poniedziałek, 30 stycznia 2017

jezdę debilę

a dziś to debilę jezdę, bo od czasu dekalogu nie wchodzę na lód, gdy od zamarznięcia choć na chwilę jest więcej niż 0, a było. no ale weszłam. pojechaliśmy na łyżwach na niemal drugi brzeg. wrócilim szybciej, bo czułam się jak w fabryce ze względu na hałas - wyścigi samochodowe po lodzie, motory, quady i inne warkoty.
a wieczorem w gazecie stanęło, że auto wpadło po lód 200 metrów od brzegu [wszyscy żyją].

tak że tego...

sobota, 28 stycznia 2017

rozmnażać się czy nie rozmnażać

trafiłam dziś na trzy informacje o dzieciach:

pierwszą był wywiad/reportaż o pani Sienkiewicz, aktorce, jak ledwo wynika z tekstu, która zdecydowała się na macierzyństwo w wieku 58 lat.

czytam jak zahipnotyzowana i staram się wyłączyć rozum, który głośno krzyczy NIE! włączam serce, które ma się z nią połączyć w szczęściu.
ale się nie łączy.

przypominam sobie moje koleżanki, które rodziły pierwsze dzieci coraz później, aż jedna zdecydowała się tuż przed czterdziestką. po dwudziestu latach bycia nieprzerwanie z tym samym facetem. najpierw chciała się wyszumieć, a potem szukała wymówki w postaci wady anatomicznej [która jak łatwo zgadnąć w niczym nie przeszkodziła].
trochę, nie trochę - wcale nie mogłam jej zrozumieć, że chce mieć prawie 60 lat, gdy dziecko będzie zdawać maturę. że chce przechodzić przez etapy rozwoju córki w roli matrony. jasne, każdy ma tyle, na ile się czuje, ona się czuje młodo, co z tego, kiedy wygląda jak moja ciotka.
próbuję sobie wyobrazić, jak będą szeptem na łóżku gadać o pierwszym okresie i o chłopakach...

tak czy siak tak znajoma jest od pani S. 20 lat młodsza...

nie wiem, czy to egoizm, czy cynizm, czy pragnienie czynienia dobra czy inne przesłanki. i pewnie nie mnie oceniać jej wybór.

po chwili zastanowienia dociera do mnie, że jednak właśnie mnie ją oceniać bardziej niż innym. nie urodziłam swoich dzieci. nie zaszłam w ciążę. poczucie, że nigdy nie będą biegały po domu czarnowłose królewny z loczkami mnie nie opuszcza i nie pomaga tak zwyczajnie żyć. wychowuję nie swoje dzieci. z najmłodszym mam najmniejszy kontakt. [różnica wieku 34]. nie mam siły na wydurnianie, na łaskotki, na ciąganie go na sankach, na wysłuchiwanie ile razy przewrócił się w ostatnim meczu. zwyczajnie wolę gadać z nastolatkami. wiem, niektórzy lubią wygłupy. niektórzy sprawdzają się dopiero w roli babci. wtedy mają chęci. moje babcie, tzn. matka i ciotki wspaniale odnajdują się w tej roli, ale nie wytrzymują z małolatami dłużej niż kilka godzin...

nie wyobrażam sobie 70-latki poskramiającej nieokiełznane 10-latki przed chodzeniem po dachach, próbowaniem narkotyków, nocnymi wypadami, ani 80-latki wybierającej sukienkę na studniówkę czy robiącej kanapki i ściągi na maturę... ale podobno mam kiepską imaginację.

...

jednak nie odmawiam jej prawa do własnego szczęścia. niech ma. i niech nie żałuje.

***

drugą jest powrót ustawy antyaborcyjnej.

to pozostawię bez komentarza, bo wiadomo... czas szukać czarnej parasolki.

