sobota, 30 kwietnia 2016

3 minuty na dobry humor

Wypisuj, co lubisz przez trzy minuty. Czas start!

pozytywną energię
uśmiech
maliny
truskawki
poziomki
dobra, wiadomo, że wszystkie owoce
ser biały bez przesady - czemu o jedzeniu?
seks
window shopping
kupować i oddawać - wiem, wiem.
szybkie komputery, monitory z dobrą grafiką
wygodne klawiatury
sony ericsson c902
malować - ale nie umiem
grać
w teatrze
na pianinie
kota - bo tu leży
spacery w lesie
krótkie wycieczki moim nowym rowerem
ciepło!!!
mieć rację - ściągnięte

chyba już.

ja pierdylę, jakie głupie rzeczy popisałam. trudno, zostawiam. jedno muszę przyznać. siedzę z bananem na twarzy :). podobno można to powtarzać.
patrz pan, wcale nie ma spotkań z przyjaciółmi...


piątek, 29 kwietnia 2016

chwilowo nawet nie bojowo

palę cichaczem na balkonie. w tle leciałoby millenium, ale nie leci, bo zimno i balkon zamykam

akcja: 11-latek manipulant

na basen nie chodzi
na informatykę [czwartki rano] nie chodzi - był na jednej w semestrze
lekcji nie odrabia
owoców na sałatkę nie przyniósł
ćwiczeń do matmy nie oddał
piosenki się nie nauczył
ciuchów z podłogi nie pozbierał
patyków w ogródku takoż nie
łazienkę sprzątnął, bo zaprosił kolegów na urodziny
same nowe twarze
na trening w ramach samoukarania też nie poszedł

...
tak, wiem, krzyczy, o uwagę się dopomina.

zen.

właśnie, przyszedł chyba rano pan zenek [pocztylion]. chyba był nawet wszedł, bo ktoś mi rano krzyczał z dołu cześć. odpowiedziałam cześć i odwróciłam się na drugi bok. musiał to być on, bo w skrzynce znalazłam awizo. ciekawe, ile tak stał jak travolta...

akcja: sprzątanie znajomych
gdy tylko postanowiłam wydeletować dwie znajomości z dzieciństwa - no ubodło mnie mocno rozstanie przed laty - to wróciły jak bumerangi. jutro mają przyjść. z ulubionymi mężami.
wniosek: nigdy więcej nie deletować.

akcja: ładowarka
czwartek. telefon. czy mamy kamerę. z ładowarką. chyba mamy. szukam. w prawym bucie i w surducie. na ladzie i w szufladzie. na dole i w popierdole. na nosie i w kosmosie.
sprawdzam, ile trwają filmiki na karcie. wynika, że ostatnie ładowanie nastąpiło około końca kwietnia. zeszłego roku. hmmm... co zrobiłam byłam z ładowarką rok temu?
wyjazd do miasteczka. sklepik. naprawiacz. foto. NIKT nie ma.
wrzucam prośbę na fejsa.
odzew pana znajduję w innych. następnego dnia. dupa.
piątek: jest na allegrosie. w mieście. jadę. mam. w czasie wizyty u dentysty ładuję. wracam - zielone. za szybko. wkładam. na wykończeniu. wracam do tam, gdzie ładowarki mają. bateryjkę też mają. hura.
możemy pożyczyć kamerę koledze.

a pan dziś w cienkusie kazał mi przestawić mój mały czołg, bo [!] nie mógł otworzyć drzwi. rozjechałam gościa.


niedziela, 24 kwietnia 2016

gramatyka a tampony

Natknęłam się na złote myśli pewnej amerykańskiej dziennikarki. Twierdzi ona, że gramatyka nie tyle przeszkadza mówiącemu, ile jest przejawem rasistowskiej dyskryminacji.
Gdy się tak skupię i przypomnę sobie te cudne życiowe chwile, gdy poprawiam innych, istotnie czuję się mądrzejsza, piękniejsza i po prostu lepsza. Choć wmawiam sobie, że poprawianie innych mam po prostu w mojej belferskiej czarnej krwi. Jednak muszę to przyznać, iż włANczanie, akcentowanie cz. przeszłego na drugą sylabę oraz tE okno drażni mnie tak mocno, że nie mogę powstrzymać narastającej z prędkością tsunami fali irytacji...
Ostatnio mocno nad sobą pracuję, żeby się pozbyć jędzowatej maniery.

