niedziela, 31 stycznia 2016

takie dni



są takie dni, kiedy nie wiadomo co myśleć...

sobota, 30 stycznia 2016

jeśli wszyscy mi mówią, że jestem koniem...

nie wiem po co zachciało mi się wejść na librusa. może dlatego, że fejs dziś mało z siebie wypluwa [są takie dni, że zastanawiam się, wtf]. na blogach cisza. więc...  na szczęście anieli czuwają i przerwa techniczna. ufff... wstrzymam się ze dwa tygodnie. po co się denerwować.

he he, zainstalowałam sobie zegar cyfrowy na pulpicie [na drugim monitorze], żeby śledzić, ile siedzę na fejsie. i jest równo godzina 0:00. obie szczałeczki idealnie wskazują północ.

nawrzeszczeli, więc poszłam z MS i SS do skórnika. ani mięczak zakaźny, ani łuszczyca się nie leczą. wiem to przecież, ale muszę wydać te dwie stówy, żeby inni uwierzyli. właściwie ponad trzy stówy, bo przy okazji spodnie u chińczyka i makowe żarcie. [wiem, wiem, po tych postach o kopytkach i pizzy ze stonki powinnam milczeniem pokryć wycieczki do maka. ale wiecie co? mam to głęboko: nienawidzę gotować i nie czyni mnie szczęśliwszą podanie mielonych. przeciwnie. unieszczęśliwia mnie niezwykle dogłębnie, a potem wywnętrzam się, że bałagan w kuchni. zamierzam być szczęśliwa. jem kopytka z azotanem czy czym tam popadnie. no nie co dzień przecież. dziś M. zrobił pstrąga. też ze stonki. a i tak uważam, że najwięcej świństw siedzi w wędlinach].

wciąż mam zgagę po oskarżeniu pana P. o opętaniowe opowieści. znikąd wsparcia. przeciwnie. ludzie nie widzą w tym nic złego. czy już mam kupić sobie siodło? i-haaaaa.



piątek, 29 stycznia 2016

pizza

Donatello: pizza z szynką

skład:
mąka pszenna
ser mozzarella 18 %
sos pomidorowy
szynka 16 %, a w niej:
     wieprzowina
     woda
     sól
     glukoza
:(   karagen - stabilizator
:[   trifosforan pentasodowy - stabilizator
aromaty
:] askorbinian sodu
:( azotan sodu
woda
pieczarki pasteryzowane 7 %
olej słonecznikowy
sól 
drożdże
mąka słodowa
laktoza

karagen - [E 407] powoduje m.in. zapalenia jelit, owrzodzenia, guzy, a także nowotwory. Podobnego zdania jest także Międzynarodowa Agencja Badania Raka (IARC), która uważa, że E 407 powoduje owrzodzenia i nowotwory złośliwe. Wprawdzie do produktów spożywczych stosuje się karagen natywny, czyli nieszkodliwy, ale według IARC w połączeniu z bakteriami, procesami przetwórczymi i sokiem żołądkowym jest już szkodliwy.

trifosforan pentasodowy - [E451] Trifosforany zaliczane są do substancji nieszkodliwych. Nadmierna ich ilość może jednak przyczynić się do zmniejszonego wchłaniania żelaza, wapnia i magnezu, a także nasilenia objawów osteoporozy oraz pogorszenia procesów metabolicznych.

azotan sodu -[E251] szczególne niebezpieczeństwo stanowią związki pochodne azotynów i azotanów, mianowicie nitrozaminy. Powstają one w dużych ilościach przy ogrzewaniu pożywienia konserwowanego związkami azotu i mają bardzo silne działanie rakotwórcze. Z tego powodu nie należy podgrzewać konserwowanych wędlin, a te używane np. do grilowania nie powinny być peklowane.

dżdżownica

opętania c.d.
szkoła [podstawowa] nie widzi problemu.
pytani twierdzą, że nic w tym złego. a przynajmniej nie rwą włosów z głowy. czemu więc ja rwę? są też tacy co twierdzą, że równie okrutnie jest przybijanie do krzyża. czy to się jednak da porównać?
napuściłam M., żeby spytał pana w sukience, który akurat dziś był święcić nasz dom. otóż spytał. pan xiądz [jedyny?] uważa, że są to sprawy, które można wprowadzać w liceum i z wielką ostrożnością.

się okazało, że po aferze cukierkowo-ucieczkowej znów zniknęły cukierki. sprawca [ten sam] nie wie dlaczego zrobił to co zrobił. schizofrenia? 

nie jestem intelektualistką. wreszcie to zrozumiałam. nie zdzierżyłam filmu pani Polak o życiu na Zwałce. nawet pan Hugo-Bader nie zmotywował mnie do wysiedzenia, a miał potem rzec coś mądrego. nie wysłuchałam jego opowieści o wieeelkim kraju. w sumie jego opowieści w formie pisemnej też mi nie przeszły. jestem dżdżownicą, która nie wyściubia nosa z półświatka.

czwartek, 28 stycznia 2016

się plecie

huśtawkowanie emocjonalne jest wtedy, kiedy wydaje ci się, że spotykasz kogoś, komu na tobie zależy tak bardzo, że zaczynasz rozważać różne scenariusze, choć stanowczo byłaś pewna, żeś od tego daleka i że never, i że no co ty... i wtedy NAGLE on rzuca coś żartobliwego, coś nieszkodliwie zabawnego, coś typu żeś "z wiochy".
bujaczka natenczas wychyla się tak dalece, że nie wiesz, czyś już z niej spadła, czy tylko świat na głowie stanął. przepaść ontologiczna pochłania cię łapczywie i wypluwa z drugiej strony. na chwilę przestajesz istnieć.
***
a po pewnym czasie albo WSZYSTKO wraca do normy, albo sobie wmówisz, że kanion intelektualny nie stanowi przeszkody sensu phisico.

a godzinę wcześniej twoje myśli wirowały wokół ars tangendi, po bliższym zapoznaniu z burmistrzem, ars flirtendi z kanionem oraz magiczną kawą z sokiem pomarańczowym świeżo wyciskanym...

w sumie należało się, los nie głaszcze złych po główkach, ale żeby tak szybko, żeby tak nie dać poszaleć...


a jeszcze wcześniej...