***

a trzecią - odebranie praw zagranicznej adopcji kilku najważniejszym ośrodkom [zwłaszcza TPD] i ograniczenie ich do ośrodka katolickiego. czy to nie jest wbrew konstytucji? tego już się nie dowiemy, bo na wszelki wypadek strażnicy konstytucji stoją po "dobrej" stronie i orzekną, co trzeba. komu to przeszkadzało? księżom? interes jak złoto. białych dzieci na świecie brakuje, więc Europejczycy i Amerykanie są w stanie zapłacić BARDZO DUŻO za BIAŁE dziecko. serio. a że niepełnosprawne? większy socjal, lepiej przeszkoleni rodzice.
[wiecie, czego się dowiedziałam na szkoleniu adopcyjnym? tego, że istnieje coś takiego dziwnego jak FAS. i to wszystko. nie dowiedziałam się, co z tym zrobić, gdzie diagnozować, gdzie leczyć/rehabilitować. tylko tego, że jest].

przypomniał mi się obrzydliwy krakowski dowcip o domniemanym ojcu. otóż w szpitalu pomylono dwoje dzieci - czarne i warszawiaka. pytają ojca, które woli. wolał oczywiście czarne.
teraz się liczy, żeby dziecko było katolikiem...

gubię się. Kapuściński nie ogarniał świata tego, więc ja też mam prawo. powinnam przestać mamrotać pod nosem, że znowu garnki źle poukładane. czas zrozumieć niezrozumiane.

***

na deser polecam filmik o elektrycznym rowerze: http://www.welovecycling.com/wide/2017/01/16/video-struggle-real-hilarious-british-cyclist-snares-bike-electric-fence/








poniedziałek, 23 stycznia 2017

reportaż z TT - warsztaty

warsztaty, warsztaty i po warsztatach...
czy te trzy dni odmieniły moje życie? na razie nie, poza tym, że oglądam na ibeju leiki i soniaki, które poniżej 10 000 nie schodzą.

w głowie chaos, nic uporządkowanego. żadnych tabelek, wykresów, tego nie róbcie. owszem, przesiąknęłam jego silną osobowością i pewnością siebie, ale czy więcej wiem? wybór najmocniejszych zdjęć nie jest moją najmocniejszą stroną, choć też nie najgorzej sobie radzę.

nie wiem, czy to dobry początek na przygodę z fotografią. chyba lepiej zacząć od warsztatu. ogniskowa, przesłona, czas, iso. wybór sprzętu. jako nieopierzone kurczaki wybieramy obiektywy, ufając bardziej intuicji i entuzjastycznym opiniom niż rzeczywistej wiedzy.

street photography... super ciekawe, zawsze mnie kręciło, ale czy to moja działka? kilka ostrych planów? chyba wolę geometrię i kompozycję.

pan TT [coś musi w tym być, bo kilka osób oznaczyło pliki na warsztaty TT właśnie - ja też] ma niezwykły dar opowiadania, choć nieco zbyt długo ciągnie anegdotę [można wyjść na siku i wrócić na puentę]. trzy dni składały się głównie z opowieści o nim, o wnukach i szalonych przygodach na całym świecie.
- seks w trumnie z Jane
- facet z siekierą w plecach i korytarze szpitalne spływające krwią
- polowanie na wieloryby
- ulica blues barów w Chicago...
okraszone imieninami Leszka B. oraz historyjkami o wnukach [które spuściły w szkole wodę z basenu].

mnóstwo nazwisk, haseł. sesja na Różycu to dobry pomysł, ale czy mnie stać na odwagę?

jak dla mnie za mało ćwiczeń. słabo...




garnitur

gdy kupisz dziecku garnitur [no nie za 50 złotych], a ono w drodze powrotnej się do ciebie nie odzywa, bo jest zmęczone...