I okazuje się, że słusznie. Jako osoba w swoim wysoko pojętym mniemaniu tolerancyjna, okazałabym zwykłą starszą, bogatszą, białą snobką, w dodatku zwykłą akademiczką. Poprawianie ludzi ma ich ponoć uciszać, w dodatku jest irytująco obraźliwe.

Dobrze, że wpadłam na pozbycie się tej maniery wcześniej, bo podpowiadane się nie liczy, i na zawsze zostałabym pretensjonalną, patrzącą z góry i po prostu złą kobietą.

Ufff...



Zaciekawił mnie dorobek tej pani, więc przekopując się przez tony ekonomicznej pisaniny, znalazłam fascynujący artykuł o środkach higieny stosowanych przez kobiety w te trudne dni. Nie dziwi mnie, że humanistka z powołania zainteresowała się matematyką dopiero licząc periodyczność swojej przypadłości. Jednak wyniki jej obliczeń zaskoczyły mnie niemiłosiernie. Otóż podobno jako kobieta między 12. a 54. rokiem życia zużywam rocznie od 63 do 730 tamponów lub podpasek rocznie. Nie chcę głębiej wnikać, czy równie często wymieniam tampony jak podpaski, jednak przy dziesięciokrotnym rozrzucie średniej nie wniosę do wyników badań zbyt wiele.

Ciekawostką geograficzną było dla mnie odkrycie, że: 27 percent says: I don’t know how to insert them or worry about inserting them. Wszak nie każdy to wie, i nie dziwmy się, że niektóre kobiety stosują podmywanie się jako środek antykoncepcyjny. I tak lepiej niż Ace.

Chyba wolę, żeby wypowiadała się o gramatyce. Drżyjcie, korektorki!




czwartek, 21 kwietnia 2016

kary

pamiętam, że kiedyś ktoś powiedział: jeszcze nigdy kara nie odstraszyła złoczyńcy. pomyślałam wtedy: to po co karać?

wciąż nie do końca wiem - lubię się w danej chwili wyładować, a potem mi mija i łagodnieję. jestem totalnie niekonsekwentna - wystarczy, że się progenitura uśmiechnie...  i pękam. tyle, że choć zrzędzenia musi wysłuchać. 

sama nie cierpię długich kar. wystarczy mnie zawstydzić.

desperacko boję się kary więzienia. damskie towarzystwo jest dla mnie torturą.

więc do sedna: niejaki pan breivik, celebryta z północy, który ma na sumieniu 71 istnień ludzkich, otrzymał karę 21 lat [kara może być ponoć przedłużana].
nauczyciel w turcji za molestowanie seksualne dostał wyrok 508 lat pozbawienia wolności. przypuszczam, że karę odbędzie w tureckim więzieniu, gdzie nie będzie mógł wytaczać skargi przeciwko państwu o złe traktowania więźnia [breivik wytoczył, twierdząc, że jego listy są czytane, a kontakt z fanami ograniczany, i wygrał].
w polsce pewien człowiek rzucił tortem w sędzię orzekającą w sprawie kiszczaka. wyrok przedłużono mu do 10 miesięcy.

idąc tym tropem - dwadzieścia parę tortów oznaczałoby karę 71 śmiertelnych postrzałów. chyba lepiej postrzelać. oby nie w turcji.

