niedziela, 30 lipca 2017

czy ja

czy ja zawsze muszę wygrać, żeby natychmiast przegrać? kasting poszedł można by rzec świetnie, to zawaliłam walkę o główną kurde rolę. i to jaką? matki zołzy. toż to ja.

tak czy siak plecy swędzą, skrzydła rosną.

półki w łazience też. już prawie są. jeszcze kilka warstw lakieru - co oznacza kilka dni :).

jutro ma przyjść lato. takie normalne lato. nie deszczowe, zimne coś lipcowo-listopadowego. tylko takie upalne sierpniowe skwary. czekam...

podobają mi się lekcje śpiewu. dziewczę szuka we mnie energii.

M. ogląda z dziewczynami Ducha. łomatko, ileż to lat!

zapatrzyłam się na sekundnik, ależ on zapierdala. jakby coraz szybciej.



czwartek, 27 lipca 2017

zwis w oknie

tak zaglądam i widzę, że 28 czerwca zawisłam na oknie, nie mogąc się zdecydować, w którą stronę spaść. dziś wreszcie podjęłam męską decyzję, i spadłam. bezpiecznie do środka. po drodze na dół zawadziłam o parapety, kanty, kaktusy i być może siekierę. leżę potłuczona. niby bezpieczna, choć nie wiem, czy szczęśliwa. jednak milej było tak wisieć. duppa, cycki.
może się kiedyś pozbieram, wstanę i odbiję. oby.

dziś pierwsza lekcja śpiewania. nie załamana jestem. może co z tego wyjdzie...?
a w sobotę casting do 13...
i może nawet jacht się znalazł...

poniedziałek, 17 lipca 2017

krzew gorejący

Południe. Siedzimy z M. na tarasie, popijając poranną kawę.
- Wytnijmy tego płożaka. Od początku go nie cierpię. Rozrasta się tylko, pół trawnika zajmuje, zawalidroga taka.
- Dobra - jakoś spolegliwie przytakuje M. - na jesieni wytniemy. - I dodaje, mając w pamięci to, że nękam go o wycięcie wredziola już kilka lat. - Właściwie to już mi wszystko jedno.
- Skoro ci wszystko jedno, to po co się razem męczymy?
- Rozmawiamy o ogrodzie czy rozwodzie?

No, zagalopowałam się.

wycieczka

zabrałam na wycieczkę Córcię. tak, znowu do tego CiechanowCa. jestem dozgonną fanką Fredry. Damy i Huzary obłędne. wciąż prawdziwe.

tak czy siak C. ocknęła się w drodze powrotnej i rzecze: daj komórę, włączę ci dobrą muzę. tknięta złym przeczuciem daję - co mam zrobić. a moje ledwo nastoletnie dziecko puszcza mi niejakiego Słonia, Tomasza zresztą, w kawałku pt: "Ania". słucham jak zahipnotyzowana. najpierw jedenastolatka wsiada z obcym do auta. ten ją porywa. zaczyna dotykać. myślę, że zaraz się porzygam. ale wtedy w małej budzi się Carrie skrzyżowana z Beksińskim i się z nim rozprawia. uśmiech nie schodzi mi z twarzy, że mała się dała.
no i teraz pytanie: czemu podoba się to mojej nastolatce? czy gdyby tamta mała jednak była zwykłą małolatą i skończyła źle, też by się tej mojej podobało?

czy ta młodzież teraz nie za szybko dorasta i nie gubi przez to gdzieś szczątków dzieciństwa?

taki koleś wytatuaowany po szyję opowiada na fb o różnicach pokoleń ludzi normalnych i nowoczesnych. normalni mieli trzepak i 10 znajomych z klatki. nowocześni mają internet i tysiące znajomych, których nie widzieli na oczy. zero relacji. siano w głowie. nie potrafią posługiwać się prostymi narzędziami. pokolenie idiotów. mam nadzieję, że Einstein się mylił.

niedziela, 16 lipca 2017

no to...

... pojechałam dziś do CiechanowCa, nie mylić z Ciechanowem, w którym mieli już być aktorzy z mojego teatru, gotowi, by dać pokaz "Dam i Huzarów".
na fb mówią, że skansen, więc zajeżdżam prościutko pod pałac, wykręcam na gigantycznym rondzie, parkuję. dzwonię i pytam, gdzie ich szukać. w słuchawce słyszę:
- Ale to jutro...
usłyszałam jeszcze, jak mój świat legł w gruzach...

niedziela, 9 lipca 2017

wracam

oj, zbłądziłam w tym czerwcu. za daleko.

ale już wracam na swoją drogę.

kupiłam szlifierkę, papier ścierny, szpachlę, bejcę. zdarłam starą farbę. zaszpachlowałam. jutro maluję.

będzie dobrze.