sobota, 15 kwietnia 2017

leczniczo

u doktóra z dzieckiem byłam, aby napisał, że nieletniemu pacjĘtowi można wyciąć migdałki bez obaw, że z powodu niskiego tętna nie zejdzie do innego świata.
i już po czterech mNiesiącach przyjęto nas w poradni skaz krwotocznych, aby pobrać mu krew i listem wysłać odpowiedź, że dziecię nie przekręci się w czasie wycinania migdałka z powodu niskiego wskaźnika protrombinowego. nie wiem tylko, jak przyślą odpowiedź, bo nie zaniosłam koperty i znaczka, i nie dało się tego załatwić inaczej.
szpital w mieście z resztkami zamku mazowieckiego broni się rękami i nogami przed standardowym zabiegiem. byle wywalić pacjenta spoza rejonu. wymyślił więc dwa powody nieprzyjęcia.

mnie zaś akurat dziś pogięło [tak, umyłam wczoraj głowę nad wanną] i kochany pan doktór już ucieszył się na myśl, że mnie w dupę ukłuje zastrzykiem [ponownie], ale szybko odstąpił, gdy nieopaCZnie powiedziałam mu o stawach. przepisał lek do połykania, a ja akurat nie miałam karty, bo do teatru wczoraj to musiałam się byłam wystroić w płaszcz. no i tera leżę i się nie ruszam, bo nawet tę zrobioną przez progeniturę herbatę niełatwo mi podnieść do ust. o ręczniku nie wspomnę. w sumie dobrze, jajka dałam radę pomalować, okna umyte [w listopadzie], resztę zrobi teściowa. muszę tylko książkę do czytania kupić [albo dwie], żeby jakoś przeżyć te święta.

że tłumik na drodze znalazłam, to już wszyscy wiedzą. może to przez szarpanie z tym żelastwem mi ten kręgosłup strzelił?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz