sobota, 29 sierpnia 2015

tidying time

have been tiding my cabinet. wtf? is it too big or what? three days. four dead hornets [means throwing them out was saving their lives]. hundreds pieces of clothes. milion pieces of paper [kartki, karteczki, karteluszki, wizytówki, zapiski, notki, metki, projekty, pamiętniczki, listy things-to-do].
old table sets: cups, plates, bowls, broken mugs-to-be-glued-up. Do people really have so many things?
in the tv era i saw those programmes like How clean is your house or others, and couldn't believe people do have such a burdel at home. although the mess had been surely prepared my house starts to remind these pictures.
tidy your house and you tidy your head - that's why i started it. thinking to tidy all the [love] affairs - shall i be so brave?

środa, 26 sierpnia 2015

about the weather again

nic nudniejszego niż gadka o pogodzie. czemu więc mnie czasem wciąga? bo czasem mnie ta natura zadziwia, zaskakuje lub się z nią nie zgadzam.
tym razem, po wczorajszej zdawałoby się zapowiedzi końca [ćśśś] nic takiego nie nastąpiło. lampa świeci, jak świeciła przez ostatni miesiąc. ciepłota przyjemnie ponaddwudziestopięciostopniowa ;). i nic nie wróży zmian. nawet różowe zachody słońc. a nie, słońca. jednego.
[o, rany! księżyc zagląda do mnie przez okno dachowe w pełnym słońcu; no dobra, chylącym się ku zachodowi, ale wciąż za dnia. widać 3/4 globu, nie wiem czy srebrnego].


tak czy siak pierwszy raz od wielu nie śpiewam TEJ piosenki Adamiak, która od kilku lat opętuje mnie coraz wcześniej [tej o futrze i liściu], nie zauważam żółtych liści ścielących poszycie [z podręcznika dziecka wiem, że to podszyt], nie zwracam uwagi, że drzwi balkonowe zamykam coraz wcześniej [żeby ten piesokoń sąsiadów nie pchał się do domu, a nie z zimna], a to, że nie mam chęci włazić do basenu? - przecież woda jest w nim zielona i pełno owadów pływa brzuszkami do wierzchu. nie zgadzam się z wykrakiwaniem koleżanki bloggerki. nie i nie.

na znak protestu wygrzewam się w pomarańczowych promieniach i czytam, czytam, czytam.... [nie sprzątam!] kumuluję energię cieplną w skórze i wnętrzu. 


wtorek, 25 sierpnia 2015

socks time?

So, it's 12 degrees down. First shy raindrops [after a month] at half past four, since five it's been regular rain. Not so heavy - I have just had first contact with the ticket machine*, all went smooth till the accepting the cash, which he [the machine looks masculine] didn't take - I did not manage to soak, just got a little wet [thanks to the hat?]. My bare feet have gotten cold and ask for some warm, fluffy touch.
No more hose-watering the thirsty roses and others who are out of sprinkles' range.
And the sadness sitting on my chest together with the coffee I started up again, seems a little lighter... Could you remind me why I have resigned from the city dinner? - soy loca!


*Getting friendly with them machines, automats, points and other even not antropoidal robots make me sick. They are so unfriendly and not able to talk about the weather. Yuck!

27°C - 81°F



It's so warm in my cabinet. Alguien puede decirme, why I'm sitting in a polar blouse covered with a blanket?

Maybe because the 35°C heat has just eased a little?
No raindrop since attormentare a M. with garage tidying...

And how many sweaters should I put on when the called out autumn comes...?

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

stingy beasts

Hornets are unannounced guests I'm getting used to, who keep coming and checking me up every night. Some of them just couldn't wait till i have finished my writing and ended up dry and helpless on the floor [I wonder whether to make an autopsy ro find out the sting]...
One came up tonight. Sitting on the terrace and enjoying last not-so-cold evening we saw him/her flying into my room upstairs [lit up with forgotten lights]. After some time half-naked M. switched the light off but didn't close the door, which invited it fly into other rooms. The smart insect used the opportunity and sat on M.'s naked back.
This time I saw the opportunity to help ourselves and him/her and told M. to go to the balcony, so we could easily get rid of this creature [esa creatura!]. M. refused and kept growing into the floor unable to move.
Being bored or sleepy he eventually crawled up to the balcony and my guest happily flew away into the darkness of night air.

