sobota, 18 lutego 2017

B.O.R.Y.

okazuje się nie najważniejszym dobrze grać. tytułowi faceci nie przestają się uśmiechać przez cały koncert. dobra energia spływa na słuchaczy i otula ich brodatym ciepłem.

okazuje się, że słuchaczy SZANT najbardziej porwał bardzo żeglarski kawałek o tej "Szalonej". bez komentarza...

ku pamięci: najlepszym ich kawałkiem było "Pompuj".

***
od wczoraj jestem confused. ale już przechodzi.

piątek, 17 lutego 2017

znów

... motylki w brzuchu?

tak bez ostrzeżenia?

łaskotki w podołku

chwila zapomnienia

niedziela, 12 lutego 2017

demokratura

szukam przykładów per analogiam, od czego zaczyna się schyłek demokracji. wujek gugiel milczy na ten temat, bąkając coś o wojnach peloponezkich. w sumie, że od wojen to jasne, ale co ma polityka zagraniczna do ustroju państwa? widać ma.

i rozpatrując z perspektywy tysiącleci, to u nas też zaczęło się od wojen. się demokracja nawet narodzić na dobrą sprawę nie zdążyła przez te wojny. to w sumie umierać młodo jej przyszło. jaki lud, taka ludu kracja.

i tak mieląc pejdże trafiłam na traktat niemal filozoficzny o tym, że każda demokracja przeradza się prędzej czy później w autokrację: cesarstwo - od Cezara, królestwo - od Karola, kastryzm - wiadomo, putokrację czy inny orbanizm. u nas pojawiła się postać naczelnika - wciąż nie wiem, jak nazwać nowy ustrój? żeby zadość tradycji się stało, to może kasztania? może alikania? bo jarstwo jakoś nie brzmi...

maleńczuk wieszczy szybki upadek partii wodzowskiej i pierwszy raz w życiu mu kibicuję. wieszczy też, że lud wyjdzie na ulice... hm... ten lud nieruchawy omamiony plusem? ten lud ukocha wodza i pomniki mu postawi. ciekawe tylko, czy osobne, czy przerobi z Lecha.


***
a ten cudny szkuner gaflowy z fb to Altair.

sobota, 11 lutego 2017

zebranie RR

w naszej gminie jest sześć podstawówek i jedno gimnazjum. czeba je wygasić, widocznie jest czynnikiem zapalnym.
pięć podstawówek się mieści w swoich budynkach, mają zresztą po 15 dzieci w klasie - nasza pęka w szwach.
rocznik najstarszego dziecka tworzył pierwszy raz dwa oddziały [A i B], drugiego dziecka dwa lata później - trzy [A, B, C], a rok później były już cztery oddziały. na nim się postęp geometryczny zatrzymał.
sal lekcyjnych w budynku było 10. na trzydzieści prawie oddziałów. we wrześniu po wielkich bojach [finansowych] otwarto dobudowaną drugą część szkoły. zaczęło być normalnie.
bycie wójtem nie jest łatwe, bo zawsze ktoś będzie niezadowolony.
co zrobić z budynkiem szkolnym, najnowszym w gminie, z basenem, za to nieprzystosowanym do małolatów?
1. otworzyć nową podstawówkę - stworzyć nowy rejon.
niektóre dzieci [2-5] zabierze się z dotychczasowego środowiska i wrzuci do nowego.
2. zrobić filię naszej szkoły - przenieść tam klasy 5-8.
wtedy gimnazjum musiałoby podlegać pod naszą podstawówkę. he he.
3. przenieść do nowej szkoły klasy sportowe 4, 5, 6.
bunt rodziców, mimo że dzieci byłyby dowożone.
4. przenieść niektóre klasy: nową 4, 7 oraz stworzyć 0, 1. w ciągu trzech lat szkoła byłaby pełna, gimnazjum by wygasło, bez większych szaleństw. - pomysł wójta.
bunt rodziców, bunt dyrekcji - szkoła traci ciągłość i [sic!] nie wygra w przyszłym roku pucharów na zawodach sportowych.
5. utworzyć szkołę branżową.
nikt jej nie chce [oprócz mnie].
posiedzenie komisji jest w poniedziałek. w czwartek Rada Gminy ma głosować. zaczęły się właśnie ferie. co robi rada rodziców? spotyka się w piątek wieczorem, ustala, że pomysł wójta jest głupi i że trzeba iść na poniedziałkowe posiedzenie komisji oświaty i narobić dymu, ale [uwaga!] nie informować o tym innych rodziców, bo mogą być innego zdania...

puenta:
za rok będzie tu stolyca, która nagle spuchnie trzykrotnie. szkoły będą sterowane i finansowane centralnie. i może inaczej się wszystko ułoży. może zrobią hotel z basenem...? a wszystko za cenę biletu w pierwszej strefie, którego cena i tak wzrośnie...

niedziela, 5 lutego 2017

biblioteka

ja wiem, ja nie z tej epoki jestem. ja nawet pamiętam kapcie biblioteczne, co by pcw nie rysować... wkładało się takie obsrane filce na buty. i szurało w najlepsze. a że były tylko trzy pary, to za dużo osób w bibliotece nie mogło przebywać naraz.

nie to, że tęsknię za tymi łapciami, nie to, żebym uwielbiała tę nabożną ciszę, w której nazwisko podajesz szeptem. no serio, że nie. lubię pogadać z paniami, lubię wymienić poglądy, co czytać, a co niedobre. na koszykowej było straszno, bo nawet głębszy oddech wywoływał wściekłe spojrzenia. więc nie.

w pobliskim mieście L. otwarto bibliotekę, dla niepoznaki nazwano ją poczytalnią. i jak kto niedoświadczony życiowo poszłam tam w sobotę.
trzydzieścioro bachorów pałęta się wszędzie.
na regałach.
przy stolikach.
pod nogami.
przy konsolach.
u kompa.
rysują.
skaczą.
wrzeszczą.
stukają.
żyją.
rozumiem, że zachęcamy dzieci do czytania i uczymy od małego obcowania z książką. ale ja się nie mogę skupić i sama już nie wiem, czego szukam. nie ogarniam ustawienia [wreszcie wpadłam na to, czego można się uczyć na bibliotekoznawstwie - merchandising książek]. nie kumam tych regałów, które ustawiono w bliżej nieokreślony wzorek - ja się nie czepiam, nawet fajne te zakątki, ale może je jakoś tematycznie czy jak...
czemu literatura francuska jest po niemieckiej? i gdzie włoska? gdzie szukać Musierowicz? w polskiej? w dla dzieci - poziom trzeci?

uciekłam po 15 minutach. taka sytuacja.

***

skończyło się na Czubaju z biedronki.