poniedziałek, 17 lipca 2017

krzew gorejący

Południe. Siedzimy z M. na tarasie, popijając poranną kawę.
- Wytnijmy tego płożaka. Od początku go nie cierpię. Rozrasta się tylko, pół trawnika zajmuje, zawalidroga taka.
- Dobra - jakoś spolegliwie przytakuje M. - na jesieni wytniemy. - I dodaje, mając w pamięci to, że nękam go o wycięcie wredziola już kilka lat. - Właściwie to już mi wszystko jedno.
- Skoro ci wszystko jedno, to po co się razem męczymy?
- Rozmawiamy o ogrodzie czy rozwodzie?

No, zagalopowałam się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz