poniedziałek, 17 lipca 2017

krzew gorejący

Południe. Siedzimy z M. na tarasie, popijając poranną kawę.
- Wytnijmy tego płożaka. Od początku go nie cierpię. Rozrasta się tylko, pół trawnika zajmuje, zawalidroga taka.
- Dobra - jakoś spolegliwie przytakuje M. - na jesieni wytniemy. - I dodaje, mając w pamięci to, że nękam go o wycięcie wredziola już kilka lat. - Właściwie to już mi wszystko jedno.
- Skoro ci wszystko jedno, to po co się razem męczymy?
- Rozmawiamy o ogrodzie czy rozwodzie?

No, zagalopowałam się.

wycieczka

zabrałam na wycieczkę Córcię. tak, znowu do tego CiechanowCa. jestem dozgonną fanką Fredry. Damy i Huzary obłędne. wciąż prawdziwe.

tak czy siak C. ocknęła się w drodze powrotnej i rzecze: daj komórę, włączę ci dobrą muzę. tknięta złym przeczuciem daję - co mam zrobić. a moje ledwo nastoletnie dziecko puszcza mi niejakiego Słonia, Tomasza zresztą, w kawałku pt: "Ania". słucham jak zahipnotyzowana. najpierw jedenastolatka wsiada z obcym do auta. ten ją porywa. zaczyna dotykać. myślę, że zaraz się porzygam. ale wtedy w małej budzi się Carrie skrzyżowana z Beksińskim i się z nim rozprawia. uśmiech nie schodzi mi z twarzy, że mała się dała.
no i teraz pytanie: czemu podoba się to mojej nastolatce? czy gdyby tamta mała jednak była zwykłą małolatą i skończyła źle, też by się tej mojej podobało?

czy ta młodzież teraz nie za szybko dorasta i nie gubi przez to gdzieś szczątków dzieciństwa?

taki koleś wytatuaowany po szyję opowiada na fb o różnicach pokoleń ludzi normalnych i nowoczesnych. normalni mieli trzepak i 10 znajomych z klatki. nowocześni mają internet i tysiące znajomych, których nie widzieli na oczy. zero relacji. siano w głowie. nie potrafią posługiwać się prostymi narzędziami. pokolenie idiotów. mam nadzieję, że Einstein się mylił.

niedziela, 16 lipca 2017

no to...

... pojechałam dziś do CiechanowCa, nie mylić z Ciechanowem, w którym mieli już być aktorzy z mojego teatru, gotowi, by dać pokaz "Dam i Huzarów".
na fb mówią, że skansen, więc zajeżdżam prościutko pod pałac, wykręcam na gigantycznym rondzie, parkuję. dzwonię i pytam, gdzie ich szukać. w słuchawce słyszę:
- Ale to jutro...
usłyszałam jeszcze, jak mój świat legł w gruzach...

niedziela, 9 lipca 2017

wracam

oj, zbłądziłam w tym czerwcu. za daleko.

ale już wracam na swoją drogę.

kupiłam szlifierkę, papier ścierny, szpachlę, bejcę. zdarłam starą farbę. zaszpachlowałam. jutro maluję.

będzie dobrze.