*** [zmiana nastroju]

and before... you were having italian dish talking over pros and cons of adopting a child. a friend of a friend wants to... does not want to be alone.

and she asks what i think about that.

the point is you try not to think preventing myself from craziness. what one can think when he has three manipulators over here trying to make what THEY want. and when the manipulative behaviour achieves sophisticated forms of which THE BEST is hanging. hangers do not move, they just freeze in any position and try to disappear. even most innocent questions like 'homework' or 'tidying' can trigger this state. it is so well-played that you are always into it. the second you move away, they back to noramality, the moment you're back again... you know, it's like '1, 2, 3, Baba Jaga patrzy'. over and over again every day.
what to think when one's handbag is carefully checked every night. when money secretly disappear from one's pockets, and one's wardrobes are peeped into?
you just tell her it's a miracle and although one should be careful, and you need to have a go.

no i deser:
https://www.youtube.com/watch?v=dhRUuD6ZUKo

aha, pseudołacina mojego wymysłu - nie szukać ;)

wtorek, 26 stycznia 2016

krowy

wyrwałam się z obławy tej [nieodrabianych wiecznie lekcji], nabyłam za całe 10 złociszów bilet + jeszcze parę na sok pomarańczowy, i pojechałam te córki zobaczyć, krowy znaczy się.
na wszelki wypadek nie czytam wcześniej o filmach nic, tym razem też nie, plakat widziałam, a twarze mi się spodobały. więc zareagowałam na fb-owe hasło i ruszyłam w miasto.
i dobrze, że nie przeczytałam, za chiny ludowe nie poszłabym na film o umieraniu.
ale gdy już sobie odfiltrowałam ten szpital [bródnowski zresztą], ostał się wątek relacji siostrzanych. no i się porobiło. wprawdzie ciotecznie śmy spokrewnione jeno, ale za to charaktery zgadzają się co do joty [może z wyłączeniem MBCzęstochowskiej i picia].
no i tak sobie myślę, że wredna krowa jestem. wredna od szóstego roku życia, cały czas, do teraz aż. i że może jeszcze czas to zmienić...

a propos wspomnianej wyżej matki, boskiej ponoć, to zabroniłam chodzić dziecku na dodatkowy angielski. otóż pan opowiadał dzieciom o opętaniu przez demony i rzyganiu gwoździami...

dobrze zrobiłam?



ontologia

Cynia, istniej! Może nie będzie lepiej, ale inaczej :).

niedziela, 24 stycznia 2016

Grechuta

a dziś odkryłam pana Szukalskiego. saksofonistę. 
w dodatku poznałam go [trudno poznać kogoś, kto od czterech lat nie żyje], gdy grał Grechutę.
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia...
i tak się jakoś wierszowo zrobiło...

sobota, 23 stycznia 2016

jakiś taki ten świat

Co zrobić, żeby nie czytać. No właściwie ograniczyłam życie do:
1. czytania internetu, głównie z linków fb
2. wycieczek do Stonki
3. wpieprzania pierogów z sorbinianem potasu
4. bloggowania o niczym
5. picia herbaty ze Stonki
Zaprzestałam czynności ruchowych lub też ograniczyłam je do:
1. chodzenia po schodach po tęże herbatę
2. doczłapania się do auta - 5 m [po drodze dwa niebezpiecznie oblodzone schodki]
3. wychodzeniu z wanny bez poślizgnięcia się
*przegrałam walkę z odkurzaczem.

No i z tego czytania bierze się całe zło. Bo mam w głowie vademecum islamofoba. I jak tu nie przyznać autorowi choć odrobiny racji i zachować własne człowieczeństwo? No jak? Z drugiej strony mam opinię prawnika odnośnie [do] ustawy inwigilacyjnej, równolegle z artykulikiem "Here's why everyone thinks Poland's new right-wing government is nuts". I "gdziekolwiek ja ruszę się, widzę samo zło [...] i ogarnia mnie noc".

A wszystko to na tle życiowych zdarzeń i tragedii. Które przecież chodzą parami. 
W zeszłym tygodniu zorganizowaliśmy w szkole wielką akcję zbiórki dla rodziny, której spalił się dom. A wczoraj w nocy spłonął dom obok mnie. Rodzice z dwójką dzieci zostali z niczym. Właściwie wcześniej też nic nie mieli, bo rodzina biedna mieszkała w domku - nazwijmy to działkowym. Na szczęście im się nic nie stało, ale są w szoku i nie mają nic. Chyba moja wyobraźnia nie jest tak rozbudowana, żeby to do mnie dotarło. Tak czy siak od rana telefony, smsy, messendżery [jak się nazywają wiadomości na fb?]. I co przysnę, to znów ktoś mnie budzi. Nawet św. panu Zenkowi Od Listów się dostało. Za obudzenie.
A rodzina? Rodzina nie chce mieszkania zastępczego tylko barak...

A MS? A dziecko moje młodsze, które oczywiście nie zdążyło rano do szkoły, wróciło z kolegą, co skutecznie uniemożliwia jakąkolwiek rozmowę wyjaśniającą nędzną sytuację. Na dodatek tacie kolegi, zwanemu Marią Teresą [może dlatego nie ma ze swoimi kłopotów] nie chciało się po niego przyjechać, więc chłopaki śpią razem. 

W obliczu tych niewesołych okoliczności sprawa odkurzonych dzięki ciekawej randce wspomnień wydaje się schodzić na dalszy plan. Choć nie wiedzieć czemu śniły mi się nasze występy, a ubrani byliśmy w różowe tutu...


piątek, 22 stycznia 2016

pierogi

Pierogi - Swojska Chata

tu: ze szpinakiem i serem

składniki:
mąka pszenna
woda
szpinak 26 %
ser typu feta 7 %
płatki ziemniaczane
sól
olej rzepakowy
cukier
czosnek
:] sorbinian potasu
gałka muszkoatołowa
pieprz

pierogi w różnych odmianach mają różne składniki, ale wszystkie są konserwowane sorbinianem potasu.

Sorbinian potasu - E 202 jest bezpieczny w użytkowaniu i nietoksyczny. Jest on jednym z bezpieczniejszych sztucznych dodatków do żywności jednak również w jego przypadku istnieją badania wskazujące potencjalne zagrożenia z jego długotrwałego spożycia w większych dawkach – przede wszystkim związane z uszkodzeniami DNA (badanie z 2010 opublikowane w Toxicology in Vitro)
Możliwe są u niektórych osób reakcje podobne do alergicznych. Są to reakcje stosunkowo rzadkie. Reakcją na sorbinian potasu może być podrażnienie skóry (wysypka), zdarzać się mogą przy bardzo dużym spożyciu nudności i biegunka.

barszcz instant

Winiary - Barszcz czerwony instant

składniki:
cukier
koncentrat soku z buraka 15,4 %
sól 
:] maltodekstryna
:((( całkowicie utwardzony tłuszcz palmowy
:( ekstrakt drożdży
kwas cytrynowy
suszony czosnek 1,6 %
aromaty
:( olej palmowy
majeranek
:] hydrolizat białka pszennego
przyprawy