środa, 18 stycznia 2017

siły nieczyste

najpierw się okazało, że serduszko w tvp wymazał belzebub.

potem on przyszedł do mnie. aha, bo przybył był obiektyw. nowy. tzn, stary, ale dla mnie nowy. no to jak dziś poszłam w cug, to nie dość, że ludzie uciekali na widok lunety, to się okazało, że skończyła się bateryjka. ale, ale, przecież wzięłam drugi, zapasowy. radośnie wracając na pole walki, zauważam że w tym drugim bateryjka się była skończyła przedwczoraj i teraz aktualnie się ładuje...

tak że tego...

a do telefonu też przyszedł. do srajfona. a to wyśle smski ludziom po nocy. a to mnie wkurzy bezsensem komunikatów. ale co najlepsze, ten belzebub pokazuje mojemu M., gdzie ja dzwonię. w zamian mi też pokazuje jego poczynania, ale wiadomo wszak, że lepiej żyć w nieświadomości.

na aparacie też mi siedzi. od dziesięciu lat chyba. przeglądam te swoje wypociny, szukając na gwałt czegoś w rodzaju reportażu, co mam w piątek zaprezentować Mistrzowi, a tu nie ma ANI JEDNEGO ostrego zdjęcia. serio. ani jednego.

SS. jedzie z dziewczyną na narty. i z jej starymi. nieźle co? ależ się poczułam stara. ja już na sankach ledwo siedzę, a co dopiero na rozjeżdżających się deskach. MS. się na wszelki wypadek nie odzywa, tylko oczami przewraca. bo na obiad była zupa. kazałam mu zamknąć konto na fb. o, ja niedobra.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

punkt widzenia

taka sytuacja:
Córcia ma koleżankę. inną tym razem. i ta inna koleżanka ma całkiem fajną matkę. taką, co stoi mocno na ziemi, ścierą potrafi walnąć, ale niebo dzieciom przychyla [smaży w nocy czipsiki na prośbę ukochanej córuni i pozwala tłustymi od czipsików paluchami robić gazetkę do szkoły]. i ta córunia teraz ma 13 [słownie: TRZYNAŚCIE] lat. i ta zdrowo myśląca matka puszcza kochaną córunię na maraton filmowy [od 22 do 7 rano], nie pierwszy zresztą raz, ale ten maraton kończy się "Wołyniem". tak, właśnie filmem o rzezi na Wołyniu.

i ja mówię, że nie mieści mi się to w głowie, a M., że to nam ją oceniać. tak, słyszałam te nowe historie, że nie nam oceniać innych, tylko ja się pytam, gdzie jest ta granica, kiedy już nam wolno?

spotykam bliską znajomą tejże Matki. bliska znajoma ma wielką działkę w lesie i lubi ścinać drzewa [tak, to o niej już było]. tam, w tym lesie, to ona nie jest sama, nawet ma sąsiadów. z jednej strony to ma sąsiada faceta, który przygruchał sobie dziewuchę ze wsi. i ta znajoma kapnęła się, że dziewucha w ciąży jest i że trzeba pilnować, bo nie wiadomo, co z dzieciakiem zrobi. no i rzeczywiście miała nosa, przedstawiciele władzy wykopały szczątki noworodka z ogródka. ponoć to już piąte.

czy ten postępek już można oceniać czy nadal nie? no bo nie wiem.

bo czy to nie jest tak, że jeśli nie reagujemy na negatywne zachowania [zwłaszcza dzieci, bo obcym nie wolno zwracać uwagi], to nie narasta przyzwolenie społeczne na przemoc. czemu ludzie nie reagują w autobusie na pijaka? przecież pasażerów zawsze jest więcej i śmiało by sobie wszyscy poradzili. czemu sto osób przechodzi obok bachora rzucającego kurwami na prawo i lewo i kopiącego bezmyślnie dziurę w ziemi? bo wolno? w tym dziwnym islamie by to nie przeszło. bo tam wszyscy wychowują kolejne pokolenia [wiem, to nienajlepszy przykład]. niełatwo popełnić przestępstwo, bo nie dość, że niezgodne z religią, to społeczeństwo cię potępi.

tak się zastanawiałam, co ja bym zrobiła na miejscu znajomej [abstrahując, że nigdy nie zauważyłabym nic podejrzanego]. i wymyśliłam. rozpowiedziałabym o jej ciąży po wsi i namówiła mieszkańców, żeby codziennie chodzili do niej z darami dla dzidziusia - wózek, łóżeczko, śpioszki, sroszki - musiałaby dziewucha wymyślić inne rozwiązanie, być może lepsze.

