niedziela, 29 listopada 2015

day of findings

have found the script of 'Landru - women's murderer' [lost last week]
have found the camera charger!!! [lost Oct. 10th] :D:D:D:
haven't found the time to finish the job
have found time to read fb 666 times
'but I still haven't found what I'm looking for'...

--------------
dd*: umyłam połowę okna z muszych gówien. z rozpędu też drugą połowę [już chyba za jutro].
a! i przypomniałam sobie. w czwartek umyłam z muszych gówien lampę na stołem - wyzwanie nie lada, bo ma trzy klosze ;) 
besides have done chapter 3 history homework [monasteries, knights, towns and country in medieval times]. 
yesterday written opinion essay about traditions of African families - good or bad...

sobota, 28 listopada 2015

przychodzi baba do lekarza

na wszelki wypadek nie poszła, bo rozmowa brzmiałaby tak:
- co pani je?
- kręci mi się w głowie jak na karuzeli.
- gardło? kaszel?
- nic.
- brzuch, kupa?
- nic.
- inne objawy?
- nic.
- no to proszę więcej nie wsiadać na karuzelę.
- ale ja tylko zespsem na spacer poszłam byłam...

------------
dd* [dla domu] - schowałam wreszcie swoje buty [letnio-jesienne]
wczoraj umyłam to coś na sztućce w szufladzie
przedwczoraj, no nie pamiętam, ale wyzwanie jest od wczoraj...

czwartek, 26 listopada 2015

plan do marca

- przeczytać Cortazara
- nauczyć się włoskiego
- robić codziennie jedną rzecz dla domu
- chodzić na kręgosłup albo Latino
- odwyknąć od fejsa [od stycznia!]
- iść potańczyć choć raz w miesiącu...
- iść na kurs fotografii

wiem, taki noworoczny falstart, ale lepiej za szybko zacząć niż czekać na ataki [lękowe].

przeczytałam wreszcie ten artykuł. w mordę. Oriany Fallaci. prorok czy co? codziennie mniej we mnie tolerancji. ponieważ miałam pokaźne zasoby, to wciąż jej wiele zostaje, ale...
no właśnie, czy to ale rodzi we mnie nieczłowieka? podczłowieka? subhuman? sprawia, że z humanistycznego punktu widzenia staję się istotą gorszą, mniej wartościową społecznie? słabszej jakości? nieetyczną? mierną? by nie rzec: podłą?
a jeśli to ale kiedyś, gdy zaczną spełniać się najgorsze scenariusze, jeśli zaczną, urośnie do wielkiego sprzeciwu, to kim będę? czy będzie to oznaczać odarcie z człowieczeństwa? wyzucie się z ludzkich uczuć? zaprzeczenie zdobyczom cywilizacji?

no ta schizofrenia to kiedyś człowieka wykończy? czemu nigdy nie mogę opowiedzieć się po jakiejś stronie? po co mi te wątpliwości?

może odrobinkę zazdroszczę teściowej, która szybko uporała się próbą samobójczą syna sąsiadki i stwierdziła, że dobrze to wyliczył... [tak, przeżył].


ile razy

... dziesięciolatek może obrazić się w ciągu dziesięciu minut?

1. dialog pierwszy:
- Zaraz zagrzeję pierogi.
- A z czym są?
- Z serem [lubi] i jagodami [nie lubi].
- Uu [wyraz dźwiękonaśladowczy trudny do zapisania, wyrażający rozczarowanie, po którym następuje kilkuminutowa cisza i brak reakcji na wszelkie bodźce].

Mijają trzy minuty:
- Dobra, zjem.

2. dialog drugi:
- Co w szkole?
- Pan mi napisał uwagę, że nie sprawdzasz mi ocen.
- Pokaż. [Czytam: "Uczeń ma dwie jedynki ze sprawdzianów z przyrody, które może poprawić. Ma też średnią z polskiego 2,04].
- Możesz zapytać panią, kiedy mógłbyś poprawić te sprawdziany?
- Uu.