Knorr - Barszcz czerwony Ulubione Smaki

składniki:
cukier
:] maltodekstryna
sok z buraków czerwonych 10 %
octany sodu
:[ guma ksantanowa
:( tłuszcz palmowy
laktoza
ziele angielskie
pieprz
liść laurowy


guma ksantanowa: nie posiada żadnych wartości odżywczych. Używa się jej do produkcji kosmetyków, środków do higieny jamy ustnej, farmaceutyków oraz przemysłowych i domowych środków czystości. Choć pozyskuje się ją z produktów genetycznie zmodyfikowanych, jej stosowanie w pokarmach organicznych nadal jest dozwolone, czasem z zastrzeżeniem, że może stanowić najwyżej 5% składu. Rzadko kiedy występuje ona sama, bez innych sztucznych dodatków. Guma ksantanowa ma, poza tym, działanie przeczyszczające, więc w połączeniu z mąką bogatą w błonnik może pogarszać takie schorzenia, jak zespół jelita drażliwego czy zapalenie okrężnicy. Dlatego, u źródła problemów z układem pokarmowym mogą tkwić różne przepisy na bezglutenowe potrawy czy też produkty z półek sklepowych, które są „w 100% naturalne”.

epidemia trwa i list

taki list był rano na stole od MS:




otworzyłam. dwie godziny szukałam po lesie i powsi.
zmarzł i wrócił. odtej pory nieodzywasię. w szkole niebył. na pinpągu niebył. ponoć odrobił lekcyje. bo zaraz potem zwisnął.

no i kostucha Kaczyńskiego dosięgła. chybiła w roczniku, przeżył już 69 i to o cztery lata. jedyne, co mnie zastanawia, czy dobrego wzięła. nic to...

poza tym miłe dziś spotkanko. otworzyło nieznane dotąd emocje. obudziło uczucia, o które nigdy bym się nie podejrzewała... nie mówiąc już o przeszłości, której to wspomnienia pokryte -stoletnią patyną i zarosłe kurzem wybuchają nagle niczym feeria obrazów, dotknięć, zapachów. zaiste dziwnie mi, jakbym się [...]*

---
* straciłam wątek, bo właśnie spalił się dom sąsiadów. starczy mi przygód na dzisiaj. dobraunoc.

środa, 20 stycznia 2016

reorganizing

blog się nieco przeorganizował. zaczynam czytać etykiety. 
wiem, że nie jestem trendy, ale jakoś tak mnie naszło. może długo nie wytrzymam. 
tak czy siak, komu kopytka nie w smak, zapraszam na stronę LIFE
na której wszystko wyświetla się jak dotąd oprócz nuggetsów i płatków ze Stonki.

Musli :)

Vitanella [Sante] - Musli z truskawką

Składniki:
otręby pszenne
pełnoziarnista mąka żytnia
płatki owsiane
kasza jęczmienna
mąka gryczana
sól morska
mąka pszenna pełnoziarnista
kasza kukurydziana
cukier
ekstrakt słodowy jęczmienny
sól
banan
olej kokosowy
cukier trzcinowy
aromat
miód
figa 
mąka ryżowa
jabłko suszone
truskawka liofilizowana

wygląda ok, uwaga na odmiany konserwowane azotynem sodu!!!

Nuggetsy :(((

Konspol - Nuggetsy z fileta kurczaka panierowane

Składniki:
filet z piersi kurczęcej 75%
mąka pszenna
woda
olej rzepakowy
błonnik pszenny
sól
serwatka z mleka
przyprawy
dekstroza
skrobia modyfikowana
drożdże
węglan sodu - regulator kwasowości E-500
cytrynian sodu - stabilizator E-331
skrobia ziemniaczana
ekstrakty przypraw
:((( tłuszcz palmowy całkowicie utwardzony - cichy zabójca
:( ekstrakty drożdży 
:( guma guar
warzywa suszone
aromaty

tłuszcz palmowy całkowicie utwardzony:
- znacznie zwiększają ryzyko chorób serca i cukrzycy 
- tworzą w tętnicach trwałe złogi co w konsekwencji prowadzi do - miażdżycy, wylewów i zawałów serca
- drastycznie zwiększają zachorowania na raka jelita grubego
- powodują problemy z cholesterolem zwiększając ilość złego (LDL) a zmniejszając ilość dobrego cholesterolu (HDL)
- powodują chorobliwą otyłość (widoczne w USA ale dochodzi do Europy i Polski)
- palmy olejowe rosną w tym samym obszarze, co tropikalne lasy deszczowe. Rosnący popyt sprawia, że lasy te są karczowane pod plantacje. 

ekstrakty drożdży:
Ekstrakt drożdżowy jest naturalnym autolizatem komórek drożdżowych. Posiada w swoim składzie peptydy, sole mineralne oraz aminokwasy. W przemyśle spożywczym wykorzystywany jest jako źródło glutaminianu sodu. W składzie ekstraktu drożdżowego wchodzi naturalnie występujący kwas glutaminowy lub glutaminian sodu. Wielu producentów żywności zastąpiło bowiem glutaminian sodu ekstraktem z drożdży. Nie wymaga on bowiem oznakowania symbolem E. Niektórzy jednak często mylą ekstrakt drożdżowy z glutaminianem monosodowym. Oba te składniki jednak różnią się od siebie. Ekstrakt drożdżowy zawiera w swoim składzie białka, witaminy oraz aminokwasy. Natomiast glutaminian monosodowy składa się tylko i wyłącznie z soli i glutaminianu. Poza tym nie posiada on własnego smaku.

kopytka :]

Biorę się od dziś za jedzenie ze Stonki w poszukiwaniu rzeczy zjadliwych.
:) - ok.
:] - coś nie tak
:[ - od Biedy
:( - nie jeść

Swojska Chata - Kopytka

ziemniaki
skrobia ziemniaczana
mąka pszenna
sól
olej rzepakowy
:( guma guar
jaja
kwas cytrynowy 
askorbinian sodu
przyprawy [m.in. seler]

Guma guar - symbol E-412.
To naturalna, roślinna substancja, polisacharyd. Zagęstnik i stabilizator. Mało szkodliwy, przez swoje znikome wchłanianie z przewodu pokarmowego. Jednakże alergizujący. Może też wywołać rewolucje żołądkowe.

eksperyment na ludziach

No tak, jeszcze taki eksperyment... Chłopiec bez kurtki siedzi zimą na ławce...
No wiadomo, że nikt. Nie podejdzie. Nie zapyta.
No ale żeby łzy tej pani poleciały...? 
I czy to dobrze robić takie eksperymenty?
No lo sé.


randez-vous

I tell you, a good randez-vous makes a woman flourish :))))

Here I present 7 rules of a good tête-à-tête:

1. Place
The place should be in favour of both of you - easy to get to, easy to park your mini-tank, cosy, warm, with a nice crew, handsome waiters - preferably men, nicely decorated, so you wouldn't feel neglected, but honoured. If the place is not really of your taste, but of his is - agree. You can back down on this, but never do it with other rules.