środa, 20 kwietnia 2016

w obronie kościoła


... stanęłam. jednego. w Krzeszowie. w dodatku ewangelickiego. tak trudno oddzielić architekturę od instytucji? niektórym w walce z klerem klapki spadają na sam dół. moralny.

poskromienie obrażalskiego nastąpiło. tak wiem, złośnicy było dziś w tv. ale nie włączam, to nie wiem. dobra, obejrzałam cichaczem kubę. nędza. i szkła kawałek. i przypomniałam sobie, czemu nie włączam. niedasie.
wracając - poskromienie owo nastąpiło poprzez zakaz wychodzenia z łóżka przez TRZY dni. do tego zero tabletu, tv, telefonu itd. książki i gry planszowe. czasem ochłap do zjedzenia - znaj serce pani. do tego brak udzielenia pomocy przy robieniu zaproszeń na urodziny. już w połowie trzeciego dnia stał się miękki jak plastelina. czemu to nielzia po dobroci, tylko walić obuchem trza?
swoją drogą - pan doktor powiedział, że takie pływanie [dwa i pół kilometra dla 10-latka] to nielekka przesada. muszę ruszyć się do pana kuby.

za to SS wrócił zachwycony korkami z matmy z panem - nomen omen - M., zast. dyr. w SP. a wszystko przez to, że ma układy z dyr., bo razem biegają. mój M. spotkał dyr. na basejnie, a ta stwierdziła, że pan imiennik będzie harował za darmochę.
i co robić?

uśmiech monylizy - lody chałwowe...

z ciekawostek krajowych - mamy tablicę ku czci Zgromadzenia Narodowego, zebranego z okazji wysłuchania orędzia PADu z okazji 1050lecia.
marzę o tym, że powstaną nowe przekleństwa w naszym języku, bo reakcja <japierdole> jest mdła.

no tak, koleżanki były. na kandydatkach były. i u mnie były. i następnego nie czułam nic. czy to już ten czas, kiedy większość ludzi ma się naprawdę w dupie? bo teraz mam prawie wszystkich.

he he. przed występem usłyszałam siebie, jak mówię <jeszcze dwa miesiące>. no wkurwiłam się. tym samym zrozumiałam, że podjęłam decyzję, z którą noszę się od roku. i też nie budzi ona we mnie większych emocji.

czy tracąc te emocje, tracę kawałki siebie, czy tracę kolce, które utrudniały mi życie?

nowy serial.

sezon rowerowy. no tak, nowy rower.

i hulajnoga. też nowa :).




sobota, 16 kwietnia 2016

zlew dwukomorowy

przedwczoraj wyślizgnął mi się z ręki kryształowy wazon. ważył chyba tonę. ale pół to na pewno. chyba nie dziwne, że się wypadł mi z mokrych rąk. i stało się. nie, no wazonowi nic. nic. porządny, prl-owski produkt z jakiejś porządnej huty. już takich nie ma. nawet florentyna została dystrybutorem z chin. a kiedyś chińska porcelana miała wydźwięk. i dźwięk.
właśnie, zlew mam porcelanowy. made for ikea. perhaps in china. chociaż może i nie, ikea promuje różne ciekawe kraje.
tak czy siak zlew pękł. promieniście. i cieknie.
od razu stanęła mi przed oczami taka reklama [z czasów, gdy jeszcze oglądałam tv], jak żona rzuca się na męża w łazience i napalona para rozpizdrza pomieszczenie w drobny mak. zadowolona żona puentuje: no, teraz to trzeba zrobić ten remont.
osiem lat męczę się ze zlewem jednokomorowym. a od pięciu z dzieciami to istna masakra. miało być, że zmywarka, że nie trzeba. no ale jak się akurat pierze, a przy okazji się zbierze, to gdzie do diabła odlać [nie, nie się] ziemniaki? albo umyć sałatę? albo jak umyć ręce, gdy sałata wypoczywa w zlewie na dekapitację?
no więc od dziś mam nowy. dwukomorowy. piaskowy. i psikacz do ludwika gratis. ha!

no i tak sobie po cichutku myślę, co mogłoby być takim wazonem, któremu udałoby się pęknąć ten zlew parlamentarny? wiem, miałoby być bez politykowania, ale jak za dawnych, giertychowskich czasów każdy dzień przynosi nową radość. różnica jest taka, że w tej edycji ta radość czarniawa jakaś. że jakiś trybunał, jakieś prawo, jakaś konstytucja? zawsze można zagłosować na dwie ręce [he he, w rosyjskiej dumie to nawet urosło do rangi sportowej - kto wciśnie więcej guzików]. można zmienić dobre prawo na lepsze. uchronić dzieci poczęte przed holocaustem. rozdać ziemię kościołom. przekonać ludzi, że był zamach [film przekonał moją zdrowomyślącą znajomą]. można wszystko. trzeba tylko często i wyraźnie powtarzać.
skąd by ten wazon...?

