sama. Jej koleżanki dawno pomarły. Sąsiadki w kamienicy też na wylocie. Nikt jej nie został. Ale miała wtedy ponad 80.

Urodziny.
Inne niż zwykle. Kameralne. Bez szalejących dzieci w basenie. Bez turnieju ping-ponga. Bez aparatu foto. Za to z nowymi zębami. No, jednym... [Wydaje mi się, że zaczynam przypominać królika]. Odebrałam 6 telefonów. W tym 4 od rodziny. Większość przyszła i wyszła. Bez ekscesów. Bez wydarzeń. Bez emocji. Nie wiem nawet, czy było miło...

Czy to początek samotności???


Nawet numer posta jest przeciwko mnie... ;)

sobota, 20 czerwca 2015

foch

Strzeliłam focha.
A co? Raz w życiu. Wypisałam się. Odeszłam. Bez słowa.

Dziś grali. Wczoraj też. Beze mnie.

I co? Wcale nie jest mi lepiej. Pierdolę szacunek do siebie.
Nie strzelę więcej focha.

piątek, 19 czerwca 2015

mąż wrócił

Chwała! Nadrabia przytulanie...
Przeczytałam dziś, że w nagrodę za drobną pomoc dzieci trzeba przytulać osiem razy dziennie po osiem sekund, szepcząc im czułe słówka wprost do ucha. Powiedziałam, że poeksperymentujemy na mnie. Zbystrzał i zapytał za co...

po dwóch godzinach wycia...

...okazało się, że nie powinniśmy nazywać go* zombie, gdy się obraża, bo to jest nieprawda...

czy można sobie zaszyć nervosol jak esperal?
----------
*dziesięciolatek

&&&

after two-hour cry it turned out we should stop calling him* zombie, while he's resentful, because that's not true...

could we implant nervosol such as antabus?
-----------
*10-year-old

czwartek, 18 czerwca 2015

partactwo

Mam jeden kafelek na podłodze przy stole, o który się codziennie zaczepiam. Nieco wystaje. Przez niego krzesło nie chce się dosuwać do stołu. Panu Waldkowi uszy czerwienieją pewnie siedem razy w tygodniu, zwłaszcza w porze mojego śniadania. Nie wierzę, że nie odbiera moich wibracji.

Partactwo stało się symbolem naszych czasów.
Chińska tandeta
Polski fachowiec
Ruski kopacz dołów [chociaż, co może schrzanić kopacz dołów? Na pewno coś znajdzie].

Zda się, że trend ten wszedł już do wymowy. Młodzież nie mówi pełnymi słowami. "trzyma ni"? okazało się pytaniem o to, czy się zatrzymam.
Do pisowni też wszedł. Nie, nie chodzi o tę, w Internecie.
Gazetkę zachciało się komuś wydawać. Zrobiłam korektę - niespecjalna trudność - pracochłonna wymiana dywizów na myślniki, dodawanie przecinków, usuwanie literówek. Skład gazety wymaga łamania - nikt nie wpadł na to, że język polski ma pewne zasady - i połamał tekst angielskim programem. Na koniec mi wmawiał, że przepuścił trzy błędy.

Może nie-partactwo zostało mi z dzieciństwa, kiedy w przedszkolu chodziłam za panią sprzątaczką, macałam podłogę i, wyczuwając palcami ziarnka piasku, mówiłam, że tu jeszcze nie zamiotła...

środa, 17 czerwca 2015

wyrodna matka

Nie wiem, czy matka zastępcza może być wyrodna, ale Blance chyba to nieźle wychodzi.

W poniedziałek małżonek obudził dzieci, pojechał do pracy i zapowiedział, że wróci w piątek.
Dzieci [niektóre] wróciły około trzeciej, zajęły się bardziej sobą i kolegami, a  wyrodna matka o szóstej wyszła na próbę [nie spróbować wyjść, tylko na próbę teatralną]. Wróciła koło jedenastej, gdy dzieci grzecznie spały [sprawdziła i nie znalazła tabletów pod kołdrami].
We wtorek, uprzednio nastawiwszy budziki na jakieś nieludzkie pory, usłyszała tylko poranne "Cześć" x 3 i tyle. Dzieci wróciły podobnie koło trzeciej i zaraz jedno poszło na ping-ponga, drugie zajęło się lekcjami, a trzecie wróciło później i zażyczyło sobie podwózki na trening. Wyrodna matka wzięła obu synów, jednego wysadziła pod salą gimnastyczną, a drugiego zabrała na przedstawienie kolegi z klasy, które jakimś trafem odbywało się na tej samej scenie kółka teatralnego. Dziecko drugie sprzedała matce owego kolegi z klasy, a rzeczona matka została znów na próbie [premiera za tydzień]. Tym razem wróciła dobrze po jedenastej, gdy dzieci spały snem sprawiedliwym.
W środę znów usłyszała potrójne "Cześć", tym razem nawet nie miała siły odpowiedzieć, bo do drugiej nad ranem redagowała gazetkę. Dzieci grzecznie wróciły o trzeciej. Po południu.
- Wychodzisz dziś gdzieś?
- Dziś nie - odpowiedziała, czując, że czas najwyższy wrócić do roli matki.
I zrobiła leniwe.