2. Food
Imagine you are invited to a Mexican restaurant, but you don't eat meat or spicy food. And what? A disaster. Italian? And you don't like sea food? Ok, you can always get some chicken. Be careful. Check the menu on-line before you agree to see him.

2,5 Chat
Stop talking. You were invited here to listen. He hasn't come to chat with a blondie [I know you're not, but he doesn't] whom he has to hear at home on a daily basis. Concentrate. Remember to say 'oh, really', 'wonderful', 'you did it in a very intelligent way' sometimes. If you're not sure of the timing, just eat your chicken.

3. Coffee
GOOD coffee is essential. If you are a fan of coffee - and I am - and you are served espresso poured to the top of the cup, no, that's not gonna be good. Next time choose another place.

4. Toilet
You will recognize every place on the toilet. If it's clean, and you hear an Italian lesson in the background while washing your hands, than you can stay there and take orange juice instead of the coffee.

5. Bill
Do not even mention about the bill. Nothing like sharing, paying your dole. No. You are the queen here. If you are too empathic and feel you will not manage to neglect such a piece of paper - go to the toilet at the very moment.

6. Sex
No sex. Never. Or you want it to be your last eye-to-eye meeting with that very man.


I am not a fan of top 10s. Frankly speaking I'm rather a hater. But had to try... Just had to... ;)


poniedziałek, 18 stycznia 2016

breeze of change

01:01 - skończyłam projekt zaczęty w czerwcu...
rozstaję się z anielicą i diablicą, z hiszpańskim i z morderczą rodzinką. oto wykres, kto kogo zabił [strzałka], próbował zabić [przerywana linia], zrobił inną krzywdę wsadził do więzienia, oblał kwasem itp.]. skreśleni ci, co nie przeżyli, na czerwono ci, co nie mordowali...



coś się kończy, coś zaczyna...

czasem wraca.

dziś byłam w teatrze. AD zaprosił. mówił, że ma nadzieję, że wracam. chyba nie wracam. nie mam do czego. a zwłaszcza do kogo.
i te subtelne dowcipy: "czego od niej wymagać, jest blondynką", "siostra jak wymasuje... wiem coś o tym".
i wszystkie kobiety to dziwki. puszczą się za bentleya.
już wtedy mi się wydawało, że on ma problem z kobietami. a może to ja mam problem z facetami?
chce mi dać ten scenariusz. zasnęłam na I akcie... sama nie wiem.
i jeszcze... w przerwie wysępiłam od obcej baby fajka. staczam się. właśnie, pójdę zajarać.


poza tym tyję.

i mam plany. nędzne. ale.

piątek, 15 stycznia 2016

got crazy

it's 1:00. 
waiting for babeczki to be baked. 
no, no dr oetker or any other doctor. 
just me. 
made a cake. 
bravo me!

***
 looks like this:



tastes like shit...
but...
'm gonna eat them all :)





czwartek, 14 stycznia 2016

epidemia

jak co roku, w styczniu, epidemia zmarłych gwiazd. czemu teraz biorą z półki 69-latków?, tego nie wiem. widocznie jakoś podpadli. muszę przyznać, że zawsze to jakoś łatwiej to przyjąć niż pogodzić się z odejściem 27-latków.

puszczę będziemy wycinać. my, w sensie polacy lepszego sortu. ci gorszego zresztą też, bo co mogą? pójdą pochodzić w masce konia na miesięcznicy?


swoją drogą ciekawe, gdyby tak na kolejną procesję sunącą pod słynny Pałac przyszło 2000 koni, kaczorów, żubrów, jaszczurek... nawet lord wejder mógłby się załapać... no wszystkich by nie wylegitymowali, nie? zadzwoniliby po posiłki? wozy opancerzone do uspokojenia myszek miki? gdyby tak skrzyknąć taki flashmob....


***

a dziś tak:

13:29 dramatyczny telefon od C., że była oddała pracę, a pani jej wmawia, że to nieprawda; i teraz niech ona sama robi. piszę do pani, że naprawdę oddała. że zielone. że o Hani Humorek.
14:50 wraca MS. szczebioce wesoło, by po chwili wykrzyknąć, że do tej pory nikt mu dżinsów nie kupił. na moją ripostę, że pierwsze słyszę i że mógłby to samo powiedzieć bez agresji, zwisa.
14:55 emocje nie opadły, gdy wraca C. z koleżanką i płacze, że przecież oddała tę pracę. po dłuższej wymianie pytań i łkań, okazuje się, że oddała. ale pani woźnej. i owa pani woźna twierdzi, że nie ma. no rację może mieć, wszak był wośp o wszystko mogło pójść huk wie gdzie. nie pomaga C. nawet czekoladka z wódką. wyrzucam je na spacer zespsem.
15:00 jadę do szkoły. robię z siebie idiotkę. pani woźna nie ma. w sekretariacie nie ma. pan zastępca znajduje kilka zielonych plansz - żadna nie ta.
15:15 wracam do domu. znajduję po drodze SS na ulicy bez czapki. opierdzielam. no -2 jest.
15:16 dojeżdżam do domu, mówię, że plakatu nie ma. C. znowu tonie wełzach. nakazuję MS wyjąć ze zmywarki. wstawiam pizzę. wstawiam nowe do zmywarki.
15:33 wyjmuję pizzę. nakazuję otrzeć łzy, umyć ręce i zjeść. konwersację przy stole prowadzi ze mną jeno koleżanka. dwa moje wiszą.
15:55 wymixowuję się na fb.
16:10 schodzę na dół zawieść je koleżanki na robienie prezentacji.
16:20 wracam. dopadam SS, że był przypałował z geografii i się nie przyznał.
16:45 zawożę MS na ping-ponga.
16:55 wracam. nakazuję SS uczyć się układu pokarmowego.
17:00 ufffff. mogę oddać całą duszę allegrosowi - robota nie zając. międlę filiżanki ćmielowa - nie takie proste, bo mają różne pojemności i za cholerę nie wiadomo jakie; i kawiarki bialetti - wybieram czerwoną. w połączeniu z zielonym czajnikiem wymielonym wczoraj - bo stary cieknie - będzie pięknie.
18:00 odrywam się, wraca M. wymiana codziennych informacji.
18:10 wydaję rozkaz nakarmienia psa, sprzątam kuchnię.
18:30 wysyłam M. po MS oraz do sklepu. wracam do roboty. tym razem. nie, znowu czytam aniamaluje. mielę kiecki. w dupie z robotą.
19:00 wracają. kontroluję czy MS już rozmawia. jest ok. MS obiecuje się umyć i wykuć 10 [tych samych co 5 dni temu] słówek.
19:15 wracam. biorę się do roboty.
19:26 dzwoni C, żeby ją zabrać od koleżanki. wysyłam M. wydaję rozkaz sprzątnięcia pokoju SS.
19:30 chwila spokoju.
19:45 wraca C. przypomina mi się, że mam namalować parodię Mony Lizy. internetuję parodię Mony Lizy, przy okazji oglądam parodię [?] "Sąsiadów" jak montują sejf i przysłaniają go Moną Lizą. zaraz potem "Zakrętkę z Kauflanda".
20:00 trochę pracuję.
21:00 C. przypomina sobie, że mam jej wydrukować pytania do prezentacji. drukuję. pytam przy okazji, jakie zna płazy. po czterech godzinach robienia prezentacji zna jeno salamandrę. niestety, wpadam w szał.
21:15 biorę się za Monę Lizę.
22:00 kończę Monę Lizę. kończę też pierwszą fazę roboty. w ramach odpoczynku wsiadam na bloga. czytam też inne, niektóre dołujące, inne filozujące.
jest 23:07.
23:08 marzę o pracy od-do. może w stonce?