3. dialog trzeci:
- Mogę iść pojeździć?
- Po jedzeniu.
- A kiedy będzie?
- Będzie jak będzie [dobra, wiem, moja wina].
- Uu.

4. dialog czwarty:
- O której wrócisz?
- Nie wiem.
- To nie pójdziesz pojeździć, dopóki nie powiesz.
- Uu.

dzięki temu, że poszedł pojeździć, skończyło się dziś na czterech... jezu, kiedy dorośnie?!

środa, 25 listopada 2015

dla odmiany coś żywego...

zaczaiłam się. skoro wczoraj były, to czemu nie dziś? wróciłam po aparat.
i paczę, a między drzewami taczka stoi [mówiłam, żem ślepa?]. skradam się bliżej. a taczka fru! białą dupą jeno błysła i tyle. ale było ich więcy, więc prosz!:

went hunting. they were there yesterday, why not today? i got back to fetch the camera.
looking and see a barrow [have I said I'm blind?]. keep creeping and the barrow phew! flashed the white ass and that's it. but there were a few more:

tu są dwie/two:
 tu odchodzą/going away:
 i na koniec, gdzie mnie mają/away:

był sobie człowiek...

się kumplowaliśmy. kiedyś bardziej.
szalony człowiek. człowiek-ogień. strażak. wszędzie było go pełno. robił tysiące rzeczy jednocześnie. żonę miał. a z nią troje dzieci. jedno poronienie. zakochał się był w niej po uszy. ech, młodość... dom zbudowali. żyli w zawrotnym tempie. komis mieli. ubezpieczenia. studia podjął. pożary to jego żywioł. 3 lata z rzędu strażakiem roku wybrany. niczego się nie bał. w wolnych chwilach latał na motorze. ze zlotu na zlot. z gór nad morze. żył i pił. forsę przynosił. dzieci kochał. żonę też. do czasu. do czasu, gdy spotkał na swojej ulicy ciężarówkę z materiałem budowlanym. żonie mało było. mało było miejsca w domu. najęła ekipę do przebudowania tarasu na salon z kominkiem. nie strzymał był. kochankę miał. dała mu dziecko, swoje zostawiła byłemu. zamieszkali razem. żona oszalała. miasto nieduże, szybko przekabaciła na swoją stronę. szykany. granie dziećmi. kłody pod nogi. zatruta atmosfera. jakoś żył w tej infamii. aż rzuciła go i kochanka. rękoczyny. wyzwiska. odeszła. zabrała samochód. wszczęła krucjatę. nie strzymał.
...
znaleźli go koledzy strażacy wiszącego na wozie strażackim...

poniedziałek, 23 listopada 2015

deja vu?

mamy cenzurę [żądanie zdjęcia sztuki we Wrocławiu, zwolnienie dziennikarki]
mamy przywrócenie gimnazjów, siedmiolatków, emerytur
no i mamy zamknięcie [na razie nieszczelne] granic
ach, no i mamy obietnice bezpieczeństwa narodu
mamy też samowolkę [ułaskawienie na żądanie]
mamy grzebanie w TK - przygotowania do zmiany Konstytucji...?

no czyż to nie deja vu? że już widzieliśmy? przeżyliśmy? i ta retoryka jakaś podobna. i autorytet władzy też jakby. tylko że teraz władza może nadanie boskie [sic!]
ale u mnie zaczyna się demencja, to na pewno to, bo to przecież niemożliwe, żeby historia zataczała jakieś błędne koło, prawda?

niedziela, 22 listopada 2015

zły początek - happy end


gościów się zrobiło wielu
na tym M.-skim nie-weselu
każdy przybył samochodem
skończył alkoholowym głodem
mama tłoku nie strzymała
i czym prędzej odjechała
dzieci poszły na boisko
ot, i z tego dnia to wszystko.