That's the newest and harmless way of making them out those stingy beasts...

The news:
M. has become a yachtsman.
SS. is becoming a scooter driver.

niedziela, 23 sierpnia 2015

during my husband's holiday...

... i feel happy not having to iron them damn shirts!

sobota, 22 sierpnia 2015

happy unhappiness

Isn't it that we feel happier when we are unhappy? Otherwise why would we keep thinking about them sad things over and over again? Why would we tend to remind those unhappy-ends? Even if the brain switches itself off, we make it see them through again and again and again [learning mode].
Or it has nothing to do with emotions? It's just getting used to the new situation...

czwartek, 13 sierpnia 2015

45 times less

bought shorts...
on the tag there stayed:
their price 585 pln
our price 13 pln
...
M. commented on:
'maybe because they are splashed with paint...'
hmmm...

perse-nie-idy

no to rozłożyłam się i czekam... od razu przeleciała jedna, a raczej jeden, wielki, jasny i szybki jak błyskawica. potem gdzieś drugi mniejszy, i nie tak wyraźny. a potem już nic. albo nic nie pamiętam. obudziłam się na trawie, na szczęście bez głowy Gorgony w pobliżu...

wycieczka Osią Saską napotkała na przeszkody w postaci płotka. ze wstydem przyznaję, że kiedyś było łatwiej... fontanna wynagrodziła trud. wreszcie remont Bristolu. no i gdzie ta milonga? no nic nie grało, nikt nie tańcował. serio.

inni piszą, że u nich pada. no żesz!

niedziela, 9 sierpnia 2015

hot night

no, no what you think...
it's just 37 centigrade, 35 at home upstairs where we usually sleep.
2 o'clock at night. M. comes back from bridge session, I finish work, we are wandering round the kitchen and neither of us really wants to go to the upstairs heat. suddenly
we realize there are 2 hornets in the kitchen. I turn off the light, open the window and wait. and wait. and when i hear silence I turn on the light and one of them is sitting on M. trousers' belt. it's creeping round him towards his back, where he/she [how to recognize the hornet sex?] decides to come up over his naked skin. that's too much, i hit it with a cloth and it appears 10 cm away on the back of the chair. phew... I repeat the light action and this time it works. no more hornets - we do have though plenty of other creatures happily sleeping on cabinets' doors.
 

Having gathered enough courage we are climbing upsairs. while M. is in the bath i switch on our 'air-conditioning' meaning a fan. it's too hot without it, too cold when it blows straight at your sweat back. after tossing there and back for a few times i switch it off. M. decides to take the quilt out of the cover and use only the last one.
shortly i know that it's mission impossible. take the quilt and go downstairs. open the back door and try too fall asleep on the sofa. doesn't work.
i move to the terrace. cover up tightly - it's not 37 any more - and manage to flow into the Orpheus's land. by now it'd become more or less 3 in the morning.
suddenly i feel raindrops. thinking it impossible to rain now i survive heavy but rare drops. 20 minutes later a thunderstorm begins. clear up the terrace from 20 pillows and other vulnerable staff, cover the armchair and lie on the floor at the terrace door open. mist of rain flows me to sleep.
finally. it's 4.
6 o'clock. M. and two boys are up for the summer camps which start today. the buses leaving respectively at 8 and 9.
Murmuring bad words i'm looking for a new place. the grass is terribly wet. never mind. i crawl to the gazebo and drop dead on the sofa. it stinks. never mind. I sleep happily until i feel inner parts of my body protesting against the moist no, i didn't pee. it's the garden sofa made of sponge and it simply stinks of moist..
give up. go upstairs. it'd become nice and prettily cool there. i fall into deep sleep.
wake up with the youngest over me whispering it's almost 9...

