sobota, 31 grudnia 2016

takie tam poświąteczne

Takie te dni podobne do siebie, smętnie się toczą. Internet wciągnął mnie jak matrix. Oglądam obiektywy, porównuję, czytam, pytam, sprawdzam, focę. Ogarnął mnie szał. Dziś poczułam wreszcie przesyt, choć wciąż nic nie wybrałam.

Na fb debata filozoficzna o dobru i złu [wciąż mnie ta odmiana skrobie po plecach]. Dopiero w nocy zajarzyłam, że autor nabroił i pod płaszczykiem domorosłej filozofii szuka na fejsie akceptacji. Efekt jedynie z tego taki, że małżonek włączył się do dyskusji i podał definicję dobra: "fala pozytywnych fluidów". Nie podobała mu się jednak moja późniejsza interpretacja jako "fala niebiańskiej rozkoszy", której, jak twierdzi, by nie wymyślił, nawet gdyby się napalił.

Politykując, nie widzę rozwiązania sejmowego patu. Karakan się nie wycofa. Przeniosą obrady gdzieś indziej, udając, że dali agenturze szansę. Mają trochę czasu na przygotowanie. Pokłóciłam się w Wigilię o korniki w Puszczy Białowieszczańskiej. Nawet w tej materii są w stanie zrobić ludziom wodę z mózgu. Dobrze, że nie o żubry i złagodzenie zasad polowań. Przecież żrę mięso - hipokrytka. Aha, wracając do Sejmu, nie ma charyzmatycznego lidera, który byłby w stanie zaproponować rozwiązanie i zapoczątkować zmiany. Nie ma. Więc wszystko się rozpłynie. Jeszcze nie czas...

M. znów źle się czuje. Operacja pomogła na TRZY miesiące. TRZY. I pół. Wrócił jego podły nastrój.
 
Poza tym przetoczyło się.

1. rogowiak kolczystokomórkowy wycięty - szwy zdjęte, jest ok
2. kod protestujący odsunięty - nadal stoją
3. choinki brak - jest jodła
4. pierogów brak - zrobione, kupione, dodatkowe 2 kilo kupione w Wigilię
5. porządku brak - ogarnięte, wszystko wpierniczone w różne dziury
6. szarlotka zjedzona - druga zrobiona
7. prezenty niekupione - łowienie prezentów fajnie wyszło - wszyscy dostali ręczniki, patelnie i koce
8. goście doproszeni - było nas więcej :), przyciągnęła się nestorka rodu, rocznik 36.
9. pierścionek wręczony - długa historia [nestorka rodu wyrzuciła do śmieci swoje ukochane pierścionki, które kupiła za pierwszą w życiu pensję. zamierzała je wręczyć wnuczkom na Gwiazdkę. oddałam więc znajomemu dwie obrączki po babci, dostając w zamian pierścionek z koralem i cyrkoniami. wręczyłam nestorce jako znaleziony w śmieciach ;) ].

po świętach 4 dni

może to czas na podsumowanie roku?

wtorek, 20 grudnia 2016

lista spraw wciąż niezałatwionych

1. rogowiak kolczystokomórkowy wycięty

2. kod protestujący odsunięty

3. choinki brak

4. pierogów brak

5. porządku brak

6. szarlotka zjedzona

7. prezenty niekupione

8. goście doproszeni

9. pierścionek wręczony

do świąt 3 dni 17 godzin...

sobota, 17 grudnia 2016

trąbią

godzina 02:07

oni tam trąbią pod sejmem, a ja w ciepłych pieleszach.
chciałabym tam być, ale wolę miękkość koca i kota.

zdecydowanie płynie we mnie niepatriotyczna krew. wolę tańczyć z taborem niż wybierać się bez przygotowania na walkę. bo chyba niewielu jest ludzi, którzy wierzą, że majdańskim w genezie ruchem, a raczej bezruchem na mrozie, odetną amatorów władzy od źródła absolutarnej rozkoszy, jaką daje bezkarność w popełnianiu czynów dotychczas niemożliwych.

gawiedź się cieszy, dzwoni do przyjaciół, robi selfie, pije grzańce, krzyczy, trąbi, tupie, skanduje. nie wypuszcza do domu posłów, którzy już od wieczora balują w hotelu. choć są tacy, którzy twierdzą, że pracują i zapraszają do komisji wyproszonych przez marszałka dziennikarzy.
szansę dostała kopacz jedną na sto. nie wykorzysta. bo ona nie jest charyzmatyczną postacią, następczynią Emilii. reszta zamiast korzystać z okazji przedwyborczej, pewnie chla, bo co tu robić, gdy autem nie wyjedzie, a ryj zbyt znany, żeby chyłkiem do taksówki przeniknąć.

pierdolę, nie jadę. stłumiłam pierwotny odruch.

czas szukać tanich lotów do australii, bo sanitariuszką to ja nie jestem. ani łączniczką.

stawiam, że jednak rozpędzą ich delikatną siłą. choć najpierw poczekają, aż gawiedź zmarznie i zmięknie. dwa dni?

no i pierwszy raz zawiódł mnie fb. nie zwołał mnie. widocznie dobieram znajomych pod pokojowym kątem.

niedziela, 11 grudnia 2016

[poprawione!!!] gdyby ktoś pytał, jak było we Wro...