aha, mamy 1050-lecie chrztu. nie chodzi mi o to, czy odróżnia 966 od 996 [wszak wystarczy odwrócić do góry nogami - nie czepiajmy się]. ani nawet o arcybiskupa pedofila, który ma coś tam [kon]celebrować. 1050 lat temu poganie oddali dusze za koszule. tak, nie wiem, czy to były koszule, ani czy zgrzebne, ale na pewno coś dostali, żeby zrezygnować ze Swarożyca i Światowida na korzyść Jedynego, z przesileń i równonocy na korzyść Wielkanocy i BożejNocy, z Łysej Góry na korzyść Jasnej Góry. w takiej koszulinie chodził pewnie życie całe. niedługie wszak, ale jednak życie.
minęło 1050 lat wojen i głodu, urodzaju i klęsk, królów i chłopów, renesansu i oświecenia, traumy i zabobonów, i w imię pięciuset złotych, nie srebrnych, ponownie oddaliśmy wolność, dorobek legislacyjny, tolerancję, poszanowanie kultur, ziemię, konstytucję.
za mniej.

nową przypowieść polak sobie kupi - i przed szkodą, i po szkodzie głupi...

czwartek, 7 kwietnia 2016

ustawy-srawy

różne mamy ostatnio ustawy. zmieniają cichaczem nasze życie krok po kroku. ale jeden projekt postanowił zmienić prawo radykalnie. projektodawcy chcą karać wszystkich i za wszystko. również za mimowolne pozbycie się płodu.
narzekamy na islam, samemu cofając się do średniowiecza. istotnie, po licznych konsultacjach [kamienowanie, spalenie na stosie, itd.] 5 lat więzienia jest najłagodniejszą opcją. szkoda, że przy tym taki na przykład gwałciciel dostanie wyrok w zawieszeniu. a lekarz, który przeprowadzi badanie prenatalne może bez zawieszenia.
bardzo ładnie opisała to agata komorowska.

marzy mi się czasem życie w kraju o wysokiej tolerancji, opartym na sumieniach obywateli. jeszcze bardziej marzy mi się współdziałanie na rzecz wspólnego dobra, ale to już trąci utopijną przeszłością. ktoś mi ostatnio powiedział, że ja bym chciała, żeby świat był idealny. zdziwiło mnie, że ją to dziwi. okazuje się, że nie wszyscy do tego zmierzają. reszta uważa za normalne to, że nie jest cudownie. czyli ubabrane masłem noże, talerze nie na swoich miejscach, rozpieprzone ręczniki przy wyciąganiu tego z dna to norma. a ja jestem nienormalna. wreszcie zrozumiałam.


środa, 6 kwietnia 2016

c.d. karty dużej rodziny

pojechałam dowieźć dokumenty na tę cholerną kartę. w korytarzu spotykam panią.
- pani po pieniądze?
- nie, po kartę.
- oj, akurat koleżanki nie ma.
- ja tylko zostawię resztę dokumentów.
- no dobrze - pani szuka, zbiera, dokłada, pyta, kseruje. wreszcie przemawia - bo my to sąsiadkami jesteśmy. z tej samej ulicy. 1A to mój dom.
pozbierałam szczękę z ziemi i wyszłam.

dla ułatwienia dodam, że na mojej ulicy jest:
dom pijaczki na rogu, dom jej drugiej córki, dom jej pierwszej córki [w którym już nikt nie mieszka] i mój.

grunt to towarzyskość.

wiosna

są ludzie, co pięknie piszą o wiośnie. są też tacy, którzy mimo pięknych słów, się nie odzywają. czasem są to ci sami ludzie. nie to nie.

są też tacy, co mówią metaforami i piszą. więc czego marudzę?