***

a no tak, wośp. 5 medali. jeden za bieg na pięć kilometrów. SS. przebiegł siedem, bo pomylił trasę, przybiegł pierwszy, został zdyskwalifikowany, ale medal się został ;). reszta w ping-pongu, indywidualnie i rodzinnie.

niedziela, 15 stycznia 2017

Tomasz

matko, matko!
zapisałam się na warsztaty do mistrza. i trzeba przynieść własne zdjęcia! własne! co robić, co robić? chyba trzeba iść robić. reportaż. o wośp?
matko, matko!
siedzę i przegrzebuję kompa, a przy okazji ze strachu robię w gacie.

to już trzecie łyżwy w tym roku. he he, na Stegnach można jeździć w drugą stronę. he he. i panczeny do kosza... dobra, nigdy nie miałam lewoskrętnych łyżew, więc wszystko jedno, tylko dziwnie.

no i "Odprawa posłów...". jakież to aktualne. i ten aktor z długimi włosami i zmarszczkami, gdy się uśmiecha. matko, matko! a to były mąż pani od świateł. ja cie. i naenergetyzowany pan kurtyna :)

a M. był na maratonie filmowym. Powidoki, Beksińscy, Morderca i Wołyń. to ci zestaw. po pierwszym się powiesić, a po ostatnim dodatkowo pociąć.

jutro gramy.

piątek, 13 stycznia 2017

z pamiętnika nastolatki

Córcia ma koleżankę. Nazwijmy ją Kunegunda. Kunegunda ma rodziców. No i ci rodzice zastanawiają się, czy PAD podpisze ustawę o reformie edukacji, czy nie. Jedno twierdzi tak, drugie siak. Jak łatwo przewidzieć - zakładają się. Chwilę namyślają się o co. Wreszcie jest:
- Jak wygram, to ty będziesz mi w łóżku robił, to co ja będę chciała.
- A jak przegrasz, to ty mi robiła, to co ja będę chciał.
Córcia z Kunegundą wymieniają spojrzenia...

czwartek, 12 stycznia 2017

gwiazda tańczy na lodzie

dzień fot. po naszym jeziorze, które zamarzło na amen, jeżdżą bobsleiści, kajtowcy wszelkiej maści: narciarscy, łyżwiarscy, bobslejowi, jednym słowem, na czym kto może, tylko przeczepia sobie skrzydło do pleców i hajda!
skrzydło jedno, nie białe i nie z okazji trzech króli... ale miało nie być o polityce.
pozazdrościłam i z odmrożonym tyłkiem wróciłam się po łyżwy i po córcię. razem ruszyłyśmy na drugą niemal stronę, tylko bałyśmy się powrotu pod wiatr i w połowie zawróciłyśmy. pierogi z "Zagłobiance" dodatkowo poprawiły jej humor.


szkoda, że wieczorem weszłam na librusa [63 nowe oceny świadczą o częstości mojej kontroli] i od razu pożałowałam wszystkiego. córcia od grudnia zbiera same jedynki i minusy. nie zrobiła nawet łabędzia z origami, który jest moim popisowym numerem - wystarczyło poprosić.

a SS. pyta, czy może pojechać z dziewczyną na narty [i jej rodzicami]. dać mu gumki?

resztę dnia spędziłam pod kołdrą, gapiąc się w ekran i czekając na wznowienie obrad [wiem, miało nie być o polityce]. no i było. i niesmak pozostał. na tyle paskudny, że już chyba więcej nie włączę tego pudła. [pewnie jutro od tego zacznę, że jednak włączę]. ale po czym niesmak do Swetru?

do zobaczenia w San Escobar ze stolicą w Santo Subito.