... to mówię.

1. dojechać jednak pociągiem - taka podróż to temat na osobną opowieść.

2. zobaczyć:
Wieżę Matematyczną i umrzeć z rozczarowania
dwie sale barokowe - pani nie umiała powiedzieć, która ładniejsza, krakowskim [sic!] targiem dopłaciłam złotówkę i zobaczyłam obie. barok to barok. trzeba go lubić. pierwsza sala na przedwojennych zdjęciach wygląda 100 razy lepiej, choć piętnaście razy porównywałam, to nie wiem, na czym polega różnica. druga sala w remoncie - można zobaczyć panią z pędzelkiem na rusztowaniu. kolorystycznie lepsza, ale równie przedobrzona. w pierwszej podobno wciąż odbywają się koncerty - to chyba dobry pomysł zamiast wizyty muzealnej. aha, żeby otworzyć drzwi, trzeba wziąć ze sobą siłacza. najlepiej wysokiego. klamki na wysokości oczu uniemożliwiają walkę ze stutonowymi wrotami.
z samej wieży widok jakotaki. trochę wody, ale w części mniej reprezentacyjnej. trochę starówki, ale pod światło. ciekawe rzeźby, ale to wizytujących taras stoją tyłem. przy tym taras szeroki, ludzie nie obijają się o siebie jak na większości wież.



Muzeum Architektury.
tia.... wystawa czasowa o Lwowie. poza tym trochę kafli i pieców, trochę rozet, zwieńczeń, dekorów z kamienic, 3 witraże [ze Szwajcarii???].
modernizm we Lwowie - ok. nie miałam pojęcia, że można się tam poczuć, jak między Mokotowem a Gdynią. głównie zdjęcia, kilka makiet, dużo rysunków.



Dworzec
świetnie odrestaurowany, mauretański jakby nieco?, wspaniała hala - szkoda, że bez zakrętu. ornamenty, nitowane konstrukcje, świeżość - jeszcze czuć farbę.
i wystawa fotografii - niestety nie trafiłam.




Rynek
wszystkie drogi prowadzą na rynek, zwłaszcza gdy trwa coroczny jarmark. stoiska pełne głópot - łańcuszki, wypychanki, czapki, skarpetki, mydełka, kiełbasy, oscypki przeplatają winodajnie we frymuśnych butokufelkach [po 10 zł, jeśli nie oddać]. raj dla fotografii. szkoda, że zimno. i można obejrzeć nic w ratuszu. za darmo.



3. pogoda
zimno jak w psiarni. ostatniego dnia, gdy wyjeżdżałam w południe - słońce i 15 stopni. w grudniu.

4. zjeść
Corso na Szewskiej. zachwycona! wyśmienite ravioli. niebo w gębie, kucharz włoch. chłopakom było mało. czar prysł, gdy się okazało, że połowa włoskiej populacji uciekła z kraju i osiedliła się wokół w[roc]ł[aw]skiego rynku.
Święta Racja - symetrycznie do rynku. apetajzer niezły. jeden z lepszych smalców, jakie kiedykolwiek jadłam. świetne drinki - rewelacyjny barman. wie, co robi. żarcie w porządku. i fotele. miło, ciepło w dupę. napić się, zjeść, pogadać. ekstra.
kawa - wszędzie do dupy. najlepsza [o dziwo!] w hotelu. za to droga jak czort. 7,50 pojedyncze espresso. za podwójne - 15.
Panczo. spodobała mi się karteczka, żeby zamykać drzwi, bo pizga. żałuję do dziś. niby luźno, niby szybko, niby kulowo, ale wciąż mi niedobrze. kolorowo, dużo, żurawinka, papryczka i inne delicje na wołowym, ale niedobrze. szczytem wszystkiego były plastikowe widelce, których zęby wyginały się we wszystkie strony i głównie zajmowałam się łowieniem żarcia z metalowej blaszki. zimnej.



Atrakcje
masaż stóp. tajski.
bolały mnie stopy od łażenia [pierwszy raz w życiu], pomyślałam, że niezapomnianym przeżyciem będzie masaż stóp. wieczorem. było miło. nic niemówiący taj, herbatka, ciemność, muzyczka w tle. ok. taj bezbłędnie znajdował bolące miejsca. miejsca te bolą mnie do dziś. do dziś mam ciepłe stopy. jednak chodzenie następnego dnia po bruku było jedną wielką męczarnią. tylko po gładkim. ale gdzie znaleźć gładkie na Starym Mieście?

na plus:
znalazłam pana, który miał ładowarkę do mojego retro telefonu.
trafiłam autem na północ i z powrotem i znów na północ, mimo że się zgubiłam.
czułam się trochę jakby za granicą i dziwiłam się, że mówią po polsku :)


wtorek, 6 grudnia 2016

Wrocław w Mikołajki

Wciąż nie wiem - lecieć czy jechać. Jechać czy lecieć.
samolot:
11:05 pociąg z L.
12:00 pociąg na lotnisku
13:20 odlot
14:20 lądowanie
15:20? godzina na dojazd do centrum

pociąg:
11:00 pociąg z W.
15:24 pociąg w centrum Wro.

ułatwienie:
bilet na samolot 7 złotych
bilet na pociąg ???

gdzie tu sens, gdzie logika?