zanim jednak przyjechali
tośmy se po razie dali
i plebejskiej patologii
przykładśmy dać światu mogli

nie wiem, jak to tak, że co się polepszy, to się za chwilę tak strasznie popieprzy, że tylko walizki pakować... niestety, to nie wzmacnia, tylko przecina kolejną nitkę... ile ich jeszcze zostało?
nie wiedzieć czemu pomogło oglądanie zdjęć z podróży po. ście lat temu.
wygląda na to, że poczułam wreszcie tego kopa, na którego czekam od września. mam zamiar się rozpędzić. trzymajcie mnie! ;)

sobota, 21 listopada 2015

witaj z powrotem,

pieprzona depresjo! dawno cię nie było. mam nadzieję, że długo nie zabawisz i pójdziesz sobie gdzieś. schowasz się w kącie pod miotłą. albo w kominie. a najlepiej obok ładowarki do aparatu [już szósty tydzień jej nie ma. diable - oddaj wreszcie!].
menda dopada fizycznie. skręca flaki i cudowne podsyła pomysły na życie.
może stąd ta afera z M.?
...
dobra, pójdę do niego.
wiem, wyznaczę sobie nagrodę za znalezienie cholernej ładowarki - może ona mnie zmotywuje, żebym wreszcie poszukała jej porządnie. tylko jaką...?
o, i ogarnęłam dziś ciuchy sprzed tygodnia... ;{. no te resztki na dary dla biednych.
M. ma dziś urodziny.
...
och, to sięgodzenie ;]
...
"program listopadowy...". u mnie wygląda tak, że przestałam nawet zespsem wychodzić. i 25 stopni utrzymuję przy kompie. a ręka myszkowa i tak zimna... stopy pewnie by też były, gdyby nie permanentny siad turecki.
...
mandaty niepopłacone.
teatr niezaczęty.
scenariusz niewybrany.
fundacja niewiemco.
...
no i wszędzie ta polityka. znów cały naród zostanie politykoznawcą. jak wtedy. jedno im trzeba przyznać: giertych z lepperem cały naród zainteresowali politykowaniem. każdy czekał, jaki skecz przyniesie kolejny dzień, z niecierpliwością godną oczekiwania kolejnego odcinka Alternatyw 2004. może i teraz ludzi zainteresuje, co czyni władza [oczywiście jeno w sferze fartuszków, pępkowych - sorry, becikowych, kasy na dziecko czy ulg dla cwaniaków-frankowiczów {o, to jest temat dla mnie!}]. sprawy ważne jak zawsze umkną w natłoku wrażeń. gazoport, stosunki z koleżanką Rosją, homo-vitro [choć może i lepiej, gdy in-vitro nie było uregulowane? właściwie rozmawiamy o uldze rzędu 2-3 tysięcy, bo za leki i tak trzeba płacić, więc na upartego... przecież te pozostałe 5 tys. i tak trzeba zdobyć]. pomysł na uchodźców. autostrady. rozwój polskich innowacji [no co z tym grafenem?]. zus-srus. ofe-srofe.
póki co trwa gra o trony. a że kandydaci z wyrokami? lepper też święty nie był. zawsze można złożyć doniesienie do prokuratury.
co mi przypomniało wywiad ze śp bratem:
Piskorski: - A pan co zrobił jako prezydent miasta? Bo ja zbudowałem most, drogi w stolicy, metro...
śp. brat: - Złożyłem 666 doniesień do prokuratury.
...
Co ja się będę polityczyć.

czwartek, 19 listopada 2015

autumn adventure

I went to Saska Kępa to meet a guy who had a cover for Tamron glass. To make the story short all went smooth, so I used the opportunity of magnificent light and went to my favourite park, which I do not visit since moving to the country.


Of course had my camera with me and soon got to the pond. Was so busy with taking swimming ducks and this photo stuff, like ISO, aperture and exposure, did not see the danger of rain. Heavy rain.