środa, 11 stycznia 2017

z pamiętnika nastolatki

Ja: - Dopiero wracam od rana.
14: - Gdzie byłaś?
Ja: - [Yyyy...] Wymienić opony, w Decathlonie i... [zbieram się na odwagę] na randce.
14: - Najważniejsze to nie zdradzać.
Ja: - No przecież wiadomo. Gdzieżby tam, takiego M. to ze świecą szukać.
14: - No trafił ci się mąż, trzeba przyznać.
Ja: - Ale na obiad można czasem pójść.
14: - Zwłaszcza jak ktoś stawia.

Daję słowo, że to nie ja ją tego uczę. Słowo zucha.

A skoro już jesteśmy przy nastolatkach, to podczas wymiany opon zostałam zmuszona [oczywiście w końcu nie mogłam się oderwać] do obejrzenia hitu tvnu - "Szkoła". Z żalem użyłam wielkiej litery, li ze względu na czytelność. Pewnie jeszcze długo moje oczy będą jeszcze żałować. Co się zobaczy, tego się nie odzobaczy. Otóż laski poszły na imprezę. Jedna okradła gości, ale zgubiła przy tym telefon, w którym miała swoje gołe zdjęcia. Kolesie zażądali tysiaka wykupnego albo seksu. Mała najpierw kradnie nauczycielowi laptopa, a gdy szantażyści nie przyjmują okupu, zgadza się z nimi przespać.
Niby nic, tylko one miały tyle lat, co MOJA CÓRCIA!!!
Mówi, że ona nie jest taka głupia. Czy powinnam sprawdzić jej telefon pod kątem nagich fotek????

A opony po prostu zmieniam zimowe chujowe na zimowe zajebiste. Więc byle przed latem zdążyć wymienić z powrotem na chujowe. Tak że tego...

Pokasujcie zdjęcia cycków z telefonów. Taka rada dobrej cioci.

wtorek, 10 stycznia 2017

kebab i czwarta kandydatka

chyba rozumiem, co ten Kochanowski czuł. jednego, najmłodszego ubyło [biała szkoła za 8 stów na pięć dni, z czego dwa dni jazdy], a szczere pustki w domu. jak makiem zasiał. niechże już od podrośnie i zacznie przypominać człowieka.

a wczoraj to dzień sankowy był. dzieci były końmi, a ja powoziłam sankami. czyli głównie krzyczałam: wolniej, wolniej! ciężko utrzymać się starej krowie na saniach.



stąd podejmuję czelendż - 50 brzuszków. wczoraj było 10, dziś 13. szaleję. nie ma appki do brzuszków? na starego sony ericssona?

i jeszcze poszliśmy na kebaba [solidarnie po wydarzeniach w Ełku]. długo szukałam, gdzie w L. najlepiej. więc pojechalim do Błekitnego. to takie miejsce centrum handlowe. na wszelki wypadek w niedziele nieczynne. ale Turki mają osobne wejście, i nawet było czynne. żywego ducha w środku, tylko dwa ciemne Turki. nawet się dogadaliśmy, choć M. wymyślił, że będzie kroił kebaby na pół. zimno było jak w psiarni. ale rozruszaliśmy firmę, bo zaraz po nas przyszło jeszcze czterech gości. z czego jeden z plecakiem na stelażu. nie dawało mi spokoju, czy miał w środku plecak...

dziś bez politykowania, nawet o synu Wałęsy zmilczę. za to znowu byłam w moim ulubionym teatrze. tydzień temu gwiazda powiedziała, że nie będzie przychodzić, bo nie ma dla niej roli. więc jej dopisałam. że to sztuka o klientkach biura matrymonialnego, to moja bohaterka jest zwolenniczką poliandrii. co mi tam, wrzucę poniżej. nie wiem, czy to śmieszne.
nie przeszło. gwiazda nie podoła. wrzucam na dole. czytać nie trzeba. ale można. uwagi mile widziane.

dzień upłynął po turecku.
całuski.

aha, zimno jest. w dzień -10, w nocy do -20. wreszcie prawdziwa zima z dzieciństwa. tylko M. nie mogę wyciągnąć na spacer. nie cierpi zimna i wody. no i palić zaczął na starość. przeze mnie. a w Legionowie podobno smog. 2392 mikropyłki, gdy norma do 50. gorzej niż w Szanghaju.
aha, i jeszcze pokłóciłam się na fb o kebaba. że lepiej głośno nie wyrażać poglądów. tak mi pan napisał.