pierwsza

pierwsza godzina
vanitas de nocte

wtorek, 16 czerwca 2015

podpadł

Najmłodszy Blanki ostro podpadł. Zbierało mu się, zbierało, aż się ulało! A Blance jak się uleje, to uch!, cały wodospad. Więc zaczęło się od tego, że
- się nie odzywa
- nie mówi, o co chodzi
- przychodzi, staje w drzwiach, mamrocze i znika za zakrętem, ale po schodach nie schodzi, bo słychać, że stoi
- że znów nie chciał iść na basen do szkoły
- że specjalnie się ociągał, żeby się spóźnić
- że specjalnie rano spytał, czy go zawiozę do szkoły, bo wiedział, że nie będzie jej się chciało, i nie będzie musiał iść [ale się przeliczył]
- że postanowił oszukać pana Kubę i powiedzieć mu, że spóźnił się, bo był wypadek [no był, ale spóźniliśmy się pół godziny], a powinien był się przyznać, że nie chciało mu się iść do szkoły
a potem już poszło!
- że znów nie odrobił lekcji z polskiego
- że ciągle nie odrabia
- że pięć jedynek z angielskiego za nieodrobione lekcje, każda za cztery
- że nie potrafi zapamiętać, co jest zadane
- że ściemnia, co go boli i kiedy
- że cały rok coś go bolało, żeby nie iść rano do szkoły [godzinę później zawsze był zdrów jak ryba]
- że musi chodzić na basen, bo nie chodził dwa miesiące
- że pyskuje
- że ciągle ma o coś pretensje
- że to nie Blanka jest winna, że boli go noga
- że trzy godziny szedł wyjąć naczynia ze zmywarki i wreszcie był "strasznie zmęczony"
- że ciągle się wymiguje od pomocy i nic mu się nie chce zrobić
itd...

Trzy godziny później Blanka usłyszała wyrzut:
- A panu Kubie wcale nie mówiłem, że był wypadek, tylko, że zaspałem, bo byłem zmęczony...

sobota, 13 czerwca 2015

pszczoła

użądliła.
dziś.
w dłoń.
kciuk niewładny.
nie lubię już miodku.

no i tak...

przedwczoraj poszłam z psem bez psa
wczoraj na fb napisałam przez pomyłkę wiadomość do obcej osoby
a dziś złapałam patelnię za metalowy uchwyt, a dwie sekundy wcześniej wyjęłam z piekarnika...

gdzie sprawdzić, czy to już ten Niemiec mnie nawiedza?

wtorek, 9 czerwca 2015

nie rozumieją

Ja też wielu rzeczy nie rozumiem.
I niekoniecznie chodzi mi o równania stechiometryczne. [czy naprawdę w pierwszym roku chemii trzeba umieć korzystać z wykresów nasycenia roztworów różnych KNO3 w zależności od temperatury?]?
Chodzi o to, że wreszcie rozumiem, jak Tyszkiewicz mogła zapomnieć, czy była z pieskiem, czy bez pieska. Ale nie rozumiem, czemu ja nie pamiętam takich spraw.

Pojechała ci Blanka na spacer zespsem [no tak, jeździ ten kilometr do lasu, bo inaczej musi iść ulicą, na której drą się psie mordy, a ich szczek zagłusza mi myśli i drażni piesiunia], ale po drodze musiała jeszcze wejść do szkoły i obgadać sprawy ze złą panią Janką. Jakoś poszło, choć Agnieszce udało się było ją głęboko wkurzyć i skrupiło się na Blance, wracam ja ona do auta i gada do psa, że już zaraz jadą. Przypomina sobie, że nie zaniosła łapówki Dyrekcji, tylko zostawiła ją przez niepamięć u złej Janki, mówi psu, że jeszcze chwilę musi zaczekać. Zabiera cichaczem łapówę, zanosi gdzie trzeba i znów gada do psa. Tylko że teraz go nie widzi. Właściwie przedtem też go nie widziała. wreszcie doznaje olśnienia, że pies wcale do auta nie wsiadał. Czyli był się został w domu.

No i tak.

Płatki wkładam do lodówki, a masło do mikrofalówki [żeby było do rymu].

Jadę na występy kolegi syna, a one będą za tydzień.

Muszę Córci kazać przyszyć mi adresik do każdej sztuki odzieży, żebym umiała do domu wrócić, gdy już nie będę wiedziała którędy. Tylko czy wtedy będę widziała, gdzie szukać adresiku? A nawet jak go znajdę przypadkiem, to co z nim zrobię?


poniedziałek, 1 czerwca 2015

chęć na chęć

Skąd się bierze chęć na manie chęci? Czy pierwszy upalny dzień w roku jest wystarczającym usprawiedliwieniem na niemanie takowej?

Niechętna, 1.VI.15