The clou is you can never be a sailor and photographer in the same time. 
Strange that while capturing the nature you completely cannot see it.

Anyway it started to rain. Big drops soon covered my clothes, my bad and my camera. Ah, and my dog. Unfortunately the rain created new scenery, much more picturesque, so I continued taking.


When my dog said enough, I came back to reality, but not the car. My mini-tank was parked over a mile away. And of course the road towards it was leading against the wind. Then the helly hail began. If not Mega, I would say it was raining cats and dogs. The wind was so strong I couldn't walk up.
Can we be wetter than wet?
We crawled to the tennis club, of course closed, but under a cotton roof I could reorganize myself: I put the camera which I was still holding in my hand to the bag, zipped up the jacket and comforted the dog. When we restarted the fight against the wind, the rain was fading.
Of course on the quick way home I couldn't resist and stopped to take the Warsaw skyline, but only for a few minutes. [Mega says: fifteen].


My head is still dizzy. It's 25 degrees upstairs [I finally won] and I am covered with a blanket. I'm having a day off, meaning no translating, but correcting hundreds of photos. :]



jesienna nicość

z nikim się nie widuję, z nikim nie gadam
mało myślę, dużo śpię
ciągle tylko ten Santiago i ta Santa...
jak mawiała Zocha S.: Nie ma z kim trochę i poświnić dla zdrowia choćby!
a M. jakiś nabuzowany chodzi - też nie pogadasz...
a świnić przez tego mięczaka i tak nielzia!


poniedziałek, 16 listopada 2015

fuj! oraz Hej!

no żeby zaraz jakiś wredny mięczak...???!
nie, to chyba nie to.

------------

B. ma lalkę. Żywą. Urodziła ją. Waży ta kukiełka 2400, choć długości jest normalnej. I te nóżyny... niewiele grubsze od dorosłego kciuka...
Co ja piszam?! Starość mnie dopadła, zazdrość czy tęsknota za maniem?
No, słodka jak... .

-------------

Lekarzów dziś dwóch. I żaden nie pomógł. Kolejne badania i próby - zobaczymy.
20.11.2015 cd.
Czyli badanie dna oka wyszło pięknie. A powidoki po monitorze są. Zmienić monitor?
Płyn na m. dostałam. Smaruję. Nic nie widzę, ale smaruję. M. mówi, że dzieci miały takie same kropki... M. też ma.

bowling green

Czy to wszyscy mężowie mają tak, że zabierają progeniturę o pierwszej na kręgle, a wracają o ósmej, nie dojechawszy do kręgielni...? ‪#‎wsumiezadowolona‬

sobota, 14 listopada 2015

rozpolitykowanie

A co tam... Napiłam się, najarałam, to się powymądrzam. Właściwie cały wieczór nic innego nie robię. Tylko piję i się mądrzę.
Wino z przyjaciółką. Wchodzi 14-latek i mówi, że ta muzyka w szkole jest głupia, bo te nuty są jakoś nie po kolei. Włącza się we mnie belfer i mówię, że wystarczy usiąść i zrozumieć. Młody swoje, ja swoje coraz głośniej. Wreszcie matka komentuje, że nie znosi takiego tonu i moralizowania. Przecież jak ktoś czegoś nie lubi, to nie lubi. I dlaczego ja nie wchodzę do kuchni. Moje wyjaśnienie, że różnica polega na tym, że ja nie wchodzę, bo nie lubię, ale umiem zrobić kotlety, nie trafia niestety na podatny grunt i nie przekłada się na to, żeby przerośnięty gówniarz wziął się do roboty i ogarnął doremifasola. Nikt w tych czasach dzieciaków do niczego nie zmusza, bo przecież są wolnymi istotami, i nieważne, że rosną pokolenia dyletantów, laików i takich tam, którzy będą zajmować się nami na starość. Ważne, że będą szczęśliwi. Ok.
W podobnym starciu przegrałam dziś po raz drugi, rozwiązując quiz na 15-latka. 10 pytań, strzelałam w dziewięciu. Trafiłam osiem. Nie jest istotne, ile trafiłam, chodzi o to, że nie znałam żadnej odpowiedzi oprócz Minecrafta. Niedobrze. Może matura powinna być z gier komputerowych i snapchata, a nie z Mickiewicza czy Miłosza.