czemu ty, qrwa, nic całymi dniami nie robisz? no sama nie wiem...

cooking

SS zrobił dziś ciasto naleśnikowe z mąki ziemniaczanej. na to przyszła szefowa kuchni - znaczy ja - i zarządziła placki z jabłkami z tegoż. nie wiem, co to miało zmienić.
placki rozlały się po patelni, więc szefowa poskładała je w pierożki. wyglądało ok, ale się wewnątrz nie usmażyło. całe szczęście, że progenitura odmówiła spożycia, bo M. jak wrócił, stwierdził, że zrobiliśmy klej.

ale jabłka wyszły świetne!

nawet zastępcze potomstwo idzie w ślady rodzica zastępczego... #dwieleweręcewkuchni

deser dla ludzi o mocnych nerwach: w moim serialu dwie piękne panie, wcześniej prześladowane przez zbira, zastrzeliły go i niewiele myśląc ugotowały, by zaserwować pyszną potrawkę jego niecnym kolegom.



udało się wyśmienicie - kumple prosiły o dokładkę...







środa, 13 stycznia 2016

shoes!

znów oglądałam dziś buty... z pół godziny mieliłam [wiem, że mełłam, ale przeca nie mełłam stron] internetowe foty i blogi. ach, czemuż w takim środkowoeuropejskim kraju są one niedostępne? no komu by to szkodziło, że na wystawach były takie kwiatki?



 
znalezione na blogu...

nastawiam się zaś na takie:



 lub chociaż takie:


do kroćset! stałam się fashionistką! czy jak to tam się pisze...

ps. zauważyliście zmianę? mam podpis!

poniedziałek, 11 stycznia 2016

psi ogon

Mega ma guz. na ogonie. gruczoły ponoć. się obsunęły. 
i najlepiej będzie uciąć ogon...!


no, w mordę jeża, jak to?!!!!!

niedziela, 10 stycznia 2016

Sunday

progenitura w tv. cała. all three. i tak nie widzę, bo dekoder padł. wrócą koło drugiej. i tak nie śpię, więc mam dyżur.

ponoć było jak co roku. na fejsie podgląd na bieżąco niemal. może napiszą też, kiedy wracają ze studia ;).

najpierw się angażowałam. potem chodziłam uczestniczyć. potem robić dekoracje. wreszcie już tylko sprzątać [przynajmniej miałam siłę to robić w przeciwieństwie do reszty]. ale jak ostatnio zamiotłam i umyłam CAŁĄ salę gimnastyczną, a potem dwa tygodnie chodziłam na rehabilitację, to teraz ograniczam się do podpisania zgody, że kolejne, młode, pokolenie może się aktywizować. wiem, powinni ze mną, a ja powinnam z nimi. trudno. uczę się egoizmu.

nie cierpię tylko krytyków całej akcji. ludzi, którzy coś robią, zawsze się krytykuje. że kradną. nawet jeśli [nie mówię teraz konkretnie, tylko ogólnie o akcjach charytatywnych] ktoś by jakąś część sobie przywłaszczył, to i tak robi więcej dobrego. bez niego tego dobrego by nie było. a krytycy mogą po prostu nie dawać. wiem, kwestorzy są namolni. ale po to są :).

wracam do planu 15 min dla domu, zwanym dd*. mam już nawet listę. he he. dziś: łazienka po wczorajszej akcji "Komoda". jutro przedpokój i garderoba po akcji "Szukam butów", kryptonim "Gdzie-są-qrwa-moje-szpilki?!!!".

wjechać dziś pani we mnie chciała z prawej strony. jest taka ulica u nas. prowadzi do lasu. jeździmy nią zespsem na spacery. kiedyś była gruntowa, od niedawna w kostce i z latarniami. w prawo odchodzi druga, jakby równoległa do niej [najpierw prostopadła, potem zakręca i stanowi jakby Ulicę 2] o tej samej nazwie. wszystkie uliczki boczne do kostkowanej prowadzą jedynie do różnych posesji, choć akurat ta jest nieźle rozbudowana, bo wiedzie do wielu domów, a w przyszłości do osiedla domków jednorodzinnych, ale wciąż nieprzelotowa. tak czy siak pani bardzo na mnie nakrzyczała. widać, że tamtejsza. i często stamtąd wyjeżdża, gapiąc się w jej prawo, czyli w stronę przeciwną do tej, z której nacierał mój mały czołg. jakoś się przysmyknęłam, grając ABS-em w niebogłosy. i zaczęłam myśleć. wróciłam po spacerze do domu, toczę dyskusję z M., ale jałowo wiedzie do zasady prawej ręki. osiem żesz lat jeżdżę do tamtego lasu i nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby tam zwolnić. dopiero wieczorem mnie olśniło! kostkując [tak, wiem, polbrukując!] drogę, nadajemy jej status drogi głównej, gdyż reszta, jako drogi gruntowe, drogami z punktu widzenia przepisów ruchu nie są. ha! mądra ida po szkodzie. teraz będę tam polować na tanią naprawę prawego błotnika. :DDD

a, i wreszcie kupiłam dziecku ćwiczenia do angielskiego ;). pewnie się pani Nać ucieszy.

forest

out of all forest animals you would expect there i have noticed today two horses...

show day

no tak się jakoś popier-papier, że dzień zamienił się z nocą i koniec.

otóż no wstałam [o 15.oo], gębę utapetowałam, zebrałam szpej, zagrałam swoje [spektakl był o 19.oo],




pojechałam na świąteczny obiad do maka, usiadłam i myślę, co dalej, a tu północ. dzieci, dziś mocno wygrane - dwa pierwsze miejsca w biegach WOŚP - śpią, поговорить не с кем. 
za to cisza, spokój, robić można, tylko się nie chce. no to zagram w kóraki. 