***



Czwarta kandydatka

Ula, bogata, oczytana, pewna siebie, lekko szurnięta
 
Ula
Dzień dobry.
X      
W czym mogę pani pomóc?
Ula   
Nie wiem, czy pan mi pomoże, bo ja przychodzę w niecodziennej sprawie
X      
Dyskrecja to nasza specjalność.
Ula   
Myślałam, że raczej dobór par.
X      


Och, jak najbardziej. Szczycimy największym współczynnikiem zawartych małżeństw w mieście.
Ula   
Mieścinie chyba.
X      
W naszym idyllicznym miasteczku.
Ula   
Zwłaszcza, że jesteście tu jedynym biurem.
X      
Pozostałe musiały zaprzestać działalności, widząc na nasze sukcesy.
Ula
Wszystkie podstępnie przejęliście. Zresztą nieważne. Mam dla pana zadanie. Otóż, widzi pan, ja dużo czytam. Właściwie nic nie robię, tylko czytam. Stać mnie na to. Wszystko mnie interesuje. Głównie literatura współczesna i podróżnicza. Sama też podróżuję. Ale najbardziej ciekawią mnie opowieści o różnych ludach i ich zwyczajach. Wie pan, ile fascynujących narodów jest na świecie? Niscy, wysocy, czekoladowi, lekko-brązowi, czerwonawi, są tacy, którzy uwydatniają szyje, inni uszy, a jeszcze inni…
X      
To fascynujące.
Ula   
Na przykład pigmeje. Wie pan, że Pigmejki mają większe prawa niż ich mężowie? A ci zaś często gotują, zajmują się domem i bawią dzieci?
X
Rzeczywiście to niezwykłe wśród afrykańskich narodów.
Ula   


Za to ludy papuaskie uprawiają również homoseksualizm, a plemię Kamoro raz do roku odbywa orgię, podczas której każdy może uprawiać seks z każdym.
X
[głęboki oddech] Do czego pani zmierza?
Ula   
Wie pan, zawsze marzyłam o tym, żeby mieć dwóch mężów. I okazuje się, że pewne tybetańskie plemię praktykuje poliandrię. Kobieta może wybrać sobie dwóch mężów, najlepiej braci, którzy razem będą uprawiać jej ziemię.
X      
Ma pani dużo ziemi?
Ula   
Nie, ale jestem dość bogata, by utrzymać obu.
X
Rozumiem. A co z podziałem obowiązków małżeńskich?
Ula   
To ja będę decydować o wyborze partnera na noc.
X      
I jaka jest w tym moja rola?
Ula   
Pan ma mi znaleźć dwóch mężczyzn, którzy byliby chętni zgodzić się na taki układ.
X      
Rozumiem, muszę wypełnić ankietę. Blondyn, brunet?
Ula
Pan jednak nic nie rozumie. Proszę znaleźć dwóch chętnych. Oto tysiąc zadatku. Daję panu miesiąc. [wychodzi]
X      
[oburzony] Nimfomanka. [rozmarzony] Ale bogata…



sobota, 7 stycznia 2017

czech królów

tak się rano zastanawiałam, o co chodzi z tymi prezentami trzech królów... złoto, kumam, mirra i kadzidło pewnie były horrendalnie drogie. ale czy najdroższe? i czy pomogą matce wychować dziecko w oborze? i jakby w odpowiedzi fb pokazuje rysunek trzech mądrych kobiet, które chwilę później przyniosły pieluchy, obiadki i koperek na kolki. o, znalazłam.


dziś kolejny dzień obiektywów...