Do polityki wracając, to asygnowano premiera. Czarne koty się cieszą.
A we Francji atak islamistów i strzelanina. 140 ofiar. Czy to już? Miało być pokojowo.

piątek, 13 listopada 2015

prokrastynacja

Co za paskudne słowo!
To podwójne 'r' w towarzystwie 's' i 't'. Brakuje tylko 'w' do pełni pomarańczowo-fioletowo-karminowych barw. Tak, wiem. Synestezja. Mam to od dziecka. Nie mogłam nigdy pojąć wynalazczości Baudelaire'a. Nie rozumiałam, czym się pani nauczycielka zachwyca, przecież to oczywiste, że litery mają kolory.
W ogóle niektóre rzeczy wydają mi się granted*, a potem okazuje się, że to wielka nowość, na której można nieźle zarobić. Szkoda, że nie mam tego genu, który sprawia, że się czuje forsę nosem.
Jak pewien mój znajomy, który prowadzi zajebisty biznes informatyczny. Opowiada mi tak:
- Wiesz, ja to cienki Bolek jestem. No handluję trochę pierdołami z Anglii, jakieś magiczne kremy, paramedyczne opaski, plasterki, takie tam. Wrzuciłem ogłoszenie do Gościa Niedzielnego. No 4-5 kawałków miesięcznie z tego mam. Ale to taka zabawa. Wrzuciłem też do bazy danych jakieś medyczne produkty: strzykawki, igły, miski, stoliki, takie tam. Kupiłem gotowy sklep internetowy, co się będę sam pieprzył. Zadzwoniła do mnie pani ze szkoły skądś tam, że ma pieniądze na wyposażenie gabinetu lekarskiego i potrzebuje szafek. Po dwóch miesiącach mam zamówień z okolicznych szkół na 170 000 złotych...
No nie mam tego genu. A szkoda.
Kupiłabym tę klawiaturę bez wyrzutów sumienia...
Z klawiaturą było tak:
Jakiś czas temu zaczęło mi się coś robić z rękami. Zwłaszcza przy pisaniu. A że chodziłam na zdrowy kręgosłup, pani Agatka rzekła, a ona się zna, oj zna, że poszły mi przyczepy. Czytałam o przyczepach. Nie da się odbudować. Trochę pomagały ćwiczenia, ale bardziej odpowiednie ułożenie rąk na klawiaturze i myszce. Przegrzebałam więc internet i znalazłam wściekle drogi Sculpt Ergonomic. Święta były, to nabyłam. Dolegliwości przeszły jak ręką odjął.
Niestety, zabrałam raz laptop na wycieczkę. Myszkę wsadziłam do kieszeni, ale cycka z kompa nie wyjęłam byłam. A że w międzyczasie mocno się wzburzyłam [tu miał być link do tego, na co się wzburzyłam, ale okazało się, że pominęłam to drastyczne wydarzenie], to zapieprzałam 120 tam, gdzie było 50 - czyli na dwupasmowym wiadukcie [ale wiadomo - wiadukt to obiekt o szczególnym ryzyku], więc mnie ususzyli. O dziwo zauważyłam ich o momencie pomiaru i pocisnęłam po hamulcach. Laptopik się spierniczył na podłogę i cycek się zepsuł.
Po kilku tygodniach walki okazało się, że skutecznie.
Tak, mogę odesłać klawiaturę do producenta, ale w dodatkowym pudełku. Szukam tego pudełka już 3 tygodnie, poza tym nie wierzę w cuda i nie sądzę, żeby uznali reklamację uszkodzenia mechanicznego. A ręce bolą, więc postanowiłam kupić drugą. I co? I gniotą mnie wyrzuty sumienia.
Właśnie dlatego żałuję, że mi tego genu brak.
I jeszcze płaszczyk Desiguala. Też za mną chodzi. No coś mi się przestawiło i od niedawna lubię ładne nazwy. Kiedyś [spuścizna PRL-u] było mi całkiem ganz egal. Lecz włożyłam wysokie obcasy i przestało mi wisieć, jak wyglądam. No zakochałam się po prostu. Bywa. Miłość przeszła. Ciuchy zostały.
Pewna bloggerka [czy blogger to ten, co pisze blogi? bo czemu mi się to słowo z modą kojarzy?], nic to, taka od fotografii, ma podstronę: Things I'd like to have. Wrzuca na nią zdjęcia przedmiotów, których nigdy sobie nie kupi. Może to jest myśl?