***

ps. zagrałam dwa razy. wyg., przeg., w efekcie znowu spadłam w rankingu. psiakref. 

***

ps.ps. znalazłam taktykę. trzeba wybierać słabszych ;)

sobota, 9 stycznia 2016

charakter...

natknęłam się byłam na "sześć psychologicznych prawidłowości sprzecznych z intuicją". hmmm... widocznie moja intuicja w rzeczy samej jest jakaś odwrotna. no prawie.

mówią tam, że:
1. Samopomocowe mantry mogą sprawić więcej szkód niż pożytku.

moje zastępcze dzieci, z bardzo niską samooceną, nienawidzą tego powtarzania pozytywnych formułek typu: "jestem wspaniała". jako że są dziećmi, to ufam, że mają pewną naturalność w odczuwaniu tego, co im pasuje, a co kompletnie nie i głośnym wyrażaniu sprzeciwu. nie cierpią też patrzeć w lustro i komuś w oczy. nie lubią też chwalenia.
szczerze mówiąc pozytywna mantra na temat mojego charakteru też mnie jakoś nie motywuje. umysł sam szuka wymówek "przecież niepotrzebnie na niego nakrzyczałam, wcale nie jestem taka wspaniała".
nie wiem czy szkodzą, ale nie bardzo wierzę w ich moc sprawczą.

2. Ludzie nie uczą się lepiej, gdy mogą wybrać swój ulubiony „styl uczenia się”.

od początku czułam, że z tym stylem to ściema. "mój syn jest słuchowcem. nic nie rozumie, jak pani mu te wzory pokazuje". ok, tylko, że ja go mam tychże wzorów nauczyć właśnie. rozwiązywania zadań z dwiema niewiadomymi. na słuch? "a mój jest kinestetykiem. musi chodzić po klasie". potem mamy piętnastu chodzących po klasie kinestetyków, którzy w ten sposób "lepiej" rozwiązują zadania... najlepiej ośmioletnich albo piętnastoletnich...

3. Kryminaliści wykazują się tendencjami do współpracy w grach ekonomicznych.

przyznaję, nie mam doświadczeń. ale intuicyjnie czemu mieliby się różnić w tendencji do kooperacji od reszty społeczeństwa? przecież nie chodzi o jednostki patologiczne z zaburzeniami osobowości, tylko o normalnych ludzi, którym w życiu łatwiej było zająć się czymś nielegalnym niż przyzwoitym.

 4. Zachowywanie swojej złości dla siebie może być dla ciebie dobre.


no i to jest ten punkt, z którym popolemizuję... ;). otóż tak, zgadzam się, dobre dla innych. jeśli mnie M. wkurzy i mu to wykrzyczę [czyli zawsze] - mnie jest o wiele lepiej. jemu zapewne o tyle samo gorzej. natomiast jeśli chodzi o worek treningowy, to to jakaś chora sprawa, pielęgnowania w sobie złości.

5. Wiele decyzji podejmujemy nieświadomie.

ooo tak! każdą decyzję podejmuję wewnątrz, słucham intuicji, a potem się dostosowuję. a można inaczej? musiałabym przewidzieć kolejne ruchy przeciwnika, a na to nie starcza mi wyobraźni.
 
6. Przeciwieństwa wcale się nie przyciągają. 

że jakie? wysoki - niski? wyglądają śmiesznie. poza tym niewygodnie się całować. a nawet rozmawiać. gruby - chudy? czyli że podświadomie wybieram grubych? nie wierzę, świadomie nie spojrzałabym na grubego. smutny - wesoły? oboje by się zamęczyli. szalony - spokojny? jak wyżej. i wreszcie mądry - głupi? bez komentarza... chyba że we francuskim filmie...


a poza tym ciągle przegrywam w te chędożone kóraki. psiakref!!!

czwartek, 7 stycznia 2016

o czym to ja...

no, naczytałam się dziś.
w porównaniu nie tak wiele, bo czasu jakby mniej, gdy się człek z wyra wytranżala o czwartej.
ale nie o tym.

jeden post był o tym, że matka powinna być egoistką. no, zgadzam się w pełni, choć matka ze mnie zastępcza, to i relacje jakby zastępcze są. ale bez tego egoizmu by człek umarł. na depresję na przykład. serio. wystarczy konieczność podjęcia stu decyzji dziennie, żeby ocipieć [czy mogę mandarynkę?, mogę do kolegi?, mogę na telewizję?, mogę to zrobić później? - za każdym zadanym pytaniem stoi algorytm: lekcje, porządek, godzina itp.; on mnie bije!, nie daje mi pilota!, przezywa mnie! jest gupi! - każda skarga wymaga interwencji, czyli znów podjęcia decyzji na podstawie sherlockowego dochodzenia]. i tak 20 godzin na dobę.
egoistką koniecznie trzeba być. nie chcesz grać, bo każda gra kończy się biciem lub wyciem - nie grasz. nie chcesz słuchać, kto kogo pobił - nie słuchasz. nie chcesz odrabiać lekcji - nie odrabiasz. w końcu to nie twoja rola [już widzę panie ze stonki jak rozwiązują stężenia procentowe - no, to może akurat kiepski przykład ;)].
nie mam tylko pojęcia, jak zmusić progeniturę do zamykania szaf. nie mam sposobu. może ktoś zna? i do wkładania noża ubabzianego w maśle przynajmniej do zlewu.