22 stopnie, może nawet 25. wszyscy zmęczeni. zostaje tylko czytanie. MS wciąż udaje chorego. CC pisała dziś testy. na mój zarzut, że nie powiedziała mi, że to dziś, spytała czy nie słyszałam w radiu. SS wrócił z imieniem i nazwiskiem dziewczyny na ręku. bał się, że zapomni?

obcinać krzaków się nie da, choć już drabka jest - jedna obcinaczka zardzewiała, druga się nie otwiera, trzecia znikła. a może zniknęła.

znalazłam bigle do kolczyków na podłodze... [kradną znów?]

dwa mandaty jednego dnia. oba za parkowanie.

spacer z siostrą po plaży.

a, historia z kartą dużej rodziny przedstawia się ciekawie. tą ogólnopolską. najpierw udałam się do ratusza miejskiego, w którym to mieście nie mieszkam. potem pojechałam byłam do gminy, bo to jednak nie w powiecie. z urzędu wysłali mnie do gopsu. przeczytałam byłam internety, więc uzbrojona w dokumenta wszelakie nie spodziewałam się ataku.
- postanowienie sądu.
- przecież ma je pani w ręku.
- to jest zaświadczenie.
- to jest właśnie to.
- nie, potrzebne mi postanowienie.
- nie mam nic innego. mam tylko to.
- na jak długo dzieci zostają pod pani opieką?
- nie wiem.
- dlatego potrzebne mi postanowienie.
- mam tylko to.
- akt ślubu.
- nie mam przy sobie.
- ...
- no ale przecież na tym zaświadczeniu oboje jesteśmy opiekunami, więc chyba można domniemywać, że jesteśmy małżeństwem.
- dowody osobiste.
- męża? nie mam.
- proszę to wypełnić.
TO okazało się: zgodą na wykorzystywanie mojej komórki, oświadczenie, że zostałam poinformowana o stronie internetowej oraz oświadczenia [2], że nie odebrano nam praw rodzicielskich [ja pierdolę], które małżonek i tak musi podpisać. nie można było zamieścić tego na stronie, prawda?

nasz znajomy, nazwijmy go A. ma troje dzieci. pierwsze z E. drugie i trzecie spoza związku małżeńskiego. dla E. wspólne dziecko jest drugim, gdyż pierwsze dziecko poczęło się z P.. P. ma teraz drugą żonę i drugie dziecko, ale pierwsze z tą żoną.
zagadka: kto dostanie 500+, i ile?

baba z serduszkiem na głowie potrafi spierdolić cały ruch przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej.

nie żyje Zyta.

z wiosennym pozdrowieniem -


poniedziałek, 4 kwietnia 2016

ząb

śnił mi się ząb. ten, co mnie boli od kilku lat. wreszcie wypadł.
ładny był. pusty w środku. a z boku zaczął mu kiełkować nowy korzeń.
hm...

wolę nie myśleć, co to oznacza.

a wczoraj. no tak, wczoraj był drugi. [olaboga, to już kwartał minął, a ja nie wiem, co zrobić].
zagraliśmy. nawet fajnie wyszło. ale publika 60+ nie niosła. w dodatku scena klaustrofobiczna. koleżanka o ogólniaka przyszła. z córką. koleżanka wyładniała. córka wcale nie identyczna. zebrałam się jak mogłam najszybciej i do palladium. a tam? a tam koncert za godzinę miał być. rozstawili się już i stroili. zabrałam stamtąd swoje kurewskie buty, zajarałam i pojechałam do domu.

huk.

wiosna przyszalała. kupilim drabkę i tniemy. znaczy M. tnie. ja nie wychodzę za mocno. chociaż po mieści wczoraj to bez kurtki wieczorem szło iść. u nasz na wsi nie. zero. że już kwiatki sadzić? że żagwin? może się ogarnę w tygodniu.

Roman leży mi dupą na ręku.

a na świecie
że Stuhr?
że aborcji zdelegalizować?
że list do episkopatu?

huk.