Rany! Spojrzałam na tytuł. O odkładaniu na później miało być. Dobra, napiszę o tym kiedy indziej;). I o alzheimerze, który pomylił mi synestezję z kinestezją... Podobno można to ćwiczyć... Może później...

-----------
*wiem, zaśmiecam polszczyznę, ale tak lubię skróty myślowe, a język polski rzadko na to pozwala.

środa, 11 listopada 2015

święta

Taka się robię coraz mniej świąteczna. Sądziłam, że po prostu dziczeję i coraz mniej potrzebuję spotkań z rodziną. Zrobiłam się wygodna i nie chce mi się męczyć w innych domach, czy nie daj boże, mieszkaniach. A to mi zimno, a to nie ma na czym usiąść, a to kawy dobrej nie dają. Do tego te wizyty w kościołach albo, co gorsza, na cmentarzach...
Najszybciej wypisałam się właśnie z Wszystkich Świętych [czy Dnia Zmarłych? - wyprano mi umysł, ale i tak jest mi wszystko jedno].
Na Gwiazdkę udaje mi się wysłać wszystkich do teściów i zostać TOTALNIE samej. Matko, jak ja to kocham. Nikogo, tylko śnieg, pies i kot.
Wielkanoc na szczęście trwa krótko. Odkąd to mnie oblewają, przestał mi się podobać Lany Poniedziałek.
Coraz gorsze też mi wychodzą imprezy urodzinowe. Więc jednak dziczeję.

Ale czemu nie bawi mnie Dzień Niepodległości? Przecież drgnęło we mnie coś na widok tysięcy biało-czerwonych flag. Poruszyły mnie nieprzebrane tłumy świętujących. Trochę mniej mundury przedwojenne i wojenne. Miałam zamiar wywiesić flagę, ale przypomniałam sobie dopiero o trzeciej. Pomyślałam, że już po zawodach i dałam sobie spokój.

A teraz siedzę, słucham tego, że wolność kocham i rozumiem i myślę, i dumam. Co jest ze mną nie tak? Przecież to nieważne, że trudno określić tożsamość narodową [choć za cholerę nie chciałabym się rozstać ze złotówką]. To jednak jest miłe święto. Z gęsią, czy bez, z kotylionem, czy bez flagi, pewnie miło poczuć się częścią większej całości. Znajomi wrzucają zdjęcia, że byli. Uczą dzieci patriotyzmu.

A ja - dziczeję...

Może to przez te sarny i łosie...

I ku pokrzepieniu dwa miłe linki: przemyślenia i zdjęcia.

MonaLizaSmile again...

It worked :)

The other day have found words of wisdom saying:
if you miss someone - call him
if you want to meet someone - invite him

:J

niedziela, 8 listopada 2015

audio show

Went to Audio Video Show. Not that I'm so passionate of music. A little yes. But it was over 20 years ago. Since that time I've been dreaming of a turntable. Especially that I've moved 3 times with my 100 vinyls, who are waiting for better times to come.
What's more important I've been invited by my old classmate, who's now running an audio business.
And it was on Stadion Narodowy, which place I've been in love ever since it was built.