ta sama autorka pisze też bezzasadności zadawania prac domowych.
no tu mnie poniosła. albo piszemy o całkowitej zmianie szkolnictwa. nastawieniu go na rozwój jednostki, nie urawniłowkę przygotowującą pi razy drzwi do testów, albo tkwimy w starym systemie i narzekamy. jak nie zadawać lekcji do domu, jeśli w gimnazjum 80 procent lekcji schodzi na uspokojenie hormonów? choć u SS. prawie nic nie zadają. przynajmniej on tak twierdzi. ciekawe, swoją drogą, jak się wygrzebie z jedynek. jak nie zadawać zadań z matmy, jeśli jako takie zrozumienie osiąga się po zrobieniu ich czterdziestu? i wreszcie jak nie zadawać, jeśli dany przedmiot jest raz w tygodniu? no jak?
ciekawi mnie, co by było, gdybyśmy stawiali tylko pozytywne oceny? zakładamy, że ci od dwói w dół nie dostają oceny w ogóle. a promocję uzyskują automatycznie za samo chodzenie. czy na tego mojego lesera podziałałoby? czy przeciwnie? ja nie stawiałam dzieciom ocen, tylko rysowałam uśmiechy. gówno pomagało. 

a drugi post mówił o tym, czego nie wypada kobiecie po czterdziestce.
i tak się zastanawiam, czego mi nie wypada.
jako że czuję się na 28, jak słusznie autorka zauważyła, to czniam te przesądy. mnie wszystko wypada. nawet ząb mi czasem wypada.
zasadę proponuję takowąż [fajne słowo do kórnika]: nie chodzi tu o wiek, a o przebieg. jeśli tańczysz rokendrola i wskakujesz facetowi/mężowi na konstrukcję, obejmując go nogami w pasie, potem puszczasz go i zwisasz do góry kończynami dolnymi, a na koniec nie możesz się podnieść, bo już nie te mięśnie brzucha, to nie robisz tego. niezależnie od wieku. jeśli rozgrzewasz się na zajęciach fitness i próbujesz stanąć na rękach, ale ręce już nie te, to nie stajesz. wyjątek stanowi nauka czegokolwiek. na nią nigdy nie jest za późno.
chyba dobra zasada, co?

właśnie, co z moim włoskim?

środa, 6 stycznia 2016

one more resolution...

czemu uwielbiam być złośliwa?
i czym to się leczy?

na razie mieści misię w dupie szkoła.
sześć jedynek na półrocze? co tam...
chyba jestem wyluzowana, nie?

i z pamiętnika 13-latki:
- bo wy, dorośli, zawsze macie jakieś ALE.

he he.

wtorek, 5 stycznia 2016

plan-nie-plan

Zocha [Stryjeńska] ma taki plan:
"Plan na jutro:
1. Wyczuchrać się z betów
2. Umyć się, przyodziać, uładnić na gębie
Zamyślałam też wyjść na powietrze lub na chwilę do czytelni, więc punkt kolejny, trzeci: wybalansować na światło ulicy
4. Pożreć co nieco
5. Trochę pokręcić się po śródmieściu i wrócić do nory.
- Zocha"


Mój plan jest o wiele prostszy:
1. przeżyć

jako że z betów nie wyczuchram się przed 13. pożrę co nieco z lodówki. ładnić się na gębie nie muszę. światło ulicy? po co? przetrwać w norze. nie umrzeć od kaszlu, kataru i innych nieżytów.

2. nie martwić się gronkowcem M.
zrobię mu ognisko z mokrej brzozy. niech ma. za radą aniamaluje. tylko niech te mrozy zelżą.

a propos animaluje, natykam się na nią co jakiś czas niechcący. czasem chcący. ma dziewczyna parcie na życie. serio. komu chce się chrzanić z tym, co je? surowe. zasadowe. pierdziowe. pewnie, że trzeba. ale o ileż przyjemniej posiedzieć na twarzy?

kradnę z sieci nuty. ostatnio ukradłam "Take me to church" Hoziera i se gram. no i ta 13-latka rozpoznała [!]. i mówi:
- a teledysk widziałaś?
- widziałam, a co?
- no bo tam jest dwóch gejów.
- no wiem.
- i jeden umiera.
- to chyba źle? [mentorska mendowatość nie śpi].
- chyba.
i co mi przyszło z mentorstwa?

tera już mi nic nie mówią. bo truję. no ale jak tu nie truć, jak SS ma sześć jedynek na półrocze? zostało osiem dni do wystawienia ocen. mówię, żeby se na razie darował treningi, a o mnie pyta, czy środę może mieć wolną... nie, zen, nic nie strzeliło we mnie. zapytowałam jeno grzecznie, jakie ma plany na przyszłość. czy do biura, czy do łopaty. bo jeśli do łopaty, to może skończyć gimnazjum w wieku lat siedemnastu, mnie nic do tego. ale chyba za dużo wymagam, bo kto by miał plany, będąc 15-letnim buzującym hormonem? ja mam trzy razy tyle, a planów wciąż nie mam. jeno depresję. chyba nie mnie dzieci uczyć.

niech ta zima już wybalansuje do ciepłych krajów, bo nie zdzierżę.



poniedziałek, 4 stycznia 2016

marksiści-rowerzyści-antychryści

mija rok, odkąd siedzę na fb i nie tylko... mam plan rzucić to gapienie się w monitor w diabły. [no, ale odkryłam scrabble na kórniku, więc się nie da, wiadomo, przy okazji trzeba sprawdzić na fb, czy jeszcze żyję].
no w każdym razie [uwielbiam to manierystyczne no na początku zdania, tak samo jak winiety na fotografiach] wciąż tam zaglądam.
i jak widzę te pierdoły o wygaszaniu, siedmiolatkach, TK, nocnych ustawach medialnych, pięcioletnich studiach, to mnie nosi, ale zgodnie z moją nową filozofią staram się zachować stoicki spokój.
no ale jak w dwóch postach obok siebie pojawiają się dwie opinie naszych bohaterów narodowych, czyli abp WężaOgrodowego i ministra Wasikakowskiego, to nosi mnie znacznie dalej.
otóż najpierw czytam, że:
"ci wojujący niewierzący powinni płacić podatek na Kościół katolicki, bo oni tak naprawdę żyją nieustanną negacją tego, czym jest Kościół i Pan Bóg"

a zaraz potem, że:
"PiS stawia na pierwszym miejscu "to, co porusza większość Polaków - tradycję, świadomość historyczną, umiłowanie ojczyzny, wiarę w Boga i w normalne życie rodzinne pomiędzy mężczyzną a kobietą"
oraz że
"Poprzedni rząd realizował tam (w mediach) określony lewicowy program. Tak jakby świat według marksistowskiego wzorca musiał automatycznie rozwijać się tylko w jednym kierunku - nowej mieszaniny kultur i ras, świata złożonego z rowerzystów i wegetarian, którzy używają wyłącznie odnawialnych źródeł energii i walczą ze wszelkimi przejawami religii".

