sobota, 20 sierpnia 2016

zeszyty z jezuskiem

czy to normalne, żeby z oszołoma człowiek wracał oszołomiony? a może to ja nienormalna jezdem, że półtorej godziny wybieram zeszyty, gumki, temperówki, plasteliny i pędzelki?

czy każdy po dokonaniu 15 000 wyborów w sprawie zeszytu z jezuskiem czuje się jakby wyfedrował pół tony wungla?

oszołoma o 22 zamkli, a ja zostałam się bez chleba i pogalopowałam do biedry [dobrze, że do 23 wydłużyli], bo by dziecię pojechało na łobóz bez kanapki.

a teraz [pierwsza w nocy], przed meczem, przypomniałam sobie, że jeszcze do bancomatu muszę, bo łobóz nie łopłacony jezd. a wyjazd ino świt szósta rano. dobrze, że brzoza go zawiezie, bo nie wiem co.

pocieszające, że jeden rektor zdjął już krzyże i w togach do kościoła biegać zakazał. może to jakaś jaskółka...? choć u nasz wciąż każda szkolna impreza zaczyna się od mszy. no właśnie, budynku kawałek w tym roku oddają. pewnie święcić go będą.

a, i o iranie czytam. że fajnie. jak to u orzecha.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

i znów parada...

odkąd tu mieszkam co roku 15.VIII bracia bliźniacy fundują mi prywatne parady lotnicze [z małą przerwą na rządy komorra].
dziś też nie zawiedli...







piątek, 12 sierpnia 2016

Blanka i nie jej chłodnik

Historia wprawdzie przydarzyła się koleżance Blanki, jednakowoż idealnie wpisuje się w klimat Blankowych opowieści.

Otóż z racji potwornych upałów oraz sezonu ogórkowego Zena [fajne imię mogłoby być] postanowiła zrobić chłodnik. Dostała przepis od [sic!] teściowej, nabyła niezbędne produkty w postaci dwóch buraków, jogurtu, ogórków i czegoś tam jeszcze, i przystąpiła do dzieła. Jako że w kuchni nie bywa dramatycznie często, kontrolnie zadzwoniła do matki z pytaniem, jak się gotuje buraki. Informacje od rodzicielki są kluczowe dla tej historii.
Matka rzekła, że burak gotuje się godzinę, a jeśli po godzinie wciąż jest twardy, to już taki zostanie i nic go nie zmiękczy.
Zena radośnie podwinęła rękawy i gotowała buraka przez godzinę, by go następnie wyjąć i w zlewie ostudzić. Biedaczysko stygło kolejną godzinę.
Po tym czasie doświadczona kucharka sprawdziła - istotnie był nieco twardy, ale cóż - mamusia ostrzegała - starła warzywo, dodała co trzeba i wstawiła chłodnik do lodówki.

Jakież było jej zdziwienie, gdy myjąc po dobrze wykonanym zadaniu ręce, znalazła w zlewie ugotowany burak...

-----------------
Przypominam, że kupiła dwa. Drugi miał być na jutro.

czwartek, 11 sierpnia 2016

sen siostry Blanki


Blanka ma siostrę. Nazwijmy ją Nita. Otóż Nita ma niemniej ciekawe i obfitujące w dziwne przygody życie od Blanki.



---------------------------- OOO -----------------------------

AKT I SCENA I
Nita odwiedza Blankę. Dziewczyny biorą psa, idą na przydomowy spacer po łąkach.

BLANKA
Więc to jest wrotycz. Wreszcie kwitnie i można go zbierać. To ten, o którym czytałam, że odstrasza kleszcze. Trzeba się nim pryskać. To znaczy najpierw zebrać, ususzyć, zrobić napar i dopiero pryskać. Kupiłam na wiosnę gotowy. Psikałam kota. Kleszcze jak kleszcze, ale kot nie był zadowolony. Pies też nie bardzo. Piszą, żeby spryskiwać nim też samochody. Nie wiem, myślisz, że się wpijają w blachę?
NITA
Być może, ale wrotycz to wspaniała roślina. Trzeba zbierać, póki jeszcze rośnie, bo w UE jest zakazana. Hola, ale my jesteśmy w Unii! Czyli, że co? Idę, rośnie i nie wolno mi jej dotykać? Czy jak?
BLANKA
Nie wiem, ja kupiłam legalnie.

Siostry zbierają wrotycz.


AKT I SCENA II
Siostry siedzą przy naparze z wrotyczu na tarasie.

NITA
No i ten najnowszy jest taki... Wiesz, bo ja na razie udaję nieśmiałą. Jeszcze nic nie wiem. Chodzimy razem na qigong
BLANKA
Ale spotykacie się?
NITA
Nawet nie mam do niego numeru.

KURTYNA


AKT II SCENA I
Siostry piją na mieście jogurt z pestkami goi i jedzą sałatkę z kozim serem z brzoskwinią, ziarnem sezamu i czymś tam.

NITA
Wiesz, kupiłam fryzjera w Grouponie. Ten mój Paweł wyjechał do Francji, no i teraz nie mam do kogo chodzić. Więc, żeby najtaniej, kupiłam w ciemno.
BLANKA
Świetny pomysł.
NITA
Wiem, że kiepski. I to było na Natolinie. W życiu nie byłam na Natolinie. Idę, patrzę, napawam się nową scenerią - tam jest jakoś inaczej. Chłonę atmosferę. I nagle z przeciwka idzie ON. Wyobrażasz sobie? Nigdy tam nie bywam, niemożliwe, żebyśmy tam się spotkali, a jednak. I zgadnij, co on niósł.
BLANKA
Karimatę?
NITA
Naręcze wrotyczu...

KURTYNA


EPILOG
Dwa dni później. Blanka dzwoni do Nity.

BLANKA
Jak tam na froncie wrotyczu?
NIKA
Wspaniale. Spotkaliśmy się. Dziś była burza. Zmokłam tyle, ile chciałam.

KURTYNA.

---------------------------- OOO -----------------------------

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

z pamiętnika 14-latki


sytuacja jest taka: wieczór, ciepło. córcia w wujciem siedzą i trajkocą na tarasie. żal mi się zrobiło, że ja tu w pocie czoła pracuję [czyt. siedzę na fb], a oni tam sobie więzi zacieśniają, no krótko mówiąc zazdrość mnie zeżarła.
zlazłam. usiadłam. zimno jednak. wcale nie ciepło. potem się okazało, że stopni raptem 12. a oni trajkocą o dupie maryni. skarżę się, że zimno, oni na to, że nie idzie ze mną wytrzymać. a tata patrycji [sąsiad, który "rzucił sąsiadkę dla grubej baby"] to by długo ze mną nie wytrzymał. spoglądam na M., co on na to i jaką to on ma celną ripostę w zanadrzu [może się nada na fb], a on kręci młynka kciukami, jak nasze babcie. przypuszczam, że jak większość babć nas wszystkich. kręciły wasze babcie młynki kciukami czy nie? pytam więc grzecznie, czy tak mu palce latają ze zdenerwowania. na to czternastolatka ping-pongową ściną serwuje:
- z zimna.

tak, że tak.

ale żeby nie było tak, że o!, to o 17.oo [tak, wyły syreny i nie mogłam stanąć na baczność, zmuszona dzwonkiem wiłam się w poszukiwaniu miejsca przebywania komórki] zadzwoniła ta sama córcia, że wprawdzie dojechała na basen bez przeszkód i już jest nawet w środku, jeno nie ma góry od kostiumu...