To sum up I went to meet an old colleague in super nice place.

As we haven't seen each other for quite a long time and we share similar lifeline [fostered kids], we ended up chatting for 3 hours. After that I believe my life being a miracle, a fairy-tale and that I was born with a silver spoon in my mouth or in a 'special hat' as we keep saying in Polish.

The side effect of this trip is making a final choice to buy a turntable. The only question is the colour. They're offering a 15 % off or 20 % if I make it at the end of the Show. I didn't. So I am having goose bumps to get it tomorrow.

And the last is the most unexpected meeting with a musician I've just learned about. Everbody around is talking about Smolik, whom I omitted as I do with all newborn stars. Wrongly. As I started to follow him in the Web, I recognized most of his songs, whom he either composed or was a spiritus movens. So, I had the pleasure to take part in a very cameral mini-concert. As I was taking photos I did not concentrate in the music. Wrongly again.


Finished the weekend with a forest walk and quite a nice book, which I'm reading in a heated [eventually!] room.


 


piątek, 6 listopada 2015

zagranica

Czemu dopiero kolega z klasy, który mieszka za granicą, musi być inicjatorem spotkania po latach?
Czemu my, siedzący w tym grajdole, mielący w zębach codzienność, zmaltretowani obowiązkami, przygnieceni zajęciami dodatkowymi naszych dzieci nie możemy się ochoczo wyrwać na jeden wieczór na przykład w roku?
Czemu nikomu się nie chce zwołać pozostałych? Przejrzeć numerów w telefonie i wysłać smsa do dawno niewidzianego kumpla?
Czemu ci, co przyjeżdżają do nas na chwilę, są uśmiechnięci, wyluzowani, bezpretensjonalni i bez pretensji, pełni wewnętrznej harmonii i promieniejący blaskiem?
Czemu ich dzieci wyglądają na najszczęśliwsze na świecie?
Czy nad naszym krajem wisi jakaś czarna mgła, która otumania nasze mózgi, otula szczelnie serca i każe nienawidzieć, nie chcieć, nie czuć większych potrzeb?

I wreszcie: czemu nie ma w domu dżemu, który dopiero niedawno zrobiłam? ;)

poniedziałek, 2 listopada 2015

metaliczne za-duszki

dziś, wracając wąskim chodnikiem z cmentarza, położonym między terenem kościoła z przyległym cmentarzem a ruchliwą ulicą, pozwoliłam stukać suwakowi rozpiętej kurtki o barierkę.
metaliczny dźwięk przywoływał wszystkie zbłąkane dusze i jednocześnie koił moją rozoraną duszę...

czemu oni wszyscy po pierwszej chwili zauroczenia przestają odbierać wiadomości...?

niedziela, 1 listopada 2015

liście zgarnięte, jam nieogarnięta

Liście zebrane iście siarczyście.
Może dlatego, że myślami hen, hen, ...dzieścia* lat temu #MonaLizaSmile
Kret do nas przyszedł. Pierwszy raz po tylu latach.
Pogoda, że bez kurtki :)
Czekam, czekania mi trzeba...
Przy okazji pękam i robię awantury. I teraz wiem dlaczego. Robię, bo chcę nie szukać, a nie będę szukać, jak będzie idealnie. Dlatego wymuszam, żebyśmy żyli emocjami, nie na uczuciowej pustyni. Dziś było tak... oczyszczająco. W końcu to Helołin, musiało powiać grozą, ryczeć straszno i upiorno.
Właśnie: Upiorno
Się odzywa. Ćwiczenie cierpliwości.

 --------------
*czyśmy gdzieś, na planecie jakiejś, razem wspólnie żyli...?