Przestaje mnie dziwić średniowieczne podejście do życia innych kultur, skoro nasza, XXI-wieczna, okazuje się pozostawać daleko w tyle. Czemuż wiara jest mi w tym kraju, który ponoć szczyci się wielowiekową tolerancją wyznaniową i to w czasach, gdy palono czarownice na stosie, narzucana społecznie, medialnie i politycznie? Dlaczego tradycja i świadomość historyczna jest ważniejsza od szacunku dla drugiego człowieka, tolerancji właśnie, rozwoju i ufności w przyszłość?
Tak mi się wzniośle przypomniało, że:
"trzeba z żywymi naprzód iść...",
no, ale widać lepiej z nieżywymi stroić się się w laury.

rowerzystom też się dostało, no, ich to akurat nie lubię, ciągle ruch na drogach hamują, ci na ścieżkach mi nie przeszkadzają, ale czemu są winni wegetarianie? rzeczywiście trudno ich gościć, bo czym ich tu karmić w naszym tradycyjnie [sic!] mięsożernym kraju, ale to jeszcze nie powód do ich piętnowania? chyba.

tak czy siak, poniosło mnie dziś, znika mi szyderczy uśmieszek, a pojawia się wyraz totalnego wkurwienia. mam się przyłączyć do KODu? nie włączać internetu?

wyjechać do australii. taki plan.

i jeszcze drażni mnie kumpel, który wyjechał do skandynawii, tam się urządził, i cierpi, jak źle się dzieje w państwie nieduńskim... no nie z zazdrości mnie drażni. już lepiej niech nie cierpi, tylko oleje.

niech ja już wyzdrowieję i ruszę się z domu, bo oszaleję.


piątek, 1 stycznia 2016

resolutions

Napracowałam się. Ściągnęłam z fb new year's resolution, które dziś nadejszły.

Pod tymi podpisuję się wszystkimi rękami:


Te były specjalnie dedykowane i są bardzo miłe, może poza 'drink less':


Te są bardzo mądre:



A te najprawdziwsze:


Jest też artykulik na 365 słów o noworocznych postanowieniach. Też uważam, że nie są potrzebne, bo i tak nigdy ich nie realizujemy, co tylko rodzi w nas frustrację. Napędzają też ponoć biznes, zwłaszcza fitness-klubów, bo każdy chce zacząć ćwiczyć w nowym roku. Nie wiem. Nigdy nie robiłam noworocznych postanowień. No może raz, ale nie wiem po co. Nienoworoczne czasem robię, ale równie rzadko dotrzymuję. Dlatego uważam, że ostatnie tu prezentowane jest najbardziej prawdziwe i jedyne możliwe do zrealizowania. Choć to tylko życzenie...

Tak, pamiętam, włoski opanować do marca. A czasu coraz mniej... ;)

słowo roku

Ciekawy tekst o słowach roku. Każdy ma inne. A to groza, a to wygaszanie. Pewna pani nawiązuje do rosyjskiego słowa o podobnym brzmieniu [tzw. false friends], ale nie mówi, że chodzi w nim o burzę. Ciekawe, że czytelnik rozumie te wyrazy inaczej niż interpretujący.

Zastanowiły mnie dwie rzeczy. Pierwsza jest oczywista - jakie słowo ja bym wybrała?
Ale bardziej druga strona tego artykułu - po co wybierać takie słowa? Czy to jakiś rodzaj podsumowania roku? Jeśli wybiorę słowo prawo lub sprawiedliwość, to będę optymistycznie nastawiona do minionego roku czy przeciwnie? A jeśli spodoba mi się trybunał konstytucyjny, czy to oznacza, że interesuję się polityką wewnętrzną kraju?

Mnie w tym roku najbardziej zaciekawiło słowo hidżra. Poświęciłam mu wiele godzin, przeszperałam internet, ciągle czytam o islamistach, jeszcze trochę, a zrozumiem, co się dzieje na Bliskim Wschodzie - nie, tego jednak nie pojmę. Obraz nieszczęśliwych uchodźców niestety wypaczają różne, zamieszczane tu i tam, ciekawostki. A to trafi się filmik, na którym pewien muzułmanin prowadzi wykład i pyta uczestników, czy są za tym, żeby kobiety i mężczyźni siedzieli osobno [wszyscy podnoszą rękę, na sali zresztą są sami mężczyźni], a zaraz potem zadaje pytanie, czy uważają, że prawo boskie do karania śmiercią i kamienowaniem stoi ponad każdym innym prawem. Znów wszyscy podnoszą ręce, więc prowadzący z uśmiechem dodaje, że przecież są normalnymi muzułmanami, nie terrorystami. A to znajduję filmik, ukazujący człowieka w turbanie, który twierdzi, że to niemożliwe, żeby samolot wrócił z Chin, bo Ziemia się kręci, i nigdy nie dałby rady wrócić. Za to do Chin starczy wystartować i Chiny przyjdą same.
Rozumiem, filmiki są tak dobierane, żeby wpłynąć na mnie negatywnie. Nie wiem, w jakim stopniu im się to udaje. Na pewno w takim, że moja tolerancja na różnorodność nieco się zmniejsza. Rodzinie tatarskiej zaczęłam pomagać PRZED wielkim exodusem Syryjczyków. Nie drażnią mnie, zwłaszcza jeśli ona zdejmie tę szajlę z włosów. Ale pojąć nie mogę, czemu ona nie może stać na kiermaszu i sprzedawać swojej, skądinąd pięknej, biżuterii? Czemu musi to robić czarny niemal pan, który nie ma pojęcia o kamieniach i swoim wyglądem odstrasza zwykłych mieszkańców małego miasteczka? Jak ona się czuje, spędzając życie w 20-metrowym mieszkaniu na dziesiątym piętrze prl-owskiego bloku z płyty?

Nie wiem, czy wierzę w hidżrę. Nie nastawiam się negatywnie do uchodźców, ale mam prawo zastanawiać się, czemu fala ludzka ruszyła akurat teraz, czemu składa się ona głównie z młodych mężczyzn oraz jak to się skończy. Czy pokojowe zasiedlanie nowych terenów, połączone z nieasymilowaniem się z ludnością miejscową nie prowadzi do czegoś, czego nie jesteśmy w stanie w naszych humanistycznych umysłach XXI wieku przewidzieć? Czy inne religie nie były w różnych czasach niebezpiecznie ekspansywne? Czyż nie wyginęli Indianie, Aztekowie i inni w imię Boga w Trójcy Jedynego? Czyż różne plemiona nie składają ofiar czcząc swoje bóstwa?

Sytuacja wydaje się dwuznaczna i ciekawią mnie ludzie, którzy potrafią bezkompromisowo opowiedzieć się po którejś stronie.