sobota, 8 sierpnia 2015

wizja

miewam przeczucia. że ktoś zadzwoni. że o mnie myśli. że kogoś spotkam. że wygram loda...
SS. kupił każdemu po lodzie. naszym ulubionym - Wielkim Mleku. otwieram i czuję, że wygrałam. zaczynam jeść i wiem na pewno, że to patyczek z nagrodą. przychodzi MS. i pyta, czy wygrałam. i w tym momencie nie wiem. tracę tę pewność...
dochodzę do końca loda i wiem, że TAK. zlizuję resztki z patyczka i rzeczywiście. "Wygrałaś Wielkie Mleko"!
i wtedy nachodzi refleksja... czy te patyczki nie mogą się jakoś transcendentnie wymieniać? raz są w danym lodzie, a raz nie - zależnie od kwantu czasu?
a może wszystko jest kwestią chwili?

na tym tle Teoria Czarnych Dziur siostry wydaje się całkiem oczywista. przykład: szukam szminki. wkładam rękę do kieszeni kurtki - nie ma. obszukuję cały dom - nie ma. sprawdzam ponownie w kurtce - jest! po prostu niektóre rzeczy w pewnych chwilach zmieniają wymiar. miałam setki takich przypadków, więc wierzę w tę teorię [w końcu w coś trzeba].

a może to ten upał... 37 stopni...

wtorek, 4 sierpnia 2015

chrapanie a nirwana

Druga w nocy. Schodzę na dół. Balkon otwarty. Chodzę i - jak to w tym wieku bywa - zrzędzę coś pod nosem. Robię herbatę. Pies wychodzi, kot wchodzi. I nagle... widzę na kanapie śpiącego człowieka! Serce mi staje... Ale to tylko Starszy. Na pytanie, co tu robi, całkiem z sensem odpowiada, że Młodszy śpi u niego i tak chrapie, że nie idzie wytrzymać...

Poza tym dziś się zorientowałam, że bulwar niekoniecznie oznacza promenadę nad wodą, tzn. może, ale nie musi. I właściwie nie oznacza w żadnym innym języku. I boulevard to nie bulwar. A na bulwar w angielskim jest piętnaście określeń i żadne mi nie pasuje.

A wszystko dlatego, że wczoraj otwarto bulwary nad Wisłą i dziś M. zafundował mi tam wycieczkę. Foto-szał! Rzeczywiście inwalidzi mają słabo. A tak mi się podobało [może nie aż tak, ale miło].

Odwiedziła mnie dziś M.-a z PCPR-u. Taka pani od ratowania dzieci w RZ. Co się naogląda, to jej. I rzecze, że jej Bardzo Mądra Córka* potrafi ryczeć godzinami, że inni mają ciuchy od Zienia, a ona się męczy w bloku... Czasem myślę, że mam Jeszcze Mądrzejsze Dzieci... 

W ogóle jakoś tak ostatnio łatwiej, lepiej i przyjemniej. Nawet mi się wydaje, że wyluzowałam. Dopóki nie udałam się do Stonki i nie nabyłam czterech wód gazowanych w zgrzewce. A pociągająca pani na kasie mi tę zgrzewkę ciach! i zepsuła. Butelka nie weszła z powrotem, druga więc wypadła, a na koniec urwała się rączka. No, dawno tak nie 'pierdoliłam' na głos. Nici z nirwany.


--------------------
*BMC wymyśliłam ja po spotkaniu z tąże córką.

sobota, 1 sierpnia 2015

kobieta z historią

M.: - Znalazłem samochód dla ciebie.
Ja: - Fajnie. Jaki?
M.: - Z najlepszym silnikiem na świecie!
Ja: - 1,6 diesel.
M. - Nie. 1.6 TURBO diesel.
Ja: - Czyli niemal zgadłam. Nie dziwi cię to?
M. - Wcale nie. Ty jesteś kobietą z historią...