piątek, 6 stycznia 2017

nie cierpię zmian

właśnie się zorientowałam - brawo ja! - że blogi, które czytałam uparcie od wielu miesięcy, stały się niewidzialne po zmianie bloggerowego layoutu.
jestem już tak stara albo mam kolejne wczesne objawy tej niemieckiej choroby, że nie cierpię zmian.
nienawidzę zmieniać telefonów.
nie cierpię, gdy w ulubionym sklepie przestawiają towary w inne miejsce. 
nie lubię, gdy nóż stoi nie w tej przegródce suszarki albo gdy ktoś pomiesza talerze głębokie i płytkie.
nie znoszę przestawionych rano kapci - bez okularów nie mogę ich znaleźć.
nie jestem w stanie przesiąść się na kolejnego worda [swoją drogą, ciekawe jak udało mi się zmienić nawyki bezwzrokowego pisania na maszynie na kompa - wiecie, Y=Z, ą, ę itd.].
nie używam nowych wersji programów.

opozycja się sypie - codziennie znajdują nowe haki. dziś Kijowski. a temu Swetru dowalił nawet Zandberg. czy teraz przestaje być dziwne, że doszło do rozbiorów? dziś też by doszło. wieki mijają, a nad Wisłą jak zwykle.

ktoś skomentował, że wydarzenia w Ełku nie są niezwykłe, bo we Francji i w Niemczech zdarzają się podobne na porządku dziennym. w niedzielę zjem kebab. albo kebaba. właśnie, że zjem. a w poniedziałek powinnam iść na żubry. sprawdziłam pogodę - mrozy mają ustąpić. szkoda, bo wreszcie wyszło słońce.

filmik o spotkaniu żubrów i wilków robi furorę. szkoda, że nic nie zmieni.

a na deser nieco kultury. bo właśnie nie będzie roku leśmianowskiego ze względu na "niepokojącą niejasność i niezrozumiałość". Leśmian był naprawdę Lesmanem. Nie urodził się żydem. jego stryjecznym bratem był Brzechwa. Zaś Tuwim się z niego naigrawał:

Na płot, co własnym swoim płoctwem przerażony,
Wyziorne szczerzy dziury w sen o niedopłocie,
Kot, kocurzak miauczurny, wlazł w psocie-łakocie
I podwójnym niekotem ściga cień zielony...

tak by ponoć brzmiał wiersz o kotku, co na płotek był wlazł...

gdyby ktoś pytał, co tam u mnie w teatrze, to bez zmian. w pierwszym zrezygnowaliśmy z Przybory [wybranym w listopadzie] na korzyść ponownie Dembończyka, tym razem współczesnego, lecz krótkiego. gwiazda nie będzie przychodzić dla dwóch zdań. autor nie dopisze jej roli. szukamy, czym zalepić, czyli znowu dwie sztuki naraz.
a w drugim teatrze marność. nikt nie przychodzi, próbują dwa razy i szlus. 

dobry uczynek: Bogusi nie zapaliło auto na stacji w L. wysłałam M.

czwartek, 5 stycznia 2017

od podpasek do wojny

tak se myślę, że coś ze mną nie tak. i nie chodzi o corpo sane ani o mózgu defekt. nie.

czytałam swojego bloga sprzed roku i zastanawiałam się, czemu on tchnął radością, a teraz tylko smęty mnię się trzymają. więc wymyśliłam, że jednak będę znów pisać codziennie jedną ważną rzecz. jak pan w krawatach.

drogą selekcji odrzuciłam:
- sprzątnięcie świątecznego stołu
- naprawę koła po gonieniu pana Zenka
- wywalenie kwiata przez BardzoMądrąCórcię, gdyż postanowiła wyjąć go umyciu z wanny za co? za łodygę. zdziwiła się, że został jej w ręku. więc też nie.
- moje sukcesy na gurushots

nie. nie mogę przestać myśleć o manipulacji mediów. o tym, że pan Swetru pojechał na wczasy i jest to tak ważna wiadomość, że do studia telewizji publicznej przyjeżdżają za moje pieniądze mądrale [swego czasu trójkowe], czyli pan semka z panem karnowskim [tytuł grzecznościowy], żeby analizować UTRATĘ WIZERUNKU nowoczesnej. tak się kręci bat z gówna. i już widzę te 70-80% prawdziwych polaków, jak w to święcie wierzą i opowiadają sobie w warzywniaku albo pod budką z piwem, że to pajac z tego Swetru i to bez swetru. 
M. mówi, że nie mam wpływu, więc po co mi ta szarość...

***z ostatniej chwili - pierwsza w nocy jest. schodzę na dół po herbatę i słyszę, jak SS gada przez telefon. z laską. o pierwszej. to taki czas teraz?

to jeszcze o wykładach:
wczoraj niewinnie spytałam córcię, czy nie potrzebuje podpasek. z rozpędu dodałam też: tamponów. i niepostrzeżenie od podpasek przez błonę dziewiczą doszłam do "pierwszego razu".

ale dziś... dzisiaj rozkręciłam się lepiej. SS kręci się po kuchni, a ja rozpalam w kominku i taka myśl mnie nachodzi, że ten 17-latek prawie nie potrafi mi rozpalić w kominku i że gdzieś popełniłam błąd. więc pytam go, jak by to zrobił, przechodzę płynnie do przetrwania w lesie, zahaczam o wątki antynacjonalistyczne i płynnie przechodzę do holocaustu.

wciąż mylę słowa. dziwiłam się, że alzheimery nazywają przedmioty kompletnie inaczej. nie że kalafior-kaloryfer, tylko mylą żurawina-wygoda. i tak teraz mam. coraz częściej. jak szybko ten niemiec przychodzi? błagam, zepchnijcie mnie wtedy ze schodów. może zanim on dojdzie, ktoś inny wygra wybory [jakie wybory?] i wprowadzi eutanazję. na podstawie wpisów na blogu...

środa, 4 stycznia 2017

new year

robią ludzie. podsumowania robią i rezolucje. no to ja też podsumuję - myślę. żeby nie było, zaglądam, co tam, pani, w zeszłym roku naskrobałaś. a tam całkiem nie było źle. myślałam o czymś. zgłębiałam. badałam.
a teraz tylko już wchłaniam.
Hoziera nie zagrałam do tej pory. gitara za to przybyła.
rezolucji nie robię, bo postanowiłam tango argentyńskie przyswoić - dziś pierwsze zajęcia - ale M. stwierdził, że to nie jego klimaty...
ulgnęłam w obiektywach - czemu ja bloga nie robię o obiektywach?
a w ogóle to moja dusza jest odzwierciedleniem sytuacji w kraju. tak se to tłumaczę, że to dlatego już nic mnie kręci, odkąd cioci Frani cyc się w wyżymaczkę... nie, od roku. od TK.
i codziennie ta dusza schodzi do głębszej warstwy otchłani, przysypana popiołem z resztek rozumu i inteligencji narodu. rodzynki z disco polo i prezesa [tego przez małe p], włażącego w tyłek jakiejś gwieździnie polowej posypane solą antysemickiej nagonki w cafe foksal, oblane linczem w Ełku...
mdli mnie.
pytał znajomy Włoch, że u nas źle się dzieje. epistołę spłodziłam, że źle, bo:... pół dnia pisałam, a to ledwie czubek góry lodu.
tak mi szaro, gdy naród sprowadzono do roli łaskawobiorcy dóbr wszelakich:
- 500 plus
- disco polo
- nacjonalizm/antyciapatyzm
- zakaz aborcji
- patriarchatu
- teraz wina i igrzysk się lud będzie domagał
przypomnicie z historii, jak się kończą rządy populistyczne? mam nadzieję, że źle dla rządów, ale chyba źle dla narodów.

a dziś odbyłam wykład na temat: tampon - błona dziewicza - pierwszy raz.
ja to jednak wszechstronna jestem.

aha, i jeszcze guz na psa ogonie się był schował. czyli dobrze, że nie obcięłam... chyba.